Natalia, Adam, Emilka i Kajtek Mińscy – Nasze duże i małe podróże

Szczęśliwe zwierzęta, szczęśliwa Emilka (czerwiec 2015)

Szczęśliwe zwierzęta w zoo, szczęśliwa Emilka. Singapur, czerwiec 2015.

To był istny szał.

Spacerując w strugach tropikalnego deszczu i w oblepiającym niemiłosiernie tropikalnym upale, spędziliśmy jeden dzień w singapurskim Zoo.

IMGP4136.JPG IMGP4137a.JPG IMGP4145a IMGP4144 IMGP4130IMGP4132Pobyt był zdecydowanie za krótki, bo w miejscu tym śmiało można by spędzić nawet trzy dni. Atrakcji dla dzieci i rodziców jest tu cała masa. Na stosunkowo niewielkim obszarze stworzono niesamowitą, przyjazną wszystkim żyjącym tam zwierzętom przestrzeń.

Prawie nie ma tu klatek, krat, ani rzucających się w oczy murów. Miejsce zostało tak zaaranżowane, że naturalnymi barierami są przewyższenia i przewężenia terenu, wyspy, półwyspy i fosy. Po drzewach skaczą małpy, wszędzie latają rajskie ptaki i motyle, a w strumieniach pływają kolorowe ryby i krokodyle.

Bujna roślinność tworzy klimat mini dżungli, w której tak po prostu żyją sobie lwy, tygrysy, zebry, żyrafy, małpy, słonie.

Zastanawialiśmy się z Adamem jak to wszystko naprawdę funkcjonuje, jakie systemy bezpieczeństwa istnieją w takim zoo i jak oni to zrobili, że żyjące tam zwierzęta wyglądają tak, jakby żyły na wolności. Nie wymyśliliśmy nic sensownego, ale faktem jest, że od ponad 40 lat każdego dnia tysiące ludzi odwiedza to zoo i jak dotąd żadna niebezpieczniejsza sytuacja nie miała tam miejsca.

IMGP4206.JPG IMGP4197a IMGP4193.JPG IMGP4187 IMGP4184 IMGP4176Ze wszystkich zwierząt najbardziej zachwyciły nas orangutany. Są wspaniałe, wyjątkowe, niepowtarzalne i niestety na wyginięciu. Statystyki są bolesne. Jeszcze sto lat temu było ich 230 tysięcy, a do dziś przetrwało jedynie nieco ponad 60 tysięcy. Przy czym w ciągu ostatniej dekady ich populacja zmniejszyła się o prawie połowę! Największych i najpiękniejszych orangutanów z Sumatry pozostało zaledwie 6,5 tys. Szacuje się, że jeszcze za naszego życia naturalnie żyjące w dżungli orangutany wyginą, a ich pojedyncze sztuki przetrwają jedynie w zoo.

IMGP4167 IMGP4156 IMGP4293 IMGP4283 IMGP4268a IMGP4263 IMGP4294Parę lat temu mieliśmy szczęście podziwiać piękne orangutany w pobliżu sumatrzańskiej miejscowości Bukit Lawang. Patrząc w ich oczy i widząc błyszczącą w nich inteligencję, humor, a także obserwując czułość i inne emocje, jakimi się nawzajem obdarzają, trudno powiedzieć o nich po prostu „zwierzęta”. Moim zdaniem o wiele bardziej przypominają ludzi, chociaż pod względem poziomu agresji, świadomego okrucieństwa i podłości nasz gatunek oczywiście zdecydowanie je przewyższa.

Naturalnym środowiskiem dla orangutanów jest dżungla na Sumatrze i Borneo – dżungla, której zasięg z każdym rokiem dramatycznie się pomniejsza. Podczas tego wyjazdu na własne oczy zobaczyliśmy przerażającą skalę wycinania lasów i niszczenia istniejącej przez miliony lat flory i fauny.

Podłość ludzi sprowadza się także do brutalnego kłusownictwa. Czaszki orangutanów są wykorzystywane jako ozdoby i trofea, a młode małpki porywa się z przeznaczeniem na maskotki w bogatych domach. O tym, że przy okazji najczęściej morduje się w bestialski sposób wszystkich dorosłych członków ich rodziny, którzy próbują bronić swoje dzieci czy rodzeństwo, adresaci takich „prezentów” nie chcą wiedzieć, albo po prostu ich to nie interesuje.

Podobnie jest niestety z większością gatunków dzikich zwierząt, o czym przypominają tablice znajdujące się przy większości wybiegów w singapurskim zoo. Tygrysy, nosorożce, słonie, goryle… Już niedługo po prostu ich nie będzie.

Straszne to i bardzo smutne…

Niemniej oglądanie zwierząt to fascynujące zajęcie, chociaż oczywiście o wiele przyjemniej obserwować je w ich naturalnym środowisku (np. w Namibii czy w Botswanie). Ale niestety NIC nie przebije zwykłej zabawy na niezwykłym wodnym placu zbaw, który znajduje się w zoo gdzieś pomiędzy poszczególnymi sekcjami geograficznymi.

Emilka zwariowała ze szczęścia. Widziałam na własne oczy, jak zakręciło jej się z wrażenia w głowie. W biegu rozebrała ubranie, siłą włożyłam jej kostium kąpielowy i w taki oto sposób córka zatraciła się w zabawie na kilka godzin.

Było to chyba najbardziej przyjazne dzieciom miejsce, jakie widziałam w życiu. Zjeżdżalnie, fontanny, sikawki, wodne karabiny, przeszkody i cykliczna powtarzająca się atrakcja wodna, będąca chyba największym hitem. Wygląda to tak: na szczycie placu zabaw znajduje się gigantyczne wiadro w kształcie głowy słonia, do którego przez cały czas leje się woda. Po pewnym czasie następuje przelanie tej wody, która z ogromną siłą uderza w znajdujący się poniżej daszek i rozbryzguje się na czekające w dole dzieci, gotowe przyjąć na siebie hektolitry wody.

Radość, śmiech i ekscytacja tych dzieci to kwintesencja najlepszej zabawy, jaką można sobie wyobrazić.

IMGP4208 IMGP4218 IMGP4227a IMGP4220a IMGP4246 IMGP4253a IMGP4233aCudownie było patrzeć na Emilkę znajdującą się „na haju szczęścia”. Biegała od jednej zjeżdżalni do drugiej, między jedną przeszkodą a drugą. Jej radość rosła wprost proporcjonalnie do stopnia zanurzenia w wodzie.

Czas na tak świetniej zabawie minął szybko. Po kilku godzinach kompletnie wyeksploatowana córka zasnęła w wózku, który wypożyczyliśmy dla dzieci, chcąc uczynić pobyt w zoo jeszcze przyjemniejszym. Kajtulek tego dnia nie spał wcale – z wyglądu znowu był raczej sceptyczny 😉 Ale w maminym sercu czułam, że podoba mu się bardzo.

Tego dnia niestraszny był nam deszcz, kurs singapurskiego dolara, cena tej atrakcji ani nerwy przy przekraczaniu wynajętym samochodem singapurskiej granicy. Dzień z dziećmi może być przyjemny dla wszystkich, gdy przestrzeń wokół jest tak mila i przyjazna.

Singapurze, lubimy Cię!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.