Natalia, Adam, Emilka i Kajtek Mińscy – Nasze duże i małe podróże

Opuwo, Afryka w pigułce (sierpień 2014)

Długie przejazdy między atrakcjami to najbardziej mroczna strona każdego wyjazdu samochodowego. Wszystko jest super, jeżeli widoki za oknem są ciekawe, jednak kiedy w krajobrazie zaczyna przeważać żmudna monotonia, droga zaczyna się jakby wydłużać i robi się naprawdę trudno.

Wyjeżdżając o poranku z samego serca Etoshy nie wierzyliśmy, że uda się nam dotrzeć tego samego dnia do Opuwo. A jednak się udało, bo Emilka spisała się na medal – mimo spędzenia ponad ośmiu godzin w aucie aż do końca tego długiego etapu była grzeczna i kochana.

IMGP7450Późnym popołudniem dotarliśmy do Opuwo – stolicy regionu Kaokoland i jednego z najbardziej afrykańskich miast, w jakich dane mi było do tej pory być. Kurz, pył, dużo ludzi, dużo dzieci, dużo aut, dużo zwierząt. Kolorowo, gwarnie, różnorodnie.

Ale jaka to różnorodność! POWALAJĄCA NA KOLANA!

Kobiety z plemienia Himba są wyjątkowo charakterystyczne. Ich pomalowana mieszaniną gliny, popiołu, tłuszczu i innych składników skóra odróżnia się barwą od koloru skóry innych ludzi. Ich włosy – posklejane gliną w specjalne dredy, często zakończone włochatymi pomponami, ich biżuteria, ich sposób zakrywania i odkrywania ciała, ich odsłonięte i w większości przypadków wyciągnięte piersi, to naprawdę niesamowity widok!

Ale nie tylko one budzą zaciekawienie – tuż obok przechadzają się duże panie w długich zdobionych sukniach, z czapeczkami na głowach w kształcie krowich rogów. To koleżanki Himbów z plemienia Herero.

I to wcale nie koniec niezwykłości – są tu też inne grupy etniczne, np. kobiety i dzieci w wymyślnych warkoczykach i koralikach we włosach. Mają inną posturę, inny kształt twarzy i nosa.

IMGP7449IMGP6825IMGP6894IMGP6895 IMGP6826 IMGP6849IMGP6904 IMGP6907IMGP6909 IMGP6956 IMGP6961Wszystkie kobiety noszą swoje dzieci w nosidłach, na plecach – czy to zrobionych ze skóry zwierząt (Himba), czy też ze skrawka zwykłego materiału. Sprzedają własnoręcznie zrobioną biżuterię, warzywa, owoce.

Ci tak różniący się między sobą mieszkańcy Opuwo żyją tu w symbiozie – dla nich ta różnorodność to zwyczajność, naturalny stan rzeczy.

Miasto zasnute jest unoszącymi w powietrzu kurzem i piaskiem. Nie ma żadnych charakterystycznych budynków ani zabudowań. Panuje iście afrykański chaos architektoniczny, w którym nic nie pasuje do niczego. Jest kilka sklepów spożywczych, w tym 2-3 duże, a przy nich znajdują się małe straganiki. Wszędzie przechadzają się ludzie i zwierzęta , panuje duży ruch, ktoś przyjeżdża, ktoś odjeżdża. Czasem w tłumie pojawiają się turyście oszołomieni tym klimatem. W OK FOOD można spotkać zarówno „roznegliżowaną” Himbkę, emerytkę z Niemiec, czy grubą Murzynkę jakby żywcem wyjętą z epoki wiktoriańskiej, jak i też ludzi ubranych całkiem zwyczajnie, w dżinsach i koszulkach. Taka sama kolorowa plejada stoi obok w kolejce do bankomatu. Naprawdę, takie widoki można zobaczyć chyba tylko tutaj. I nie ma w tym krzty udawania – nic nie jest robione za pieniądze ani pod turystów. Tak po prostu wygląda Opuwo!

IMGP6848 IMGP6827IMGP6845 IMGP6841IMGP6870 IMGP6878 IMGP6882 IMGP6912 IMGP6919 IMGP6921 IMGP6923 IMGP6926 IMGP6931 IMGP6938 IMGP6944 IMGP6951 IMGP6868 IMGP6941 IMGP6954Przyjechaliśmy tutaj, żeby poczuć ten klimat, ale chcieliśmy także odwiedzić wioskę Himbów. Spędziliśmy tu wieczór i noc (camping w pobliżu „centrum”), a następnego dnia koło południa udaliśmy się szutrową drogą jeszcze bardziej na północ, do oddalonej o 180 km zielonej oazy przy wodospadach Epupa. IMGP7436 IMGP7439IMGP7442IMGP6964

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.