Natalia, Adam, Emilka i Kajtek Mińscy – Nasze duże i małe podróże

Kierunek Wschód (sierpień 2014)

Namibia taka jest po prostu. Wszędzie jest daleko, żeby dojechać z punktu A do B potrzeba minimum 300 km, ale zazwyczaj więcej. Z Opuwo ruszyliśmy dalej na północ, żeby stamtąd odbić na wschód przez Caprivi Strip do Botswany.

Jednego dnia pokonaliśmy 700 km, wyjątkowo trudnych, bo przez dobre 500 jechaliśmy prostą drogą, gdzie po obu stronach nie było nic, a do tego wszystkiego na ostatnich 200 km zepsuła nam się klimatyzacja. Emilka była dzielna i grzeczna, my potwornie zmęczeni, ale tego dnia jedynym sensowym rozwiązaniem było dojechać do Rundu, jedynego dużego miasta na drodze.

Dojechaliśmy już po ciemku, wzięliśmy nocleg na kempingu, a następnego dnia rozpoczęliśmy nasze „rundki po Rundu”.

Naprawa klimatyzacji okazałą się trudna. Najpierw w serwisie Toyoty nie mieli tej części, która się zepsuła (bo w końcu nasze auto jest wyjątkowe), ale na szczęście udało kupić nam się zamiennik.

Problem pojawił się też przy montowaniu zepsutego paska. Spędziliśmy u mechanika trzy dobre godziny, największego upału (12-15), Emilka zakolegowała się z małą dziewczynką i ładnie się bawiła, ja nadrabiałam zaległości wpisowe, a Adam cierpliwie czekał.

IMGP7466 IMGP7468To ten element się zablokował i spowodował zerwanie paska od wentylatora. IMGP7471 IMGP7469 IMGP7472Tego dnia nie opłacało nam się wyjeżdżać już z miasta. Zrobiliśmy po Rundu dziesiątki okrążeni, czy to w poszukiwaniu paska do klimatyzacji, czy mechanika, czy właściwego bankomatu. Wszystko było jakby bardziej skomplikowane, no i nie mieliśmy klimatyzacji w aucie, co potęgowało uczucie zmęczenia.

IMGP7503 IMGP7465W Rundu przyszła mi do głowy refleksja nad przyzwyczajaniem się do luksusu, bo klimatyzacja w aucie niewątpliwie jest takim dobrem. Wiadomo, że jest niezdrowa, łatwo się też przeziębić, ale naprawdę cieszyłam się cały wyjazd, że ją mamy, bo bez niej po prostu nie dało się żyć.

Temperatury w ciągu dnia są tu naprawdę wysokie, choć teraz jest zima i zapewne dla Namibijczyków to pora znacznie przyjemniejsza, ale dla mnie ten upał był czasem zabijający.

Najlepsze co mogliśmy zrobić między 11 a 15 to być w aucie i jechać dalej, i tak też robiliśmy.

Przypomniałam sobie nasz wypad na Bałkany Syberiuszem, który nie ma klimatyzacji, daliśmy radę przez 40 dni, ale również i tam dopadły nas takie upały, że przemieszczanie się samochodem z powodu temperatur przestało być przyjemne, przynajmniej podczas podróżowania z małym dzieckiem.

Teraz też jesteśmy w wyjątkowej sytuacji, ja jestem w ciąży, Emilka na pokładzie, która nie jest już statecznym dzieckiem. Klimatyzacja niewątpliwie umilała nam podróż przez większość czasu.

W Rundu wpadałam w szał kupowania materiałów, bo dla mnie to najlepszy suwenir z Afryki. Mam wizje zasłonek, poszewek, serwetek, które upiększą nasze mieszkanie tymi szalonymi, wściekłymi kolorami!

IMGP7507Z Rundu mieliśmy już (albo znowu) prostą drogę na Caprivi i przez Caprivi.

Zatrzymaliśmy się jednak tuż przed wyjazdem tam i odbiliśmy do małego parku Mahango.

Pani w recepcji parku nie była za dobrze nastawiona do tego co w parku można zobaczyć i powiedziała, że po 5 minutach jak będziemy mieli dość to możemy zawrócić.

Nam jednak się podobało to co zobaczyliśmy i zostaliśmy trochę dłużej.

IMGP7686IMGP7514Zaraz po 5 minutach pojawiła się miła panoramka z zebrami, słoniami, antylopami. Potem jechaliśmy wzdłuż rzeki Okavango, dzięki której dane dan było zobaczyć pierwsze hipopotamy i bawoły.

IMGP7522 IMGP7524 IMGP7520Hipopotamów było naprawdę bardzo dużo, wystawały z rzeki jak ogromne kamienie, czasem ten kamień ryknął i rozdziawił swoją wielką paszczę i robiło się groźne. No ale takie zwierzaki, nie wszystkie są milutkie i ładniutkie jak żyrafy.

IMGP7532 IMGP7559 Z oddali widzieliśmy też bawoły rzeczne, kolejne wielkie potwory zamieszkujące okolice rzek, należące do wielkiej piątki, najniebezpieczniejszych afrykańskich drapieżników.

IMGP7692 IMGP7698Emilci podobały się małpki i rodzina strusi z małymi strusiętami, a nam olbrzymi baobab przy którym nasza mała córeczka wyglądała jak główka od szpilki.

IMGP7615 IMGP7620 IMGP7592 IMGP7601 IMGP7604Park był mały, a może raczej, jego dostępność dla turystów ograniczała się jedynie do dwóch dróg, i to w jedną stronę, ale spędziliśmy tam miły czas.

Tego wieczoru mieliśmy też fajny nocleg, nad rzeką Okawango. Najpierw odbiliśmy z głównej drogi i jechaliśmy 5 km po szutrach, po czym dojechaliśmy do fajnej lodży, w iście backpakerowskim stylu.

IMGP7643 IMGP7674 IMGP7671 IMGP7653Zawsze zastanawia mnie skąd biorą się Ci ludzie z całego świata, grający w siatkę czy popijający piwo przy Bobie Marleyu w środku dziczy, gdy przedtem przez całe dni nie widujemy żadnych młodych ludzi. Oni tam byli, i było ich naprawdę dużo, klimaty prosto z Khao San z Tajlandii :-).

Zadziwiające.

Miejsca campingowe mieliśmy super, tuż nad rzeką, z której dochodziły straszne dźwięki!

Bulgotanie, groźne pomrukiwanie i charkotanie… to hipopotamy i krokodyle pływające tuż blisko nas.

Czułam się trochę nieswojo, no ale byliśmy wyżej niż rzeka i był to oficjalny camping, więc nic nam raczej nie mogło grozić. Wieczór był chłodny, zrobiliśmy ognisko, zjedliśmy kolacje, pooglądaliśmy gwiazdy, ponasłuchiwaliśmy dziwnych odgłosów i wskoczyliśmy do namiotu.

Następnego dnia zaliczyliśmy park z bawołami, gdzie bardziej z bliska zobaczyliśmy te zwierzaki.

Wiem jedno – mordy mają groźne, ciała zwaliste i są ogromne.

Potem pykneliśmy całe Caprivi Strip i wieczór spędziliśmy w Katima Mulilo nad kolejną rzeką – Zambezi, w której to pływały krokodyle. Taka Afryka.

Jutro czeka nas Botswana.

IMGP7722 IMGP7732

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.