W
krótkie migawki czyniące nasze życie wzniosłym, pięknym i
uduchowionym.
To
momenty całkowitej akceptacji siebie i świata, niezwykłe poczucie
połaczenia ze slońcem, ziemią, wiatrem i powietrzem. Pełnia
swiadomości, dająca początek czystym myślom.
Obudziliśmy
się przed wschodem slońca. Miasteczko powoli budziło się do
życia. Od oceanu wiał ciepły, otulajacy nas wiatr. Z malutkiej
jaskrawej iskierki w ciagu kilku minut na niebie pojawiła sie
ogromna ognista kula.
W
krótkim czasie wiatr rozwiał wszystkie chmury, niebo złagodniało.
Cudowny błękit pokrył ogromną przestrzeń nad naszymi głowami i
świat zaczął wygladać inaczej.
Wzburzona
woda w oceanie miała granatowy kolor, a fale z ogromna siłą
uderzały o brzeg, rozbryzgując wodę na wszystkie strony.
Byla
w tym niezwykła świeżość i moc. Rześkie powietrze pachniało
morską wodą i wiatrem.
Spacerujac
deptakiem wzdłuż wybrzeża chłoneliśmy każdą chwilę. Czułam
niesamowitą energię przepełniająca każdą komórke mojego ciała.
Kontynuując
uroczy spacer powędrowaliśmy do świątyni znajdującej się
nieopodal na wzgórzu, skąd rozciągał się przepiękny widok na
cała okolice. Najpierw jednak musieliśmy pokonać trzysta schodów
prowadzących na góre. Po drodze spotkała nas spora niespodzianka.
Okazało się, że wzgórze zamieszkują setki małp!
Pierwszy
raz w życiu widzialm małpy żyjące na wolności i muszę
stwierdzić, że byłam niesłychanie zdumiona ich widokiem i
zachowaniem. Z ogromnym zaintresowaniem podglądałam ich małpie
życie, doszukąjac się wielu podobieństw do ludzkich odruchów i
zachowań. Małpy były dosłownie wszędzie - leniwie wylegiwały
się na schodach, huśtały na poręczach i gałęziach, niesfornie
figlowaly w krzakach.
Światynia
okazala się wyjątkowym miejscem, nie tylko ze wzgledu na małpy.
Panująca
tam atmosfera spokoju i blogości przeniknęła nas na wskroś.
Delektowaliśmy się ciszą i cudownymi widokami na pobliskie plaże,
wyspy i mokradla.
Uradowani
kontaktem z małpami poszliśmy na plażę.
Pierwszy
cielesny kontakt z wodą morską, po dłuższej przerwie zawsze
dostarcza niezwykłych emocji.
Woda
ma cudowne własciwości - oczyszcza, odnawia, działa pobudzająco.
Na
ogromnej, długiej plaży nie było nikogo poza nami. Bezkresny,
cudny, ocean tylko dla nas!
Szybko
przebraliśmy się w stroje i szczęśliwi jak dzieci wskoczyliśmy
do niesłychanie ciepłej wody. Ileż radości sprawiła nam ta
kąpiel! Wskakiwaliśmy na ogromne fale, dawaliśmy nieść się sile
wody, pływaliśmy, nurkowaliśmy, wygłupialiśmy się.
Czas
stanął jakby w miejscu.
Potem
osuszyliśmy się w promieniach slońca i poszliśmy dalej wzdluż
wybrzeża.
Cudowny
miekki pasek masował nam stopy, szum fal dźwieczał w uszach,
czułam się kompletna i niesłychanie szcześliwa.
W
końcu postanowiliśmy coś zjeć. Skromna, urocza restauracyjka
znajdowała się tuż przy plaży w cieniu drzew. Usiedliśmy przy
prostym drewnianym stole, w cieniu bambusowego daszku i na dobry
poczatek zmówiliśmy piwo, ktore tego dnia smakowało jak ambrozja.
Potem na stół wjechała smażona ryba z chili i czosnkiem, krewetki
w sosie i cudowna sałatka z owoców morza. Wszystko było swieże,
aromatyczne, tanie i oczywiście nieschychłanie smaczne.
Po
obiedzie ruszyliśmy dalej. Doszliśmy do małej, rybackiej wioski Ao
Noi.
Na
niewielkiej zatoczce znajdowały się dziesiątki maleńkich łodzi,
mieniących się w promieniach slońca teczą kolorów.
Adam
zwariował z apartem probójąc uchwycić niezwykłą malowniczość
obrazu znajdującego się przed naszymi oczami. Spogladając na
sylwestki rybaków zarzucających sieci na tle drewnianych łodzi
miałam wrażenie pewnej nierzeczywistości, bajkowości i cudowności
momentu.
Wedrując
dalej dotarliśmy do skalistego wzgórza, zamykającego zatoczkę.
Podażajac
tajemniczą ścieżką pośród gęstych zarośli dotarliśmy na
drugą stronę, skąd rozpościerał się przecudny widok na otwarty
ocean.
Żeby
trafić do tego miejsca musieliśmy najpierw pokonać trudną drogę,
która ł przez strome, porośniete kaktusami i innymi egzotycznymi
roślinami zbocze, a także wspinać się po skalistych, śliskich
ścianach przy pomocy znajdujących się tam lin.
Przeprawa
na drugą stronę okazała się sporym fizycznym wysiłkiem, jednak
widoki zrekompensowały wszystko. Niedostepność tego miejsca
czyniła je niezwykle wjątkowym. Po raz kolejny już dziś byliśmy
tylko My i ogromny ocean.
W
drodze powrotnej ponownie mijaliśmy uroczą wioseczkę, która w
świetle zachodzącego slońca jawiła się jak sen. Widok ten po raz
kolejny nas zahipontyzował. Oniemiali wpatrywaliśmy się w kontury
łodzi na tle rożarzonego, czerwonego nieba i chcieliśmy żeby
chwila ta, nigdy się nie kończyła.
Przepyszna
kolacja na nocnym targu dopełniła ten niezwykły dzień.
Po
raz kolejny, bez większego zastanawiania zamówiłam pad thai -
cudowną kombinację makronu, owoców morza, warzyw, kiełków soi,
przypraw i orzeszków ziemnych. Adam
wziął zasmażne muszelki z warzywami. Calość idealnie dopelniły
zimnie koktajle ze swiezych owoców.
To
był naprawdę wyjatkowy dzień.
Ale
to nie małpy, ocean, wiatr i widoki zdecydowaly o jego urodzie, ale
my sami.
Obudziliśmy
się w magicznym nastroju i pozwoliśmy tej magii trwać długie
godziny.
Miałam
wrażenie niezwykłej jasności umysłu, wyciszenia i spokoju, które
opanowało całe moje ciało i umysł. Czułam się częścią
przyrody, malutkim trybikiem wszechświata i było mi z tym cudownie.
Spoglądałam
na Adama i wiedziałam, że czuje to samo.
Wiatr od oceanu (świt)
Pierwsze chwile nad wodą
Łodzie w zatoce
Maupy
Świątynia na Małpiej Górze
Maupy cd.
Port
Obiadek
Wędrowka (wspinaczka) po parku
Widok na zatokę
Zachód
Komentarze (3)
Napisz komentarz
Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
*Odśwież* swoją przeglądarkę by dokonać zmiany kodu przed użyciem przycisku 'wyślij'.