Natalia, Adam, Emilka i Kajtek Mińscy – Nasze duże i małe podróże

Namibia – Emilka w aucie i w podróży

Dziś na dworze 3 stopnie, wieje też wiatr, więc odczuwalność temperatury jest jeszcze niższa, a mnie naszły wspomnienia z Namibii.

Bo w Afryce nie zawsze było gorąco, jak większość ludzi w Polsce pewnie sobie myśli.

Noce i poranki były właśnie tak zimne, jak dziś.

Spaliśmy sobie w naszym super-turbo-namiocie, na porządnych materacach, w ciepłych śpiworach, grubo ubrani, ale każdego dnia trzeba było zmierzyć się z otwarciem zamka w namiocie i z zimną rzeczywistością.

To bolało.

Bo ledwo co wstawał świt, słońca jeszcze nie było, a córka już chciała siku i książkę, i na nic zdawały się prośby o ekstra 5 minut leżenia w śpiworku. A wyobraźnia o poranku nie działa tak sprawnie i trudno było sobie wytłumaczyć, że przecież za kilka godzin będzie gorąco i tylko klimatyzacja w aucie będzie nas ratować.

IMGP3422 IMGP3418 IMGP3424 IMGP3416Tak czułam się często, między 6 a 8 rano.

Adam jest bardziej odporny na różne warunki. Ale Emilka, nasza mała, niespełna dwuletnia córeczka? Jak ona znosiła zimno, ciepło, upał, wielogodzinną jazdę autem i inne niedogodności podróży? No jak???

No właśnie, ten wpis ma być o niej, o małej łobuziaczce Emilce, która przez całą podróż miała się ŚWIETNIE!!!

Nie narzekała na zimno i gorąco, nie grymasiła jedząc biwakowe jedzenie.

Nie nudziły się jej trzy książeczki, które zabraliśmy z Polski, ani misiu i parę plastikowych zabaweczek, a codzienna jazda samochodem, czasem wielogodzinna i bardzo męcząca, sprawiała radość.

Jak to możliwe?

Dorośli powinni uczyć się od dzieci sposobu postrzegania świata, bo to my wszystko komplikujemy, nakładając swoje doświadczenia, wyobrażenia, lęki i obawy. Dzieci wszystko przyjmują, akceptują, poddają się chwili i zawsze żyją TU i TERAZ.

Emilka cieszyła się na nową podróż, ale czy zdawała sobie sprawę, co to w ogóle znaczy? Pewnego dnia po prostu zapakowaliśmy ją w nosidło, wzięliśmy dwa plecaki i ruszyliśmy znowu w drogę. Pociąg, kolejka, autobus, lotnisko pierwsze, pierwszy lot, przesiadka, lotnisko drugie, drugi, dłuuugi lot, i oto jesteśmy w Afryce.

Był lodowaty poranek, a my tak lekko ubrani… Cóż, moja wyobraźnia, a Adama pamięć o chłodnych porankach w Afryce, okazały się zbyt słabe. A Emilcia po prostu przytuliła się mocniej, pozwoliła sobie naciągnąć samolotowe skarpetki na nóżki i już była szczęśliwa.

A potem był cudowny moment odebrania auta. Auta, w którym Emilka zamieszkała na miesiąc. Auta, w którym panowały inne zasady, niż te znane jej w Polsce.

Początkowo trudno było nam sobie wyobrazić jazdę bez fotelika, bez pasów, całkowitą wolność i swobodę w poruszaniu się po aucie… A jednak ostatecznie tak właśnie było.

W Namibii nie ma za bardzo ruchu drogowego, w ogóle nie ma za dużo aut, bo nie mieszka tam wielu ludzi.

Namibia to przede wszystkim ogromne, puste przestrzenie i księżycowe, nieziemskie krajobrazy.

Czuliśmy się tam cudownie bezpiecznie, dlatego ten komfort psychiczny przenieśliśmy na Emilkę.

Emilka uwielbiała to auto, przez większość czasu siedziała mi na kolanach na przednim siedzeniu i bawiła się wszystkim, co podpowiadała jej wyobraźnia, że jest do zabawy. Uwielbiała siadać przy kierownicy i dusić klakson – robiła to za każdym razem, gdy Adam zatrzymywał się na zrobienie zdjęcia. A zatrzymywał się bardzo często, czasem tylko na minutkę. Dla niej jednak zawsze była to okazja, żeby włączyć wycieraczki, kierunkowskazy, klakson, rozstroić klimatyzację i narobić wiele innych szkód.

Było to naprawdę rozbrajające, bo robiła to kilka razy dziennie przez miesiąc i za każdym razem tak samo się cieszyła.

IMGP3867 IMGP3592 IMGP5219Razem ze mną rysowała i kolorowała, a raczej uczyła się używania kredek i zmuszała mnie to rysowania zwierzątek, których ja kompletnie nie potrafię rysować. W końcu nauczyłam się z jednej książeczki odrysowywać kotka, misia i pieska. Było dobrze, ale w końcu zaczęła domagać się „innych”, bo te już ją nie satysfakcjonowały. Frustrowało mnie to bardzo i naprawdę żałuję, że nie mam zdolności plastycznych, bo to takie atrakcyjne dla dziecka!

Jak wcześniej wspomniałam, nie zabraliśmy ze sobą za dużo książek, bo też trudno przewidzieć, ile na taki wyjazd będzie potrzeba.

Mieliśmy więc trzy:

KOLORY, DZIECI ŚWIATA i wyklejankę o różnych czynnościach .

Wszystkie przerobiliśmy po tysiąckroć, ale Emilce nie nudziły się te książki wcale. Ciągle zadawała pytania, i chciała więcej, i więcej.

W końcu przyszedł taki moment, że z zamkniętymi oczami, na jednym wdechu, byłam wstanie wyrecytować tekst i zadać wszystkie pytania do rysunków.

Był też pluszaczek, misiu pokrak, którego Emilka sama wybrała z grona wszystkich innych domowych pluszaków. Misiu w czasie miesiąca przechodził dwa razy całkowitą dezynfekcje, bo to gdzie w tym czasie był i co robił, budziło mój lęk sanitarno-higieniczny.

IMGP5674a (4) IMGP8351 IMGP8365 IMGP8496Misiu przeżywał z nami wszystkie atrakcje i jadł nasze jedzenie. Emilcia pokazywała mu słoniczki, żyrafki, zebry, a czasem, gdy mijaliśmy szczególnie pustynne obszary, mówiła: „zobacz misiu, tu nie ma nic”.

Potrafiła bawić się nim tworząc jedyne i niepowtarzalne dialogi.

Słysząc, jak misiu rozmawia z niewidzialnymi przyjaciółmi, w którymś ze sklepów dokupiliśmy Emilce pluszową małpkę.

Jakże zmienił się świat misia dzięki tej przyjaźni! Emilka siadała z obydwoma zwierzakami na tylnym siedzeniu i wspólnie bawili się przez długie godziny.

W pewnym momencie nasza córką poczuła, że może poszerzyć zasięg wariacji w aucie i zaczęła brykać po bagażach znajdujących się w tylnej części auta.

Nie pochwalałam tego, ale nie byłam wstanie jej utrzymać. Wkomponowywała się między torby i materace i bawiła się w swoje cudne zabawy.

Kiedy po ciężkim dniu dojeżdżaliśmy do celu, Adam rozbijał obóz, ja gotowałam kolacje, a nasza Emilka…. dalej siedziała w aucie i kontynuowała zabawę.

Nigdy nie miała dosyć 🙂

IMGP4122Rozbijanie namiotu było jednak na tyle fascynujące, że uczestniczyła w tym razem z tatą. Oczywiście stopień w jakim opóźniała całą czynność, był ogromny. A potem wnosiła piasek i kamienie do środka na materace i robiła wszystko żebyśmy się NIGDY nie nudzili.

Kiedy zapadała noc, wślizgiwaliśmy się do środka, a tam wariacjom nie było końca. Fikołki, podskoki, zabawy w pana robaczka, który gilgał ją nieustannie, chichy śmiechy i około 20 godziny zmęczona usypiała w moich ramionach.

Takie to życie miała Emilka przez miesiąc.

Jeździliśmy po cudownych parkach, wiedzieliśmy wiele dzikich zwierząt, przepiękne krajobrazy, góry, ocean, plaże, miasta, wioseczki, uśmiechnięte dzieci, poznawaliśmy ciekawych ludzi.

Wszystko było dla niej interesujące, nowe, chłonęła widoki, zapachy, nasze rozmowy, jej mózg pracował na najwyższych obrotach.

Efekt? Emilka w czasie tego miesiąca zaczęła mówić całymi zdaniami!

Gdy wyjeżdżaliśmy, potrafiła powiedzieć tylko jedno dwuczłonowe zdanie: tata śpi.

Gdy wróciliśmy mówiła zdania typu: Widzę słoniczka, idzie tam, daleko, do swojej mamusi :-).

Pragnę zauważyć, że proces ten nastąpił w 20 miesiącu jej życia, co jest niesłychanie dużym dokonaniem, bo zazwyczaj dzieci zaczynają mówić w okolicach drugiego roku życia. Jesteśmy z tego dumni!

Cudownie było nam patrzeć jak Emilka się rozwija, jak nazywa świat wokół siebie, jak z ufnością i ciekawością idzie do innych dzieci i ludzi. Chociaż może mina ze zdjęcia poniżej to nie jest najlepszy przykład tej ufności 😉

IMGP6052 IMGP3383 IMGP4373 IMGP4407 IMGP4411 IMGP4494 IMGP4572 IMGP4590 IMGP4885 IMGP4929 IMGP4942 IMGP5012 IMGP5038 IMGP5075 IMGP5389 IMGP5414 IMGP5465 IMGP5483 IMGP5674 IMGP5674bBoli mnie zawsze, gdy rodzicom, którzy zabierają w świat małe dzieci, zarzuca się egoizm. Kiedy mówi się, że dzieci nic nie wynoszą z takich wojaży, bo i tak nie będą z nich nic pamiętać.

Przecież to taki nonsens! Według mnie nic tak nie kształtuje osobowości, ciekawości świata i otwartości, jak właśnie podróże! A im dziecko jest mniejsze, tym proces ten zachodzi intensywniej. A poza tym, w czasie podróży jesteśmy cały czas razem, 24 godziny na dobę. Mamy do siebie czas i cierpliwość, a to takie bezcenne w dzisiejszym zabieganym świecie.

Emilka jest cudownym dzieckiem, a jej pojawienie się w naszym życiu zaostrzyło nam apetyt na kolejne wyjazdy. Patrząc jej oczami na słoniczki czy małpki, uczyliśmy się nowych rzeczy, bo dziecięca wyobraźnia i wrażliwość jest wyjątkowa i niepowtarzalna!

Wyjazd do Namibii był wyjątkowy również dlatego, że jestem w ciąży z drugim dzieckiem.

Dziś na 1,5 miesiąca przed porodem nie wyobrażam sobie zrobić autem 10’000 kilometrów, ale jeszcze 2 miesiące temu było to jak najbardziej możliwe.

Czułam się cudownie będąc ze swoją rodziną w tylu pięknych miejscach.

W drodze zawsze ogarnia mnie spokój i poczucie największego sensu życia, bo podróżowanie to coś, co moja rodzina kocha najbardziej, a wspomnienia to największe dobro, w które warto moim zdaniem naprawdę warto inwestować!

Już niedługo ruszymy dalej w powiększonym składzie, to dopiero będzie jazda!

Naprawdę nie mogę się już doczekać 🙂

Natalia

IMGP4965 IMGP8579 IMGP8688

4 odpowiedzi do artykułu “Namibia – Emilka w aucie i w podróży

  1. Anonim

    Kiedy byłaś mała ( miałaś około 2,5 roczku) mieszkaliśmy w leśniczówce ogrodzonej drewnianym płotem to natknęłaś sie w ogrodzie na obluzowaną, źle zamocowaną sztachetę, przesunęłąś ją i wyszłaś na szosę. Nie byle jaka szosę! Wronki-Szamotuły. Było piękne, letnie popołudnie… miałam trójeczke dzieci w tym dwoje chodzących już, najmłodsze było ze mną w pokoju. Wasz ojciec pracował w oborze i chlewie i wyrzucał obornik. Idylla i sielanka . Do czasu! Kiedy pod leśniczówke podjechał maluch i wysiadła z niego kobieta z naszym dzieckiem mnie opadły ręce a waszemu ojcu widły! Oddaliłaś sie o 200 m od leśniczówki idąc cały czas poboczem a pani jadąc maluchem miała cie ” na oku ” i przechwyciła cie pytajac sąsiadów czyje to dziecko. Miałaś charakterystyczny naszyjnik ze smoczków co odróżniało cie zdecydowanie od innych dzieci i dlatego zostałaś szybko odstawiona do rodziców.
    Tak się narodziłaś jako podróżnik. Wszędzie ci było za ciasno zawsze cie gdzieś nosiło i trzeba było cie pilnować . Na spacerach potrafiłaś sie tak oddalić, że robiło się niebezpiecznie.
    Miałaś ciekawość świata i cieszyły cie wszystkie podróże nawet te za płot.
    mama

  2. mama iwonka

    Kiedy byłaś małą 1,5 roczną dziewczynką mieszkaliśmy w leśniczówce nie opodal szosy na trasie Wronki-Szamotuły. Pewnego razu natknęłaś się na obluzowana sztachetę w płocie i wyszłaś w świat. Było piękne, upalne popołudnie . Miałam trójkę dzieci w tym jedno maleńkie dopiero co urodzone. Byłaś pod opieka 6 letniego brata.Wasz ojciec pracował przy świnkach w chlewni i wyrzucał obornik. Nagle pod leśniczówkę podjechał samochód maluch i wysiadła z niego kobieta z dzieckiem na ręce. To było nasze dziecko! Mnie opadły ręce, waszemu ojcu widły!
    Tak sie narodziłaś jako podróżniczka.Okazało się, że szłaś taka malutka poboczem ruchliwej drogi i oddaliłaś sie jakieś 200 m od leśniczówki. Pani przechwyciła cie i pytając się sąsiadów czyje to dziecko od razu je przywiozła do nas. Miałaś korale ze smoczków na szyi i tym znacząco różniłaś się od dzieci sąsiadów.
    Taka byłaś…a teraz masz sama małą podróżniczkę w domku, która ma tatusia i mamusię podróżników. Ciekawy koktajl, dobrze namieszany!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.