Nasi sponsorzy
Sail and Rock Crooc
Polecamy
Koniec Swiata logo anyService logo
Anglia, Szkocja 2005
Na razie fragment relacji z gór Cumbrii w południowo - zachodniej Szkocji. Ciąg dalszy tradycyjnie nastapi.

Dodatkowo również galeria:
Anglia_Szkocja (1).jpg

050927_anglia_112a.jpg



 

Zbocze nagle się kończy, przechodzi w płaskie kamienne pole, z którego wystają jak poukładane ogromną ręką skalne piramidy - kilka, kilkanaście głazów jeden na drugim. Po kilku próbach wdrapujemy się na taką, która wydaje się nam najwyższa. Przez chwilę rozglądamy się wokoło, szukając w pobliżu jakiejś wyższej formacji, chociaż w otaczającej nas mgle widoczność jest bardzo mała. Szarość bloków obok nas stopniowo traci ostre kontury, by kawałek dalej całkowicie wtopić się w białą ścianę. Ale w promieniu paru metrów góra ściele się we wszystkich kierunkach w dole, u naszych stóp. Uznajemy, że jesteśmy na szczycie.
A wiec niby zwycięstwo - najwyższy punkt w czasie całego naszego wyjazdu, dach Anglii, nasza mała Czamolungma. Powinno wystąpić uczucie triumfu, ale ja czuję się jakoś dziwnie. Malina milczy, rozgląda się, jakby trochę niepewna. Wyciągamy aparaty, robimy kilka zdjęć. Wieje bardzo silny wiatr, nieustający, przenikliwy, ale mgła jest tak gęsta, że wcale się nie rozwiewa. Albo może rozwiewa się, ale nowe jej pokłady nadpływają tak szybko, że ułomne ludzkie oko nie jest w stanie zauważyć różnicy. Ta mgła oblepia, zniekształca głosy, udziwnia reakcje. Przez parę chwil mam nieprzyjemne wrażenie, że ktoś intensywnie się we mnie wpatruje, ktoś, kto niekoniecznie ma dobre zamiary. Ale już za chwilę znajdujemy szczelinę między dwoma wielkimi głazami, chowamy się w niej i uczucie znika. Patrzymy na siebie, uśmiechamy się. Wyciągam czekoladę (naprawdę ją wziąłem), nalewam do kubków wodę, wsypujemy kisiele, mussli, dodajemy po 2 tabletki witaminy C. Jemy. Mgła wisi nad nami niczym niski strop, kłębi się, pulsuje. Między kamieniami dostrzegam wysuszoną skórkę od banana - znak, że nie jesteśmy tu pierwsi. Z jednej strony krzepiące - może to naprawdę jest szczyt, ale z drugiej znów powraca gorzka myśl, że Magellan, Tenzing i Hillary, Armstrong, zabrali mi, Malinie, wszystkim wędrowcom, żeglarzom, wspinaczom, podróżnikom, coś co jest już nie do odzyskania, zawłaszczyli sobie smak całkowitego i niepodzielnego zwycięstwa, pozostawiając nam gorycz drugiego, trzynastego, osiemdziesiątego ósmego miejsca. Skórki po swoich bananach. Trochę śmieszna jest ta złość na własne spóźnienie, tęsknota za nieznanym i nieodkrytym wtedy, a zadeptanym i obfotografowanym teraz. Ale jest, i czasem wykrzywia twarze takich jak my w smutne uśmiechy, wydobywa z nas nutki archaicznego romantyzmu, których wstydzimy się nawet przed sobą. Wieczni tropiciele, kopiści, naśladowcy...
Ale czas nagli, trzeba wracać. Do zmroku pozostało jeszcze około 4 godzin, wejście zajęło nam prawie trzy. Opuszczamy naszą szczelinę, znów zanurzamy się we mgle. Dwadzieścia minut bezruchu wyziębiło nas, mięśnie ostygły, trzeba się rozgrzać. Idę trochę szybciej niż powinienem, bloki kamienne są duże, wyglądają stabilnie, ale kilka razy niespodziewanie łatwo z niemiłym głuchym łupnięciem osuwają się w dół, grożąc zmiażdżeniem stopy, połamaniem kości. Skupiam się na ważeniu kolejnych kroków, na oślep zmierzam ku przełęczy, z której przyszliśmy. Malina zostaje z tyłu, idzie za mną, w którymś momencie krzyczy, żebym się odezwał, przestała mnie widzieć. Mgła pochłania całą dźwięczność jej głosu, nadaje mu tembr przesypywanych ziemniaków. Odkrzykuję, że jestem i chwilę na nią czekam. Wszystko w porządku, kolana jej nie bolą, tylko dlaczego kręcimy się w kółko, czy nie powinniśmy iść bardziej w prawo?
Dopiero od tego momentu zaczynam zastanawiać się nad kierunkiem. Zdaje mi się, że rzeczywiście trochę odbiłem od naszej trasy, koryguję marszrutę, choć względnie wyrównane głazowisko nie ułatwia orientacji, nie sugeruje żadnej drogi w dół. Nie widać nawet śladu ścieżki. Po dalszych kilku minutach zaczynam odczuwać niepokój. Wiatr cichnie, jakby się czaił, robi się coraz dziwniej. Oglądam się za siebie, Maliny nie widać, wołam ją, odpowiada, z zupełnie innej strony niż się spodziewałem. Znów patrzę przed siebie, ale nie jestem już pewien, w którą stronę przed chwilą szedłem. Mgła gęstnieje.



Ang-small.jpg Ang-small (1).jpg Ang-small (2).jpg
Ang-small (3).jpg
 Ostatnie
przygotowania
 Przed Buckingham
Palace
Planowanie
podróży 
Pierwszy deszcz 
Ang-small (4).jpg Ang-small (6).jpg
Ang-small (5).jpg
Ang-small (7).jpg
 Nocleg w High
Barnett
No i łapiemy  Dobre babunie z
Hatfield 
 Katedra w Ely
Ang-small (8).jpg Ang-small (9).jpg Ang-small (10).jpg Ang-small (11).jpg
 Katerda w Ely Dom Crommwella   Nocleg pod Ely W cieniu katedry 
Anglia_Szkocja.jpg Anglia_Szkocja (1).jpg Anglia_Szkocja (2).jpg Anglia_Szkocja (3).jpg
 Northumbrland Northumbrland
Northumbrland
 Northumbrland




  Bądź pierwszym który skomentuje
RSS komentarzy

Napisz komentarz
  • Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
  • *Odśwież* swoją przeglądarkę by dokonać zmiany kodu przed użyciem przycisku 'wyślij'.
  • Zachowaj w pamięci treść jeżeli pomyliłeś kod.
Imię:
E-mail
BBCode:Web AddressEmail AddressBold TextItalic TextUnderlined TextQuoteCodeOpen ListList ItemClose List
Komentarz:



Kod antyspamowy:* Code
Chcę być powiadamiany emailem o dodaniu nowych komentarzy

 
Nasi patroni medialni
National Geographic Traveller npm magazyn turystyki górskiej Radio Merkury Onet.pl