Sonda
Ile lat ma Matylda?
 
Beskid Sądecki
Miejsce: Beskid Sądecki, Hala Łabowska

Skład: Iza R., Piotrek, Kasia - bliźniaczka, Zosia, Siostra, Matka, Mati i ja.



obraz_010.jpg
 

Rewelacyjny wyjazd! Dzięki dla wszystkich za klimat i towarzystwo, pozdro dla obsługi bazy na czele z Mariuszem i Kasią oraz dla nieobecnych ale obecnych – np. dla Kasi – RZula* - architektki, która pojawiała się w co drugiej opowieści i która wcale nie jest żulem :-).


*Mail z 08.04.2006 r., 02:19, o wymownym tytule "Akukaracza" :-):

Witam!
Kłania się wielka nieobecna czyli- Kasia Żul (i w tym miejscu pragnę nadmienić, że prawidłowa pisownia mego niechlubnego przezwiska to Rzul). Dziękuję za pozdrowienia i pozdrawiam. Wciąż tajemnicza bohaterka opowiadań
Kasia Rzul, oczywiście ;)

No i wszystko jasne :-)

Najważniejsze motywy:
1) Pomarszczona babunia - opowiadaczka
2) Szlak Łabowa – Hala Łabowska (no i gdzie ten śnieg?)
3) Jeszcze 15 minut...
4) Spalić Matkę! (za suche buty)
5) Smak jajecznicy z kiełbasą po przyjściu do schroniska
6) Zosia w wersji homeless
7) Pożegnanie z dredami – ku pamięci: reakcja gościa, który znalazł jeden z zagubionych dredów :-)
8) Transport generatora
9)  Nakarmimy psa...
10)  Herbatka z prądem, grzane piwko i Cin Cin ze Spritem
11)  Koncert „W górach jest wszystko, co kocham”
12)  Zapierdalamy no!
13)  Ekipa z gitarką przy Łabowej
14)  Epokowy wynalazek – Krupnik :-)
15)  Zapiekanki w Krakowie


Zainteresowani dajcie znać jeśli coś pominąłem. Poniżej dla chętnych szczegółowa relacja.


 obraz_024_resize.jpg  obraz_027_resize.jpg  obraz_029_resize.jpg  obraz_012_resize.jpg
   Siostra i Mati    Iza z Piotrkiem       Siostra         Ja
 obraz_060_resize.jpg
obraz_062_resize.jpg
 Obraz 079_resize.jpg  Obraz 102_resize.jpg
       Matka        Zosia         Kasia     Iza i Piotr


Dzień pierwszy: czwartek wieczór/ piątek: wyjeżdżamy o 22.45. U mnie straszna nerwówka, bo właściwie do ostatniego momentu załatwiam sprawy służbowe. Ale na dworcu jesteśmy z Izą (Siostrą) w miarę punktualnie, dzięki Tacie, który nas odwozi. Okazuje się, że oprócz Izy R., Piotra, Justyny (Matki), Kasi – bliźniaczki i Zosi, jedzie również Matylda czyli Mati. Wielka radość, dawno się nie widzieliśmy. Dla Mati ten wyjazd też jest jedną wielką niespodzianką, dowiedziała się o nim od Matki dopiero kilka godzin wcześniej. Ale później okaże się, że w sumie prawie wszystko, co najważniejsze wzięła, może poza butami na zmianę. Mała, ale dzielna.


Nastroje rewelacja, Iza R. pojawia się prawie w ostatnim momencie, rozkładamy się w dwóch przedziałach. Nie ma na szczęście problemów z miejscem, a mogłyby być, bo nasz pociąg to Przemyślanin, najdłuższa linia kolejowa w Polsce, relacja Szczecin – Przemyśl. Za oknem aż do odjazdu dzielnie macha mama Matyldy. Mati wkurzona, komentuje, wszyscy się śmieją, łącznie ze współpasażerami.


Przy okazji sonda – ile lat ma Matylda?
mati_resize.jpg
Dla ułatwienia zamieszczam zdjęcie, za najfajniejszy komentarz do mnie na maila wymyślę jakiś fajny bonus. Piszcie: Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć


Podróż w skrócie, coby za bardzo nie nudzić. Po pierwsze pozytywny wniosek, że pomimo długich przerw w kontaktach czujemy się ze sobą tak, jakbyśmy w ogóle się nie rozstawali. Wiadomo – wspólne wspomnienia, wspólni znajomi, częściowo wspólne plany. Nadrabiamy zaległości towarzyskie, fajnie się gada. Do dyskusji czynnie włącza się jakaś pomarszczona babunia z wielką odznaką przodownika turystyki na swetrze. Zna doskonale Halę Łabowską (czyli nasz cel), wszędzie była, poleca zwłaszcza naleśniki polewane czekoladą, 30 lat temu smakowały podobno wspaniale. Obiecujemy sprawdzić czy są. Po drugie - gdzieś między Tarnowem a Nowym Sączem załącza mi się piosenka z „Czterech pancernych” i chodzi za mną już do końca wyjazdu, zwłaszcza „Nakarmimy psa...”. Po trzecie zdjęcie Mati z cysterną, które jakoś nie spotyka się z jej euforią. Ale mi się podoba :-) obraz_001_resize.jpgPo czwarte – zakupy w Nowym Sączu: Matka burżuj serwuje sobie Cin Cina ze Spritem, jak się potem okazuje całkiem fajny patent.


Z Nowego Sącza do
Łabowej pekaesem, stamtąd już po ludzku czyli na piechotę. Na początku, czyli przez pierwsze 45 minut marszu przez wieś, jest ekstra – wbrew ogólnopolskim tendencjom powodziowym nawet nie pada i spoglądając na otaczające nas bezśnieżne szczyty nie możemy zrozumieć, o co chodziło Mariuszowi (administratorowi schroniska) z tymi nieprzetartymi szlakami. A potem nagle zaczynamy rozumieć – ni z tego ni z owego zaczyna się śnieg, i to od razu po pas. Mokry, zimny, lepki brrr. Na Halę Łabowską dochodzimy po prawie pięciu godzinach (miały być trzy), zmęczeni i od pasa w dół kompletnie przemoczeni – poza zdrajcą Matką, która perfidnie prezentuje nam „lekko wilgotne skarpetki”. Spalić Matkę!

Obraz 019.jpg

Ale ogólnie nastroje super. Najpierw o tym co jest: a więc jest Mariusz i dziewczyny z obsługi, jest fajna Magda – artystka z Lublina, są rewelacyjna jajecznica na kiełbasie, piwko, zakrapiana herbata i czekolada na gorąco, jest czekający na nas pokój na piętrze oraz zepsuty generator. Nie ma: prądu, ciepłej wody, wody w ogóle oraz naleśników pomarszczonej babuni. Co nie zmienia faktu, że jest ekstra. Masowe suszenie ciuchów w zadymionej Sali kominkowej – wszyscy parujemy, robi się trochę cieplej. Rozkładamy się na górze i potem już każdy robi to, na co ma ochotę – jemy, gramy w karty, gadamy. Dużo o Kasi – RZulu, więc znowu pozdrowienia! Zosia lansuje styl „homeless”. Gra gitatarka, jakaś dziewczyna śpiewa piosenki Bukowiny i Starego Dobrego Małżeństwa. Do późnej nocy. Prywatne zachwyty. Fajnie.
 obraz_063_resize.jpg  obraz_049_resize.jpg  obraz_059_resize.jpg  Obraz 052_resize.jpg
 Matka rozbraja dredy   Moja jajecznica!!!          Makao        Mati i ja
 Obraz 091_resize.jpg  Obraz 107_resize.jpg  obraz_043_resize.jpg  Obraz 058_resize.jpg
   Magda z Lublina     Czemu nie? :-)  Siostra noch einmal         Klęska


Dzień drugi, sobota: po prostu w górach. Krótka dwugodzinna wycieczka w śniegu po pas, piękne słońce, buki, klimat. Mokro. Po powrocie taszczymy z Piotrkiem i lokalną Kasią generator do źródełka, dzięki czemu w schronisku uruchamia się woda. Testujemy różne opcje posiłków – wszystko jest pyszne, zwłaszcza smażony syr z cebulką. Po południu zaczynają schodzić się goście na zapowiadany koncert „W górach jest wszystko, co kocham”, znika nasza mała kameralność, ale za to robi się gwarno, gorąco, wesoło. Kiedy pod wieczór przyjeżdża z Rytra konnym zaprzęgiem sań zespół, sala kominkowa jest już pełna. Znikają stoły, pojawiają się psy, krążą między stłoczonymi ludźmi i szukają swojego miejsca. Kiedy zaczyna się koncert, układają się nam w nogach i też słuchają. Gitara, skrzypce, bębny, śpiew. Kto był, ten wie jak było. Kto nie – niech żałuje.
 Obraz 069_resize.jpg  Obraz 070_resize.jpg  
Obraz 074_resize.jpg
 Obraz 078_resize.jpg
     Matka i Kasia        Na szlaq   Znowu głęboki śnieg Iść dalej czy wracać?
 Obraz 072_resize.jpg  obraz_076_resize.jpg  obraz_077_resize.jpg  Obraz 085_resize.jpg
  Nieprzetarty szlak       Idziemy...       ...idziemy...    Nasze schronisko


Dzień trzeci, niedziela: powrót. Podczas śniadania ludzie przynoszą nam zagubione dredy Matki, która po ponad dwóch latach zmienia imidż. Decydujemy się z Matyldą i Siostrą na wyjście ze schroniska o 11.00. Reszta jeszcze zostaje, będą w Poznaniu w poniedziałek rano, koło 9.00. My musimy się jeszcze wyspać przed naszymi poniedziałkowymi zajęciami. Przez kilkanaście minut drogi pada, ale potem robi się przepięknie. Do Łabowej po wydeptanych wczoraj szlakach docieramy po dwóch godzinach. Aż żal że tak szybko. Widok do zapamiętania – rozłożona na pniach ekipa, która wyruszyła przed nami – gitarka, śpiew, w tle las i góry. Wymieniamy się namiarami, sympatycznie. Kolejni znajomi na przystanku pekaesu, z nimi jedziemy aż do Krakowa. Pyszne zapiekanki, obleśne drożdżówki i bezpośredni pociąg z dywanikami do Poznania. Dom – 22.26.

obraz_128.jpg

Ogólnie: dzięki wszystkim za całość! Od powrotu minął już tydzień a ja wciąż chodzę na bateriach z tego wyjazdu. Mam nadzieję, że szybko zrobimy powtórkę. Trzymajcie się!


obraz_130.jpg
Ela, Bejdula, Lilinka i Cool (chyba :-)) na trasie do Łabowej. Pozdro!



  Komentarze (1)
RSS komentarzy
 1 Dodane przez Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu: 15-03-2010 14:41
:( :CYRK W ŁABOWEJ NORMALNIE CYRK NIGDY BYM TAM NIE ZAMIOESZKAŁ

Napisz komentarz
  • Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
  • *Odśwież* swoją przeglądarkę by dokonać zmiany kodu przed użyciem przycisku 'wyślij'.
  • Zachowaj w pamięci treść jeżeli pomyliłeś kod.
Imię:
E-mail
BBCode:Web AddressEmail AddressBold TextItalic TextUnderlined TextQuoteCodeOpen ListList ItemClose List
Komentarz:



Kod antyspamowy:* Code
Chcę być powiadamiany emailem o dodaniu nowych komentarzy