Miejscowość jest w czasie świątecznych
wakacji jedną wielką imprezownią – przyjeżdżają tu licznie indonezyjscy
turyści, głównie z Medanu. Ale jakimś cudem tłum okupujący brzegi spienionej
rzeki i spływający na dętkach wcale nie odbiera wiosce czaru i swoistej magii.
Wręcz przeciwnie. A w pobliskiej dżungli żyją nasi niezwykli, rudowłosi
kuzyni...
Orangutan
Podróż z Medanu zajęła nam 3 godziny. Był
to typowy, sumatrzański standard – zarówno pojazdu, jak i drogi. Na szczęście
po paru wcześniejszych kursach zdążyliśmy się już do tego nieco przyzwyczaić i
zaczęliśmy w końcu chwytać smaczek egzotyki i przygody.
Autobus dojeżdża do dworca, z którego
trzeba jeszcze dojść do właściwego centrum – ok. 2 kilometrów. Można iść
asfaltem, ale można też skrótami wzdłuż rzeki. Na pewno jednak nie zabłądzicie
– bądźcie pewni, że już w autobusie spotkacie sympatycznego gościa, który udzieli
Wam wszystkich niezbędnych informacji, pokieruje gdzie trzeba, załatwi hostel,
a w końcu dziwnym zbiegiem okoliczności okaże się przewodnikiem po dżungli,
wobec którego macie dług wdzięczności. Ale nie ma się co bać, przewodnicy są
naprawdę mili i nie nachalni, a w przypadku nieskorzystania z ich usług
zachowują się z klasą i bez agresji.
Widok, który ukazał się naszym oczom po
tych 2 kilometrach, zupełnie nas zaskoczył. Rozpięte nad rwącą, szeroką rzeką wiszące
mosty, setki kąpiących się ludzi, stłoczone na kilku poziomach malownicze
drewniane domki, a w tle soczyście zielona dżungla. Od razu poczuliśmy klimacik
tego miejsca, i jak dotąd jest to nasza ulubiona miejscówka na Sumatrze. Nasz
przewodnik zaprowadził nas do hoteliku swojego znajomego (podejrzawamy, że
wszyscy się tam znają), gdzie na szczęście, mimo świątecznego najazdu, znalazł
się dla nas skromny pokoik po znośnej cenie. Z tarasu hostelowej knajpki
roztaczał się ładny widok na całe nadrzeczne szaleństwo. A był to prawdziwy
cyrk na kółkach, a raczej na dętkach, które są, obok orangutanów, jedną z
głównych atrakcji Bukit Lawang.
Bukit Lawang
O co w tym chodzi? Zabawa jest bardzo
prosta i popularna w całej południowo-wschodniej Azji. Z angielska nazywa się
tubingiem (od tube – dętka) i polega
na tym, żeby usiąść w wielkiej czarnej dętce i pozwolić się ponieść nurtowi
rzeki.
W Bukit Lawang są świetne warunki do
uprawiania tej formy rozrywki. Rzeka Bohorok naprawdę pędzi, tworząc na odcinku
ok. 2 km fantastyczne bystrza, które rzucają płynącym na wszystkie strony.
Zabawa jest przednia i wbrew pozorom całkowicie bezpieczna, bo kamienie są na
tyle głęboko, żeby o nie nie zahaczać, a przy brzegach jest wystarczająco
płytko, żeby w razie czego móc się wydostać z wartkiego nurtu. Spływają wszyscy
– kobiety, mężczyźni, młodzi i starzy, i wszyscy mają z tego mnóstwo frajdy. Co
ciekawe, zdecydowana większość ludzi kąpie się w ubraniu, bo tak nakazują
tutejsze normy kulturowe.
W jednym miejscu rzeka rozdziela się na
kilka mniejszych strumyczków, gdzie mogą sobie spokojnie szaleć nawet bardzo
małe dzieci. Na kamieniach przy brzegu poustawiane są prowizoryczne namioty z
podłogą z dywanów, na których od rana do późnego wieczora piknikują całe
rodziny. Zabawy nie jest w stanie przerwać ani deszcz, ani wiatr, na początku
stycznia nie należące wcale do rzadkości. Pomiędzy namiotami kursują sprzedawcy
wszelkiego rodzaju smakołyków, głośno zachwalając swoje towary, a niektórzy odpoczywający
pichcą swoje posiłki na własnych prowizorycznych ogniskach. Poza tym w pobliżu jest
mnóstwo knajpek i hotelików, a niektóre serwują naprawdę pyszne jedzenie.
Spływ dętką dał nam autentyczną i czystą przyjemność.
Panująca w miasteczku atmosfera luzu i wzajemnej życzliwości pozwala pozbyć się
wstydu i bez skrępowania krzyczeć z radości na co bardziej dzikich bystrzach.
Fajna sprawa – bardzo polecamy. Tym bardziej, że ludzie są naprawdę
sympatyczni, a zagraniczny turysta spotyka się ze sporym zainteresowaniem i
każdy chce mieć z nim zdjęcie. Pozowaliśmy do takich fotek ze 20 razy.
Wiele razy pozowaliśmy...
...ale sami też pstrykaliśmy
Teraz parę słów o orangutanach. Orang po indonezyjsku to po prostu
„człowiek”, a utan oznacza „leśny”. Małpy
te, kiedyś powszechnie występujące w deszczowych lasach całej Azji
Południowo-Wschodniej, dziś są gatunkiem bliskim wyginięcia, spotykanym jedynie
na Sumatrze i na Borneo. Ich charakterystyczne cechy to wysoka inteligencja,
rudy kolor futra, pięknie kontrastujący z zielenią dżungli, oraz bardzo
śmieszna, wyrazista sznupa, na której widać wszystkie emocje i uczucia –
niesamowicie podobne do ludzkich. Orangutany szybko się uczą, łatwo zapamiętują
i, co ciekawe, są niemal absolutnymi wegetarianami.
Ponieważ nie skorzystaliśmy z żadnej
dostępnej opcji płatnego trekkingu, jedyną możliwością zobaczenia orangutanów
pozostała ich obserwacja podczas karmienia, w dawnym centrum rehabilitacji tych
zwierząt, około 2,5 km na północ od wioski. Pogoda niestety nie dopisała i na
platformie widokowej pojawił się tylko jeden średniej wielkości samiec. Ale i
tak długoręka sylwetka małpy i jej pocieszny pysk bardzo się nam podobały.
Opuściliśmy Bukit Lawang bardzo zadowoleni
– polecamy to miejsce wszystkim, którzy planują odwiedzić Sumatrę.
Informacje
praktyczne:
DOJAZD DO BUKIT
LAWANG Z BERESTAGI:
Busik
Berestagi – Medan: 2 h, 15’000 Rp od osoby,
w Medanie trzeba złapać taksi (ok. 50’000 Rp)
albo moto-rikszę (25’000 Rp) na Pinang
Baris Terminal (10 km od centrum miasta),
Medan –
Bukit Lawang: 3 h, 20’000 Rp od osoby.
NOCLEGI i JEDZENIE:
My spaliśmy w Wisma Bukit Lawang
Indah i było ok. W okresie świąt 60’000 Rp za pokój, poza sezonem mniej. W
hostelowej knajpce rewelacyjne i tanie posiłki.
ATRAKCJE:
Spływ dętką po rzece – 10’000 Rp za cały dzień
wypożyczenia dętki. Spływasz tyle razy, na ile masz ochotę.
Wstęp na platformę, gdzie karmi się orangutany –
20’000 Rp za pisemne zezwolenie na wstęp + 50’000 Rp za każdy aparat
fotograficzny.
Trekking w dżungli. 3 h – 15 EUR, 1 dzień – 25
EUR + ekstra 10 EUR za rafting w drodze powrotnej. My w naszych negocjacjach
doszliśmy do 200’000 Rp za osobodzień (bez raftingu), a nasz potencjalny
przewodnik, mimo że bardzo miły, nie chciał zejść niżej. Niemniej polecamy go,
bo sprawia sympatyczne i profesjonalne wrażenie: na imię mu Tambrin, nr tel.
0812 6020 1220. Maila niestety nie posiada.
Na koniec jeszcze parę widoczków:
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
*Odśwież* swoją przeglądarkę by dokonać zmiany kodu przed użyciem przycisku 'wyślij'.