Nasi sponsorzy
Sail and Rock Crooc
Polecamy
Koniec Swiata logo anyService logo

Indonezyjski debiut

 

Zwiedzanie Sumatry postanowiliśmy zacząć od północy, a konkretnie od jeziora Toba i położonej na nim wyspy Samosir. Szukaliśmy jakiegoś cichego i spokojnego przytułku na Święta, a o tym miejscu słyszeliśmy dużo dobrego.

 

Na wyspę dotarliśmy wcześnie rano w Wigilię.

 

Niemal cała turystyczna infrastruktura skupia się na niewielkim i niezwykle malowniczym cypelku o nazwie Tuk-Tuk, i właśnie tam opuściliśmy nasz prom. Po krótkich poszukiwaniach znaleźliśmy dokładnie takie zakwaterowanie, o jakie nam chodziło – duży, jasny pokój z panoramicznym oknem, tarasem i pięknym widokiem na jezioro. I, co nie bez znaczenia – za jedyne 15 zł za dobę.

 

Po wizycie w kilku lokalnych sklepach szybko zorientowaliśmy się, że na Wigilię w polskim stylu – z pierożkami, barszczem i kapustą – raczej nie ma szans. Nie było natomiast problemów z rybami. Co prawda karpia nie udało się nam znaleźć, ale słodkowodne coś z grilla, serwowane w liściach bananowca i ze specyficznym, lokalnym farszem, było – po dwóch miesiącach jedzenia ryb morskich, bardzo przyjemną odmianą.

samosir_net_2.jpg
Rybka

samosir_net_1.jpg
Widok z okna

samosir_net_11.jpg
Ten sam widok pare godzin pozniej

Po takim smakowitym początku kontynuowaliśmy celebrację Wigilii w swoim pokoju. Były świeczki, obrusik z koca, muzyka z prawosławnej mszy (zapomnieliśmy ściągnąć sobie kolędy!), ananas trochę słodyczy i lokalne piwko z colą – niby mało, ale udało nam się poczuć atmosferę świąt. Tym bardziej, że po kolacji pogadaliśmy sobie z rodzinami w Polsce.

samosir_net_3.jpg
Wigilijna wieczerza

Kolejnych kilka dni spędziliśmy na zwiedzaniu i był to naprawdę miły czas.


Samosir stanowi swego rodzaju ciekawostkę – jest wyspą na wyspie (czyli na Sumatrze). Poza tym ze względu na wysokość nad poziomem morza jest tu – jak na Indonezję – dość chłodno, a w porze deszczowej codziennie pod wieczór nadciąga gwałtowna tropikalna ulewa. Woda w jeziorze jest bardzo ciepła (ok. 25 stopni), a fale podczas burzy wyglądają prawie tak,  jak na morzu.


Wyspa oferuje parę ciekawych szlaków, piękne widoki i dobrą kuchnię – od dań lokalnych po spaghetti i pizzę. Zamieszkują ją głównie członkowie grupy etnicznej Batak, która buduje charakterystyczne domki o spiczastych dachach (obecnie kryte falistą blachą) i wyrabia całkiem ładne pamiątki z drewna. Ludzie mili, a po angielsku mówią nawet trzylatki. Wśród mieszkańców jest bardzo dużo chrześcijan – katolickie i protestanckie kościoły rozmieszczone są chyba gęściej niż w Polsce, co jest prawdopodobnie światowym rekordem.

samosir_net_5.jpg
Widoki

samosir_net_6.jpg

samosir_net_12.jpg

samosir_net_13.jpg

samosir_net_8.jpg

samosir_net_38.jpg

Nam najbardziej spodobał się Tuk-Tuk, spokojny, sielankowy, z sympatycznymi knajpkami, hotelikami i wszystkim, czego może potrzebować zmęczony podróżnik. Urzekł nas też targ rybny i bazar w Tomok – krwisty, prawdziwy i bardzo kolorowy.

 

Poza tym zafundowaliśmy sobie kurs motorkiem do Pangaruran, który jest największym miastem na wyspie i jej stolicą. Sam w sobie jest średnio ciekawy, ale po drodze można podziwiać piękne widoki, w tym mnóstwo wiejskich kościółków i pola ryżowe z pracującymi na nich ludźmi.

samosir_net_7.jpg

samosir_net_10.jpg

samosir_net_9.jpg

samosir_net_28.jpg

samosir_net_14.jpg
Tomok - po bokach spiczaste dachy domow ludzi Batak

samosir_net_23.jpg
Tomok - przystan promowa, targ rybny i bazar

samosir_net_15.jpg

samosir_net_18.jpg

samosir_net_21.jpg

samosir_net_24.jpg

samosir_net_16.jpg

samosir_net_17.jpg

samosir_net_19.jpg

samosir_net_20.jpg

samosir_net_22.jpg

Osobną historię stanowi nasza wyprawa w góry – na dach wyspy, który postanowiliśmy zdobyć od strony Tomok. Szlak na szczyt jest praktycznie nie do znalezienia. Na szczęście pomogli nam lokalni chłopcy, którzy postanowili iść z nami. Podejście zajmuje około 2,5 h i jest naprawdę trudne: chaszcze, ostre trawy, a na metr do przodu przypadają dwa metry do góry. Ale za to widok z góry wynagradza wszystkie wysiłki – jeśli akurat nie ma mgły, to pięknie widać zarówno Tuk-Tuk, jak i okoliczne tarasy ryżowe. Co nie zmienia faktu, że wspinaczka nas wykończyła, czego nie można powiedzieć o naszych przewodnikach, którzy śmigali w górę jak małpy i śmiali się z naszego sapania, kompletnie mokrych koszul i ciągłych przerw na złapanie oddechu.

samosir_net_25.jpg
Wioska ludzi Batak (pokazowa) z jedyna chata kryta strzecha, jaka widzielismy na calej wyspie

samosir_net_39.jpg

samosir_net_40.jpg

samosir_net_26.jpg
Widoczki z wedrowki

samosir_net_27.jpg

samosir_net_30.jpg

samosir_net_29.jpg

samosir_net_31.jpg
Polwysep Tuk-Tuk

samosir_net_32.jpg
Nasi przewodnicy

Bazując na mapie którą zdobyliśmy w bibliotece w Tuk-Tuk, wytyczyliśmy sobie trasę przez trzy położone w górach wioski: Ronggurnihutę, Sidihoni i Dolok. Stamtąd chcieliśmy zejść do położonej niedaleko Tuk-Tuk Ambarity. Niestety, mapa okazała się dramatyczną porażką – ze swoim wyskalowaniem miała się nijak do rzeczywistości. Zamiast planowanych 30 minut, marsz do Ronggurnihuty zajął nam bite trzy godziny. Droga wiodła przez klimatyczny, mglisty las, który jednak po pewnym czasie przestał nam się podobać. Do tego, kiedy pytaliśmy o szlak z Dolok do Ambarity, miejscowi stukali się w głowę. Szlak jest na mapie, ale w praktyce nie istnieje.

samosir_net_33.jpg
Na szlaku

samosir_net_34.jpg

samosir_net_35.jpg

samosir_net_36.jpg
Miesozerne roslinki

samosir_net_41.jpg
Mglisty las

Po kolejnych paru godzinach marszu nasi przewodnicy zdecydowali się zostać u krewnych, a my – zmęczeni, głodni i zmoknięci, brnęliśmy dalej, w stronę najbliższego miasta. W końcu, już w kompletnych ciemnościach, udało się nam złapać ciężarówkę do Pangaruran. Droga po której jechaliśmy, ilością dziur i błota jak żywo przypominała klimaty z Tadżykistanu i Kirgistanu, a w kabinie ledwo udało się nam upchać. Ale jechaliśmy, a to było najważniejsze. Z Pangaruran do Tuk-Tuk wzięliśmy lokalny transport (motorek z przyczepką), i w końcu – po 15 godzinach w trasie, znaleźliśmy się w naszym pokoju. W sumie przeszliśmy około 40 kilometrów i była to naprawdę męcząca wycieczka. Chociaż jednocześnie ciekawa i pełna wrażeń.

Generalnie trzeba powiedzieć, że nasz debiut w Indonezji uważamy za jak najbardziej udany – mamy nadzieję, że najbliższe 2 miesiące będą równie aktywne i fajne!

samosir_net_37.jpg
Ronggurnihuta

samosir_net_42.jpg
Stopy Natalii po 40 km marszu

Na koniec parę informacji praktycznych:

 

Dojazd:

Nocny autobus z Dumai do Parapat kosztował nas 180’000 Rp od osoby – sporo przepłaciliśmy, na pewno można taniej. W środku klima, telewizor i muzyczka, cała trasa trwa plus minus 12 godzin. Koło 6.00 rano nagła przesiadka w upakowany do granic możliwości busik. Jak się okazuje, za dodatkową opłatą 9 000 Rp od łebka. Z Parapat prom na Tuk-Tuk na wyspie Samosir – 7’000 Rp.

 

Ceny:

  • Ceny za nocleg zaczynają się od 50’000 Rp za wielki pokój, zazwyczaj z fantastycznym widokiem na jezioro Toba. Warto trochę poszukać i warto się targować. Nie warto natomiast wierzyć naganiaczom w Parapat, że jedynie ich pomoc umożliwi znalezienie wolnego miejsca – byliśmy na Samosir w czasie świąt i naprawdę nie spotkaliśmy żadnych dzikich tłumów. Za to hoteli mnóstwo, jest w czym wybierać.

  • Cena za wypożyczenie motoru – od 60’000 Rp za dzień, czasem w cenie jest też pełen bak paliwa.

  • Dobry obiad: od 20’000 Rp.

samosir_net_43.jpg
Jedna z ofert Tuk-Tuku - pranie i magiczne grzybki ;-)



  Komentarze (1)
RSS komentarzy
 1 Dodane przez Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu: 06-01-2010 14:53
Ta rybka z frytkami i surówką to zupełnie jak w Dąbkach albo innym Mielnie 8)

Napisz komentarz
  • Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
  • *Odśwież* swoją przeglądarkę by dokonać zmiany kodu przed użyciem przycisku 'wyślij'.
  • Zachowaj w pamięci treść jeżeli pomyliłeś kod.
Imię:
E-mail
BBCode:Web AddressEmail AddressBold TextItalic TextUnderlined TextQuoteCodeOpen ListList ItemClose List
Komentarz:



Kod antyspamowy:* Code
Chcę być powiadamiany emailem o dodaniu nowych komentarzy

 
Nasi patroni medialni
National Geographic Traveller npm magazyn turystyki górskiej Radio Merkury Onet.pl