Natalia, Adam, Emilka i Kajtek Mińscy – Nasze duże i małe podróże

Walking in the jungle (czerwiec 2015)

„Walking in the jungle”, czyli spacer po dżungli.

Jesteśmy z Adamem szaleni, wiem to.

Tę dżungle to wymyślił on, a ja powiedziałam: „ok, zróbmy to”.

Obawiałam się trochę, jak to będzie technicznie wyglądać, bo jesteśmy już trochę w drodze z dziećmi i znamy nasze możliwości w takim składzie.

Poczytaliśmy jednak relacje w sieci i utwierdziliśmy się w przekonaniu, że to możliwe.

Od początku wiedzieliśmy, że nie jesteśmy wstanie zanurzyć się w dżunglę w stopniu, w jakim marzy Adam, bo półroczny synek przy piersi i 2,5-letnia, biegająca między nami córeczka to nie jest towarzystwo na kilkudniowe, męczące trekkingi po najstarszym na świecie lesie deszczowym.

Ale, pomyśleliśmy, może mały synek i mała córka to jednak super kompani na krótkie spacery i małe dżunglowe atrakcje?

Na szczęście park Taman Negara idealnie nadaje się do takich celów, bo oferuje wiele szlaków spacerowych o różnym stopniu trudności. Wybraliśmy najbardziej przyjazny dla naszej rodziny, no i… poszliśmy do dżungli.

IMGP4687 IMGP4535 IMGP4538Za pierwszy cel obraliśmy spacer po mostach linowych, zawieszonych między koronami drzew na wysokości nawet 25 metrów nad ziemią (8-9 piętro!). A same drzewa są dużo, dużo wyższe.

Sznurowane mosty wykonano solidnie i w bezpieczny sposób, co widać na pierwszy rzut oka. Człowiek wchodzi więc z ufnością na drewnianą kładkę i z optymizmem kładzie ręce na plecionych barierkach. Ale sekundę potem uświadamia sobie, że te mosty naprawdę wiszą w powietrzu! Kołyszą się w rytm nerwowych i niepewnych kroków, nie ma żadnego stałego punktu zaczepienia, żadnego podparcia, są tylko bezlitosne metry to przejścia.

Dla mnie to nie była zabawa.

To był wielki stres.

IMGP4541 IMGP4540 IMGP4555 IMGP4579 IMGP4576 IMGP4569a IMGP4581 IMGP4587 IMGP4593 IMGP4611Bałam się jak cholera, moje myśli skupione były tylko na krokach, powstrzymywałam siłą woli drżenie nóg, ale strach był tak ogromny, że na nic się to zdało.

Gdy tak wędrowałam, różne myśli krążyły mi po głowie:

  1. Dlaczego to robisz, matko – wariatko?
  2. Jesteś taką nieodpowiedzialną matką!
  3. Jesteście z Adamem takimi nieodpowiedzialnymi rodzicami!
  4. Co będzie, jak Kajtuś się obudzi?
  5. Co, jak obsunie mi się stopa?
  6. Co, jak Emilka wypadnie z Adama nosidła?
  7. Co, jak spadnie Adama czapka i zawiesi się gdzieś w koronach drzew? (Adama czapka to najcenniejsza rzecz materialna w naszej rodzinie :-))
  8. Dlaczego narażam się na taki stres, przecież po rejsie po Bałtyku obiecałam sobie nie fundować nigdy więcej takich emocji!
  9. Nie patrz w dół! Pod żadnym pozorem nie patrz w dół!

Moje myśli chaotycznie przesuwały się przed moimi powiekami, nie słyszałam Adama, Emilki, chciałam tylko dojść żeby już przejść.

No i w końcu przeszłam.

Zeszłam w dół i znowu byłam na ziemi.

Co to była za ulga! Co to była za satysfakcja!

Ucałowałam w spoconą główkę mojego malutkiego dokładnie półrocznego synka i odetchnęłam z ulgą, a w mojej głowie natychmiast pojawiły się odpowiedzi na wszystkie pytania!

Ad.1 Matko – wariatko, jesteś szałową, wyjątkową matką, przełamujesz bariery w swojej głowie i dajesz dobry przykład swoim dzieciom!

Ad. 2 Nie jesteś nieodpowiedzialna – jesteś odważna i niesamowita!

Ad. 3 Jesteście z Adamem wspaniali! Pojechaliście tak daleko i robicie takie niesamowite rzeczy, i to jeszcze ze swoimi małymi dziećmi!

Ad. 4 Dobrze, że Kajtuś spał. Ułatwiło to nerwowy spacer.

Ad.5 Oj tam, oj tam, tak łatwo stopa się nie obsuwa 😉

Ad.6 Emilka była mocno przyklejona do Adama, niemożliwe, żeby tak po prostu wypadła z nosidła.

Ad. 7 O tę czapeczkę miałam naprawdę wielki stres. Gdyby spadła – byłby DRAMAT.

Ad. 8 Czymże byłoby życie bez nutki stresu i ekscytacji? Wachlarz emocji jest ogromny, czemu czasem nie fundować sobie tych z drugiego końca skali?

Ad. 9 Dobrze, że nie patrzyłam w dół, tyle emocji może zabić. Za to potem z dumą patrzyłam do góry: o matko, gdzie myśmy byli! 😉

Emilka i Adam mieli się dobrze. Na córce ta wysokość nie zrobiła specjalnie wrażenia. Była blisko taty, czuła się bezpiecznie i wyglądała na bardzo zadowoloną.

Spacer między koronami drzew był wielką atrakcją, ale nie przeszłabym go drugi raz, oj nie!

Ciąg dalszy dżunglowego spaceru był już bardzo przyjemny.

IMGP4513 IMGP4511 IMGP4506 IMGP4499 IMGP4491 IMGP4483 IMGP4480 IMGP4476 IMGP4474 IMGP4472Kajtuś przez zdecydowaną większość czasu spał, las działa na niego niezwykle usypiająco. Włącza opcje hibernacji, i nie straszny mu ani upał, ani wilgotne powietrze.

Emilka była dzielna, ale jak to Emilka trochę swoje ponarzekała, bo czymże byłby dzień bez narzekania i lekkiego popłakania? Ale gdy już wyrzuciła z siebie negatywne emocje, cieszyła się z wielkich liści, jaszczurów pełzających to tu i tam, z dziwnych odgłosów i wielkich drzew.

Noc spędziliśmy w skromnym pokoju w wiosce Kuala Tanah, będącej bazą wypadową do Taman Negara.

Pokój był klaustofobiczny, woda szybko się skończyła, trochę śmierdziało a środku latało mnóstwo komarów. Dla Emilki jednak był to jeden z fajniejszych noclegów. Dlaczego?

Tuż obok, na tym samym podwórku było mnóstwo dzieci do zabawy, były też koty do dręczenia i kury do gonienia.

Myślę, że 2,5-letnim dzieciom nie trzeba wiele więcej do szczęścia.

Następnego dnia o świcie obudziły mnie koguty, gęsta mgła ścieliła się nad dżunglą, a nas czekał rejs po płynącej przez dżunglę rzece!

Niepotrzebnie obawiałam się słońca, bo przez pierwsze godziny dnia nie było go wcale. Otwarta mała łódź była bezpieczna i szybka. Musiałam nawet otulić Kajtusia szalikiem, bo wiatr podczas rejsu był rześki i przyjemnie chłodny. Dzieci wtuliły się w nasze ciała i zahibernowały się w mig, a my z Adamem rozkoszowaliśmy się widokami i spokojem lasu. Oglądanie przyrody z perspektywy wody zawsze jest fascynujące, a my płynęliśmy sobie rzeką pośród dziewiczej dżungli rosnącej tu nieprzerwanie od 130 milionów lat.

Ta świadomość robiła na nas niesamowite wrażenie.

Spacerowanie po takim lesie jest wyjątkowym doznaniem. Po pierwsze zapach i struktura powietrza są tu zupełnie inne. Pozorna rześkość to tylko złudne uczucie, bo tak naprawdę powietrze w lesie jest bardzo gęste, oblepia ciała i z zewnątrz, i od środka.

Drzewa są wielkie, mają gigantyczne, powykręcane korzenie i ogromne, sięgające nieba korony.

Na pniach, liściach i korzeniach spacerują różne owady, gdzieś tam głębiej mieszkają drapieżniki, a pijawki głodne ciepłej krwi czekają w ukryciu by zaatakować odsłonięte fragmenty ciała.

Dopadły mnie takie dwie – znalazły sobie żerowisko na moich stopach. Niemiłe było to uczucie. W pewnym momencie spostrzegłam przyklejone do mnie czarne, wielkie ślimakopodobne stwory. Oderwałam je szybko, ale krwi było całe mnóstwo, i do teraz mam dwa czarne punkty, będące pamiątką po wizycie w dżungli.

Dżungla to inny świat. Obcy i tajemniczy, ale bez wątpienia fascynujący. Cieszę się, że pokazaliśmy dzieciom fragment tego ginącego środowiska.

Po tym wypadzie zmieniło się też moje nastawienie do pewnych spraw: Adam dostał ode mnie zielone światło na męską wyprawę do dżungli, czy to w Amazonii, czy na Borneo. Wiem, że będzie przeszczęśliwy gdy dane będzie mu spędzić hardcorowy czas w spartańskich i ekstremalnych warunkach. Pijawki wyssą mu trochę krwi, na stopach i rękach pojawią się odciski, pot będzie mu zalewał oczy, a ciało będzie słaniać się ze zmęczenia i wyczerpania.

Fantazje Adama są już zatem o krok od spełnienia, ale mi póki co taka dawka dżungli zupełnie wystarczy 🙂

IMGP4796 IMGP4699 IMGP4773 IMGP4771 IMGP4756 IMGP4758 IMGP4748 IMGP4740 IMGP4738 IMGP4722 IMGP4717 IMGP4713 IMGP4709 IMGP4707 IMGP4704 IMGP4645a IMGP4649 IMGP4550 IMGP4548a IMGP4801

5 odpowiedzi do artykułu “Walking in the jungle (czerwiec 2015)

  1. Olcia

    Ale historia! Mam córeczkę w tym wieku i obawiam się takiej wyprawy, choć bardzo bym chciała. Czy możesz podpowiedzieć jak wygląda kwestia szczepień takich maluchów (ja przed wyprawą do Chin dostałam taką dawkę, że spuchnięte obie ręce i gorączka :-(). I bardzo mnie ciekawi co to za malutkie nosidło dla 2,5 rocznego malucha. Kupilismy takie turystyczne na stelażu ale jest mega nieporęczne. Ola

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.