Natalia, Adam, Emilka i Kajtek Mińscy – Nasze duże i małe podróże

Yangon – dzień dobry Birmo! (styczeń 2014)

Spodziewaliśmy się, że będzie trochę jak w Tajlandii. Czyli prosto, wygodnie, tanio i przyjemnie. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Z poprzedniego pobytu w Azji Południowo-Wschodniej wynieśliśmy przecież doświadczenie, że każdy kraj jest tu zupełnie niepodobny do pozostałych. No, ale tak to już czasem jest – człowiek wbije sobie coś w głowę, mimo że niewiele w tym sensu, i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę, że tak myśli.

W każdym razie szybko okazało się, że Birma (czy jak kto woli Myanmar) NIE JEST jak Tajlandia. Już bardziej jak Afryka, a w każdym razie na pewno bliżej jej do Mali czy Burkina Faso, niż do nowoczesnych azjatyckich tygrysów typu Tajlandia czy Malezja.

Czyli mówiąc krótko – jest egzotyczna, inna, barwna, krwista i żywa. I jak na nasz poziom wtajemniczenia ekstremalnie trudna w podróżowaniu z małym dzieckiem.

Ale tego na początku jeszcze nie wiemy. Póki co po półtoragodzinnym locie wysiadamy z samolotu w Yangonie, podjeżdżamy busikiem pod zarezerwowany wcześniej hostel i ruszamy w pierwszy zapoznawczy spacer po największym mieście Birmy.

Link do galerii

IMGP1059 IMGP1067 IMGP1076 IMGP1091 IMGP1094 IMGP1095 IMGP1118 IMGP1126 IMGP1133 IMGP1100 IMGP1134 IMGP1146 IMGP1151 IMGP1163 IMGP1170 IMGP1175 IMGP1184 IMGP1199 IMGP1209 IMGP1213 IMGP1216 IMGP1235 IMGP1255 IMGP1291 IMGP1294 IMGP1313 IMGP1330 IMGP1342

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.