Natalia, Adam, Emilka i Kajtek Mińscy – Nasze duże i małe podróże

Droga na Południe (sierpień 2014)

Załadowani po sufit samochodu jedzeniem i biwakowym ekwipunkiem ruszamy na Południe. W końcu przyjechaliśmy do Namibii nie po to, żeby oglądać miasta, ale żeby zobaczyć piękną i nieskazitelną przyrodę. Tym bardziej, że Windhoek nie zachwycił mnie swoim klimatem. Nie jest to typowo afrykańskie miasto, jak wskazywałoby na to jego położenie geograficzne. Wydaje się, że więcej tu białych niż czarnych i mnóstwo znanych akcentów ze świata zachodniego, jak świetnie wyposażone centra handlowe, kafejki, restauracje, hotele, sklepy…

Drogi tutaj są naprawdę świetne. Jeździ się jak po niemieckich autostradach, z tym wyjątkiem, że ruch tu żaden (nawet w sezonie, jak teraz), a widoki za oknem nieustannie zachwycają.

Link do galerii: https://plus.google.com/photos/111933841734579857141/albums/6050050012902612849?authkey=CKuosLLksZnMfQ

Jeszcze zatęsknimy za takim pięknym asfaltem

Jeszcze zatęsknimy za takim pięknym asfaltem

Przekraczamy Zwrotnik Koziorożca

Przekraczamy Zwrotnik Koziorożca

Okolice pierwszego noclegu

Okolice pierwszego noclegu

Niesamowite, jak na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów potrafi zmienić się krajobraz – od wysokich, surowych gór, po księżycowe, płaskie i kamieniste plateau. Przez cały czas towarzyszą nam jednak widoki ogromnych przestrzeni, ciągnących się aż po odległy horyzont. Jest pięknie!

Nasz pierwszy nocleg mieliśmy „na dziko”. Adam wypatrzył gdzieś ładne miejsce w buszu, daleko od drogi – rozbiliśmy tam po raz pierwszy nasz traperski namiot i uporządkowaliśmy wszystkie rzeczy, a raczej podjęliśmy próbę ich ogarnięcia, bo na wyjazdach tego typu gdzieś dopiero po tygodniu czy dwóch rzeczy wskakują na swoje miejsce. Przez ten czas człowiek cały czas walczy z ich ilością i próbuje sensownie rozmieścić je po torbach i rozlokować w aucie.

IMGP3422Pozytywnie naelektryzowana EmilkaIMGP3433Pierwsza noc okazała się dramatycznie zimna. O godz. 6.00 rano, tuż po wschodzie słońca, mieliśmy minus jeden stopnień Celsjusza na zewnątrz. Oczywiście w Polsce, przy całej naszej wyobraźni, nie byliśmy w stanie wyobrazić sobie jak to jest, gdy nagle na dworze robi się zero stopni. Adam ma inną odczuwalność na zimno, to znaczy znacznie lepszą. Mnie to zimno powaliło. Emilcia ubrana w rajstopki i warstwy zdawała się nie zważać na niską temperaturę, i tylko jej czerwony nosek wskazywał, że coś jest nie w porządku.

IMGP3442Szybko jednak pogoda się zmieniła i około 9.00-10.00 było już powyżej 20 stopni, a potem zrobiło się jeszcze cieplej. Taka afrykańska zima.

Jechaliśmy sobie i jechaliśmy. Emilka przez większość czasu siedzi mi na kolanach z przodu, a do swojego fotelika wskakuje tylko na czas drzemki. Nie ma tu wymogu wożenia dzieci w ten sposób, no ale też okoliczności są zupełnie inne niż w Europie. Bardzo mały ruch na drogach i siatki wzdłuż szos chroniące przed wtargnięciem zwierząt sprawiają, że wszelkie zagrożenia drogowe są tu dużo mniejsze.

Tak więc Emi siedzi sobie grzecznie u mnie, razem śpiewamy, czytamy, rysujemy, wariujemy. Gdy córka jest szczęśliwa, mama i tata też są szczęśliwi. Proste równanie. IMGP3458 IMGP3483 IMGP3488 IMGP3490 IMGP3513 IMGP3518a IMGP3528 IMGP3531 IMGP3560 IMGP3567 IMGP3573 IMGP3579

IMGP3588Campingi w Namibii mają różny status. Od prostych, ogrodzonych terenów z kibelkami i murowanymi grillami po luxy typu Sheraton i Marriott. Ich właścicielami są chyba zawsze biali, którzy proponują miejsca campingowe na terenie swoich lodge’y (namibijska wersja zamkniętego resortu). Można zatem skorzystać albo z luksusowego pokoju czy domku, albo z campingu. Do dyspozycji wszystkich gości jest też zazwyczaj restauracja i basen. Najbardziej luksusowe lodge mają piękne zaplecze sanitarno-łazienkowe, często z prysznicem pod gwiazdami i niebanalnym wystrojem. No ale też kosztują swoje.

IMGP3600 IMGP3614Nam jednak najbardziej zapadł w pamięć kameralny nocleg na farmie położonej pośród nicości. Było zwyczajnie, ale pięknie. Bezpośrednio nad nami, jakby bardzo blisko, rozpościerała się Droga Mleczna z tysiącami swoich gwiazdozbiorów. Wokół nas dął wiatr i poza tym wiatrem nie było nic, no może poza sąsiadującą z campingiem farmą właścicielki.

A poniżej trochę zdjęć z innej atrakcji na naszej drodze – lasu drzew kołczanowych.

IMGP3641 IMGP3647 IMGP3666 IMGP3668 IMGP3685 IMGP3705 IMGP3709 IMGP3716 IMGP3727 IMGP3765 IMGP3770 IMGP3782 IMGP3805 IMGP3810 IMGP3821 IMGP3832Kolejny nocleg: camping przy Canyon Roadhouse – super rewelacyjne miejsce z klimatem starych samochodów.

IMGP3850 IMGP3862 IMGP3870 IMGP3877 IMGP3892 IMGP3915 IMGP3918 IMGP3923 IMGP3926 IMGP3927 IMGP3932 IMGP3940 IMGP3948Kulminacyjną atrakcją Południa był spektakularny Fish River Canyon – olbrzymia wyrwa w Ziemi ciągnąca się kilkadziesiąt kilometrów. W 2008 roku Adam i Malwina przeszli go pieszo, co z perspektywy punktu widokowego na którym byliśmy, wydaje się naprawdę imponujące. 5 dni marszu bez jakiegokolwiek kontaktu z cywilizacją!

IMGP3952aIMGP4006 IMGP4019 IMGP4031 Nasz pobyt tym razem ograniczył się właśnie do tego punktu widokowego, a następnie pojechaliśmy do gorących źródeł Ai-Ais, gdzie kończy się ten szlak. I to było TO! Cudownie ciepluteńka woda w wielkim basenie, otoczeniu przepięknych gór. Choć Emilka nie należy do stworzeń wodnych, już po krótkim czasie poddała się urokowi miejsca i plumkała na swoim kółeczku w wodzie przez naprawdę dłuuugi czas.

IMGP4047 IMGP4035 IMGP4079Po kolejnym, pięknym dzikim noclegu rozpoczynamy powrót na Północ, w kierunku pomarańczowych wydm Pustyni Namib…

IMGP4125 IMGP4127 IMGP4131  IMGP4098 IMGP4103 IMGP4106 IMGP4111 IMGP4122PS. Powyżej zdjęcie dziecka, któremu dano szansę odpocząć trochę od cywilizacji 😉

IMGP4092IMGP3847 IMGP3846

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.