Natalia, Adam, Emilka i Kajtek Mińscy – Nasze duże i małe podróże

Znowu w drodze! (maj 2015)

Jest taki fizyczny moment, w którym nareszcie zaczyna się podróż. To chwila, kiedy wkładamy na siebie plecaki oraz dzieci (taka nowość od niedawna), zamykamy swoje mieszkanie i idziemy na tramwaj. Odtąd jesteśmy już w drodze, po dobrej stronie mocy, gotowi na nowe przygody i niespodzianki.

IMGP0095IMGP0097 Tym razem jednak dostaliśmy je dużo szybciej, niż byśmy tego oczekiwali.

Emilka, pozując do symbolicznego grupowego zdjęcia, które zawsze robimy sobie przed wyjazdem, nagle zaczęła RZYGAĆ. Na siebie, na nas, na oba nosidełka, na pachnące i przygotowane na wyjazd ubrania, na plecaki, na posprzątane mieszkanie, na wszystko. Obficie, szeroko i zupełnie niespodziewanie. Na taką niespodziankę jakoś nie byliśmy gotowi. W jednej sekundzie podniosłość chwili została pokryta rzygami naszej córki.

IMGP0102

Chwilę przed…

Wina była jednoznacznie po naszej stronie (mojej i Adama), bo sami od wielu dni budowaliśmy napięcie i ekscytacje wyjazdową, które tego poranka skumulowały się w głowie biednej Emiśki. Dla niej pobudka w stylu „córeczko, obudź się, jedziemy dziś do Azji i do Kuala Lumpur!” oznaczała za dużo emocji, z którymi nie mogla sobie poradzić nie tylko przez cały ten dzień, ale też przez kilka następnych.

Szybko ogarnęliśmy krytyczną sytuacje i taksówka pojechaliśmy na dworzec.
W pociągu do Warszawy Emilka kontynuowała swoje rzygowe poczynania, a żeby było weselej, do zabawy włączył się Kajtula, ulewając to tu, to tam. Na szczęście uzbrojeni byliśmy w odpowiedni zapas wilgotniaków, pieluch i chusteczek higienicznych, więc żadne wydzieliny nie były nam straszne. Ale specjalnie przyjemnie też nie było.

Droga do Azji była długa i ciężka. Najpierw pociąg, potem 6 godzin lotu do Dubaju, następnie 4 godziny przerwy i kolejny 7-godzinny lot do Kuala Lumpur. Ten ostatni na szczęście prawie wszyscy przespaliśmy.

IMGP0106 IMGP0107 IMGP0116 IMGP0120 IMGP0133 IMGP0137 IMGP0149 IMGP0147

Po 30 godzinach od wyjścia z mieszkania znaleźliśmy się w końcu w hotelu w Kuala. Wykończeni totalnie, ale szczęśliwi i pełni ekscytacji.
Udało nam się międzykontynentalny zaliczyć chrzest bojowy z dwójka dzieci!

Adam uczcił ten moment na końcówce już w hotelu, pozbywając się z żołądka metodą córki najwyraźniej przeterminowanych malajskich pistacji.

Mimo wszystko byliśmy z siebie zadowoleni, bo przemieszczanie się z plecakami, bagażami podręcznymi i dziećmi w nosidłach zdecydowanie należy do kategorii hardcore ;-).

Emilka pomimo słabej kondycji poradziła sobie bardzo dobrze, a Kajtuś był jak zwykle sceptyczny i niewrażliwy na okoliczności zewnętrzne. Spisał się wspaniale.

Tak wiec jesteśmy znowu w drodze, hurraaa :-).
Będziemy się odzywać, pozdrowienia dla wszystkich, którzy śledzą naszą stronę. Oby dalej też było tak dobrze, a najlepiej jeszcze lepiej!

2 odpowiedzi do artykułu “Znowu w drodze! (maj 2015)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.