Natalia, Adam, Emilka i Kajtek Mińscy – Nasze duże i małe podróże

Małe Niemcy nad Atlantykiem (sierpień 2014)

Kolejne punkty na naszej trasie: Swakopund – leżące nad oceanem miasteczko, bardzo niemieckie w formie, i Spitzkoppe – wyrastająca nad pobliski płaskowyż niesamowita góra, niemiecka z nazwy.

Oba te miejsca są w jakimś sensie pozostałościami po okresie, kiedy Namibia stanowiła kolonię naszych zachodnich sąsiadów. Takich śladów jest dużo zwłaszcza w Swakop – poczynając od charakterystycznej architektury, poprzez szeroko wytyczone i proste ulice, a kończąc na pomniku niemieckich żołnierzy poległych w walce z rdzennymi mieszkańcami tych terenów.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem ten monument, nie mogłem zrozumieć, dlaczego ani po zrzuceniu kolonialnego jarzma, ani po ogłoszeniu niepodległości pod koniec XX wieku, władze Namibii nie zdecydowały się na jego usunięcie. Wcześniej tłumaczyłem to sobie tak, że Namibijczycy mają spokojniejsze i bardziej zdystansowane podejście do historii niż na przykład Polacy, i traktują tego rodzaju pamiątki jako część swojego dziedzictwa. Teraz wiem, że w Namibii wpływy białych są wciąż bardzo silne i to oni mają najwięcej do powiedzenia we wszystkich najważniejszych sprawach. Są właścicielami ziemi, farm, bydła, pensjonatów, hoteli i biur podróży. Organizują atrakcje i wycieczki, wynajmują samochody. Może więc pomnik stoi tam gdzie stał, bo jakieś lobby potomków dawnych kolonizatorów blokuje jakiekolwiek zmiany cichym, ale skutecznym wetem? A może po prostu nikogo ten pomnik nie obchodzi i tylko nam w Polsce wydaje się, że historia powinna się w jakiś sposób przeplatać z teraźniejszością?

Takie właśnie miałem refleksje, spacerując sobie z dziewczynami po zamglonych uliczkach secesyjnego Swakop i z góry ciesząc się na pyszny Schnitzel albo Bratwurst w jednej z tutejszych kameralnych i klimatycznych restauracyjek.

Poniżej jeszcze parę zdjęć z drogi do Swakopmund. Najpierw Solitaire Guest Farm – jak dotąd jeden z najładniejszych campingów, na jakich spaliśmy.IMGP5135 IMGP5164IMGP5177 IMGP5190 IMGP5192Link do galerii: https://plus.google.com/photos/111933841734579857141/albums/6050140265998732273?authkey=CP6WgZveoK3eTw

A to już okolice Swakop i samo miasto:IMGP5216 IMGP5229 IMGP5244 IMGP5247 IMGP5267 IMGP5279IMGP5295 IMGP5369 IMGP5367 IMGP5326 IMGP5322 IMGP5299IMGP5693 IMGP5704 IMGP5697Po noclegu na campingu przy akompaniamencie szumu fal podejmujemy próbę kupienia „nowych”, a najlepiej używanych opon, bo nasze dwie zapasówki poległy na szutrach gdzieś między wydmami a Swakop. Niestety, mamy pecha – jest niedziela i wszystkie punkty usługowe i sklepy, poza kafejkami, są pozamykane na cztery spusty. Decydujemy się zaryzykować i jechać do Spitzkoppe bez zapasowego koła. Albo załatwimy koło w poniedziałek w którejś z miejscowości na trasie, albo jeszcze tu wrócimy, bo i tak planujemy dalszą trasę wzdłuż wybrzeża.

Poniżej zdjęcia z targu półszlachetnymi kamieniami przy odbiciu z głównej drogi na Spitzkoppe.

IMGP5389  IMGP5407 IMGP5402A tu foty pod tytułem „Kiedy Barack poznał Angelę”:IMGP5409IMGP5414No i w końcu, na szczęście bez złych przygód, dojeżdżamy do Spitzkoppe. Od 2006 roku, kiedy byłem tu z Aldoną i Kaszubką, trochę się zmieniło, ale góra jest nadal niezwykła i wspaniała. To jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie znam. Wtedy powiedziałem sobie, że jeszcze tu wrócę, żeby pokazać je mojej rodzinie i teraz udało mi się ten plan spełnić. Jestem z tego dumny.

Kończę już gadać, poniżej trochę zdjęć. Na koniec napiszę tylko, że kupienie zapasowych opon okazało się niemal mission impossible. Ostatecznie kupiliśmy jedną zużytą używkę w Swakop, bo nic innego nie było – rozmiar naszych opon okazał się bardzo niestandardowy. No i w efekcie pustkowia Wybrzeża Szkieletów pokonywaliśmy w wielkim stresie, bo używka też bardzo szybko zastąpiła kolejną rozerwaną oponę. Ale to już kolejna historia, o której niedługo opowie Natalia.

IMGP5509IMGP5483 IMGP5465 IMGP5442IMGP5561 IMGP5428IMGP5522 IMGP5539 IMGP5584 IMGP5604 IMGP5631IMGP5635 IMGP5677 IMGP5674 IMGP5654 IMGP5650 IMGP5642 IMGP5639IMGP5692 IMGP5690IMGP5688No i powrót do Swakop po opony, jak pisałem wcześniej średnio udany:

2 odpowiedzi do artykułu “Małe Niemcy nad Atlantykiem (sierpień 2014)

  1. Tomek

    Cześć!
    Jestem pod dużym wrażeniem Waszej wyprawy, a gdzie tam jeszcze do jej końca 😉
    Nurtuje mnie pytanie o te nieszczęsne opony.
    Czy one same były liche ze starości na przykład, czy jechaliście mało uważnie i trafialiście na jakieś większe kamienie na drodze, czy w końcu te, namibijskie szutry są takie „ostre”??
    Auto było 4×4 to powinno mieć mocne opony…
    Pytam dlatego ,że w lipcu’15 wybieram się do Namibii i będę podróżował wynajętym autem.
    Widzę ,że wild wind safaris mają też opcję ubezpieczenia opon i szyb. Wiecie może jak to się sprawdza?
    No nic biorę się za dalsze czytanie 🙂 Pewnie się jeszcze odezwę, ale na PW.
    pozdrawiam
    Tomek

    1. Adam Autor

      Cześć, dzięki za miłe słowa. Co do opon – ciężko powiedzieć. Nowe na pewno nie były, a Toyota Condor to raczej nie jest 4×4 ani z górnej, ani nawet ze średniej półki. Mamy swojego Defendera i jeżeli chodzi o moc i dzielność w trudniejszym terenie, to Condor był na minus. Ale za to klima, szczelność, poziom hałasu w środku i ogólny komfort – bezcenne. Zwłaszcza dla kobiety w ciąży.

      Z ubezpieczenia na opony i szyby nie skorzystaliśmy, bo nasza Hestia miała pokrywać takie koszty. Ale ostatecznie nie pokryła, więc generalnie raczej polecamy ten wariant. Tym bardziej, że w Namibii wszystko jest dość drogie.

      Ogólnie Namibia to super kierunek i bardzo ją polecamy.

      W razie czego śmiało pisz.

      Pozdr

      Adam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.