Natalia, Adam, Emilka i Kajtek Mińscy – Nasze duże i małe podróże

Wyjazdy, powroty…

Uwielbiam wyjeżdżać, uwielbiam wracać. To dwa skrajne stany, budzące tyle emocji i odmiennych uczuć, których doświadczam ostatnimi laty całkiem często.

Pomiędzy powrotem a wyjazdem jest oczekiwanie na kolejną podróż, które czasem trwa długo, ale zawsze wiem, że w końcu nadejdzie ten „zwykły – niezwykły” dzień, kiedy znów spakujemy plecaki i wyruszymy w drogę.

Lubię moment, kiedy w naszej sypialni pojawia się nowa mapa, wymyślonego zawsze już w podróży następnego kierunku wyjazdu. Adam przynosi ją zazwyczaj w pierwszym tygodniu po powrocie i w taki oto sposób zaczyna się proces przygotowań do kolejnej podróży.

Między powrotem a wyjazdem wiele może się wydarzyć. Tak też dzieje się w tym roku. Zmieniają się uwarunkowania życiowe – Emilka rośnie, ja zachodzę w ciążę, zaraz pojawi się nowe dziecko, za niedługo być może poczujemy potrzebę przeprowadzki do większego mieszkania. Adam ogarnia sprawy zawodowe, które kosztują go dużo czasu i energii.

Zwykła codzienność większości ludzi. Dopóki jest zdrowie, każda chwila jest piękna.

Bo ja lubię zwyczajne życie – swoje łóżko, zapach pościeli, gorący prysznic, widok z okna, Trójkę w radiu. Lubię gotować, chodzić na spacery, czytać Wysokie Obcasy i reportaże.

A najbardziej lubię, kiedy Emilka piszczy z radości, widząc swoje kuzyneczki, wujków, ciocie, babcie i dziadków. Kiedy mogę poplotkować z Polą, zadzwonić do mamy, pójść na spacer do teściowej, spotkać się z koleżankami, a wieczorem iść na jogę. Nic nadzwyczajnego, a jednak z perspektywy podróży, wszystkie te rzeczy cieszą jakby bardziej, a odkrywanie ich na nowo daje mi niesamowitą radość i energię.

Wyjazdy i powroty mają swoją moc.

Często przeżywam surrealistyczne uczucia związane z byciem tam i tu. Czysty surrealizm.

Bo jak nazwać stan, w którym śpimy w namiocie dwudziestą którąś noc z rzędu, chłód z zewnątrz wdziera się środka, jest ciemno i cicho, a ja nie mogę spać?

Natura nie śpi, to pozorna cisza.

Gdzieś w rzece tuż obok grasują krokodyle i hipopotamy, coś bulgocze, coś chrumka.

Nagle nastaje świt, ale nie widzę tego, tylko czuję. Słyszę śpiew ptaków, przepiękne, wyjątkowe dźwięki, będące balsamem dla umysłu człowieka. Koncert trwa godzinę, potem znowu nastaje cisza, a z niej powoli wyłania się jasność dnia.

Chłodny poranek przynosi nowe odgłosy. To małpy skaczące po gałęziach tuż obok na drzewach. Te duże, baboons, nie lubią chyba tych małych, walczą z nimi o coś, są głośne i agresywne.

Słyszę też chrumkanie… Wyobraźnia podpowiada mi różne scenariusze. Tymczasem to stado guźców, wolno biegających po kempingu. Takie małe, śmieszne świnki z kłami. Chyba niegroźne, choć nieznane mi i obce.

Wychodzę z namiotu, a tu między namiotami biegają jakieś duże borsukopodobne zwierzaki. Mają z metr długości, pancerz i są dziwne… To ratle.

Przy wyjeździe z kempingu i parku spotykamy leżące na trasie stado hien. Są ogromne, nie patrzą na nas przyjaźnie, nie mają ochoty schodzić nam z drogi.

Potem są słonie przy drodze, żyrafy skubiące listki z drzew, przebiegające przed autem zebry i inne zwierzęta, które u nas ogląda się w zoo. O istnieniu niektórych gatunków mało kto w Europie w ogóle wie.

Inne wspomnienie: tym razem nie ma zwierząt, są za to przestrzenie. Niewiarygodne, księżycowe, bezkresne.

Czujemy się jak małe robaczki, przemierzając setki kilometrów pustki.

„Zobacz Misiu, nie ma NIC” – mówi Emilka do swojego misia. I rzeczywiście, wokół nas rozpościera się wielka pustka. Takie krajobrazy sprawiają, że umysł człowieka wycisza się, dociera do niego mniejsza ilość bodźców, co wpływa kojąco na układ nerwowy. Taki naturalny reset mózgu, odświeżający niczym chłodna kąpiel.

I teraz zmiana – stan skrajnie odmienny.

Mija tydzień od powrotu. Siedzę wygodnie na swojej kanapie, mam wyciągnięte nogi, poduszkę pod krzyżami i drugą na kolanach. Ta druga chroni mój całkiem spory już brzuch przed laptopem.

Jestem czysta, pachnąca, wokół mnie znajdują się dobrze znane mi przedmioty i meble. Emilka bawi się tuż obok swoimi misiaczkami…

Słonie, hieny, puste przestrzenie… Czy to na pewno się wydarzyło?

Spoglądam na niebo pełne gwiazd. To niby to samo niebo co w podróży, jednak jak zupełnie inaczej wyglądające! Odnajduję Mleczną Drogę, która w tym wydaniu jest po prostu dobrze nam znaną konfiguracją gwiazd, zaś w wdaniu namibijskim była spektakularnym białym strumieniem na niebie.

Niczym zorza polarna mieniła się pośród innych gwiazd i była piękna.

A tutaj Rataje z oddali mienią się tysiącem światełek, pachnie końcem lata, jest inaczej. I też jest pięknie.

***

Podróżowanie po Namibii było cudowną przygodą, kolejnym naszym wspólnym rodzinnym wyjazdem. Adam pokazał mi miejsca, które tak urzekły go przed laty i utwierdził się w przekonaniu, że to NAPRAWDĘ wyjątkowe miejsce.

Znowu pokazaliśmy Emilce jakiś kawałek świata, uwrażliwiliśmy ją trochę, uświadomiliśmy istnienie nowych zwierząt, krajobrazów, kultur i ludzi.

Z fascynacją przyglądaliśmy się, jak zaczyna nazywać wszystko wokół – słoniczki, żyrafki, rzeki, góry, dzieci. Nasza małą córeczka zrobiła kolejny duży krok do przodu, a ten, kto twierdzi, że i tak nie będzie nic pamiętać, jest w dużym błędzie. Bo każda podróż powoduje w człowieku nieodwracalne zmiany, zarówno w dorosłym, jak i w dziecku. Nasze umysły po powrocie pracują już inaczej, bo wszystkie wspomnienia, te świadome i te podświadome, budują w nich sieć nowych połączeń, skojarzeń i myśli. I właśnie wspomnienia sprawiają, że nasze życie staje się czymś wyjątkowym.

Podróżowanie to jedna z największych wartości w moim życiu. Cudownie, że mogę doświadczać jej z ukochanymi osobami. Jestem naprawdę szczęśliwym człowiekiem. Mam nadzieję, że kolejną podróż odbędziemy z naszym synkiem, który będzie z nami już za 3 miesiące!

Wyjazdy_powroty

Odpowiedź do artykułu “Wyjazdy, powroty…

  1. Jarek

    Bardzo fajny wpis oddający istotę podróżowania do wyjątkowych miejsc. Wasz blog zainspirował mnie do wyprawy do Namibii na jesieni. Dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.