Tekst: Natalia Myszkowska, wspolpraca: Adam Minski
Dwa
dni i dwie noce – tyle wlasnie czasu spedzilismy w chinskim pociagu na trasie
Xi’an – Kunming. Niestety, choc gotowi bylismy zaplacic niemal dwukrotnosc ceny
normalnego biletu, nie udalo sie nam kupic ani bezposrednich biletow, ani
miejscowek w przedziale sypialnym. Dlatego wizja podrozy na lezaco znikla,
zanim sie jeszcze tak naprawde pojawila.
Niewygody
i brak komfortu sa wpisane w kazda trampingowa wyprawe. Decydujac sie na
wyjazd, liczylam sie oczywiscie z tym, ze czesto bedzie mi trudno i zle. I
rzeczywiscie – podczas naszej drogi przez Azje dane mi bylo doswiadczac naprawde
ekstremalnych stanow ducha: od zachwytow nad pieknem krajobrazu po czysto
fizyczne reakcje organizmu na roznego rodzaju uciazliwosci. Zawsze jakos
wytrzymywalem, jednak tym razem bylam naprawde o krok od prawdziwego obledu.
Opisem
swoich przezyc chce pokazac, ze podroz to nie tylko nieustajaca sielanka i
pocztowkowe zdjecia. To takze „krew, pot i lzy”, z ktorymi trzeba sie liczyc i
do ktorych trzeba niestety przywyknac.
Przez
dlugi czas staralam sie zachowac spokoj. Gleboko oddychalam i myslalam o
pozytywnych rzeczach, ale w pewnym momencie po prostu peklam. Rozsypalam sie na
male, drobne kawaleczki i nie bylam juz w stanie udzwignac otaczajacej mnie
rzeczywistosci. Sprobuje opisac w skrocie ten proces.
Na dworcu w Xi’an
Jak to sie zaczyna
Siedzisz
na twardym siedzeniu z niemal pionowym oparciem. Najpierw pojawia sie lekka
irytacja – taki normalny odruch na niewygode, na ustawiczne spluwanie Chinczykow
i na monotonie trasy. Siegasz wiec po cos do jedzenia, bo masz nadzieje, ze to
Cie pobudzi i doda energii. Niestety, wartosci odzywcze chinskiej zupki nie sa
w stanie zaspokoic Twoich potrzeb. Sztucznie zapelniony (albo zapelniona)
wracasz do swoich zajec.
Probujesz
sie na czyms skupic. Najpierw bierzesz do reki sudoku, ale po pewnym czasie nic
Ci juz nie wychodzi, a naprawianie popelnionych bledow doprowadza Cie do furii.
W koncu okreslasz zabawe mianem glupiej i nudnej, i porzucasz ja na rzecz
przewodnika. Lecz i jego lektura szybko Cie meczy – nie jestes w stanie
przyswoic zadnej informacji, wszystko zlewa sie w jedna, plaska calosc. Takze
muzyka przestaje brzmiec – Sade moglaby byc Nickiem Cave'm, a Nick Cave Lechem
Janerka. Czujesz tylko podrazniajacy uszy plastik swoich sluchawek.
Rzucasz
wiec wszystko i pragniesz skupic sie juz tylko na swoich myslach. Tylko ze
nagle odkrywasz, ze ich nie masz! Nic nie mowiace i nie znaczace obrazy
przesuwaja sie wolno przed Twoimi oczami. Czujesz wszechogarniajaca Cie apatie,
jestes jak warzywo.
Wszystkie odmiany bolu
Sa
jednak bodzce, ktore Twoj mozg wciaz odbiera, i to z potrojna sila: to
odczuwalnosc fizycznego bolu, ogarniajacego swym zasiegiem kazdy zakamarek
Twojego ciala. Bol, w zaleznosci od pozycji przybiera rozne formy – od spuchnietych
i scierpnietych stop, przez paraliz w lydkach, az po uczucie permanentnego polaczenia
posladkow z twardym siedzeniem.
Rownolegle
wystepuje tez przejmujacy bol kregoslupa w kazdej jego czesci, uporczywy bol glowy,
szyi i oczu, a takze nakladajacy sie na to wszystko rozdzierajacy bol duszy. Kazda
zmiana ulozenia ciala sprawia, ze robi sie coraz gorzej.
Nie
masz jednak zbyt wielu mozliwosci. Manewrowac mozesz wlasciwie tylko nogami, bo
jesli chodzi o korpus i glowe, to wlasciwie jedyna dostepna mozliwoscia jest
opcja „na bacznosc”. No chyba, ze jestes szczesliwym posiadaczem miejsca przy
oknie i stoliku – wtedy wybor opcji jest troche wiekszy. Wydaje sie jednak, ze
tutejsi maja zdumiewajaca zdolnosc do kompresji – tu zegna reke, tu podkurcza noge
i oto z siedzacego Chinczyka robi sie Chinczyk lezacy.
Chinczycy w stanie
kompresji
Ty
jednak nie jestes Chinczykiem. Trwasz zatem w swojej zastyglej pozie ze
zduszonymi wnetrznosciami przez kilkanascie godzin, cieszac sie ze w ogole mozesz
siedziec, gdyz wokol siebie widzisz smutne, udreczone oczy stojacych pasazerow.
Czujesz sie niemal jak Neo z „Matrixa” – wybrancem z numerem siedzenia na
bilecie.
Mimo
wszystko cierpisz. Po cichu odliczasz godziny do zakonczenia tych tortur.
Chcesz urozmaicic sobie podroz spacerem po wode do kolejnej chinskiej zupki,
lecz szybko okazuje sie, ze i to jest czescia twojego dramatu. Wagon z wrzatkiem
znajduje sie w linii prostej jakies dwa kilometry od Ciebie, ktore musisz
pokonac przedzierajac sie przez geste jak tropikalna dzungla zapory z Chinczykow.
W wagonie
Inny swiat
Chinczycy
sa zreszta bardzo znaczacym skladnikiem Twojej tragedii. Doprowadzaja Cie na
krawedz rozpaczy brakiem jakiejkolwiek kultury – maja obrzydliwy zwyczaj
spluwania slina na podloge, a nastepnie rozmazywania jej butem. Swoja droga,
pluja nie tylko w pociagu, ale takze w sklepach, na ulicy, w restauracjach i
wszedzie, gdzie tylko sa. Ohydny jest nie tylko sam widok sliny, ale takze odglos
wydobywania flegmy z gardla – charczacy, dlugi i straszliwie glosny.
Doprowadza
cie do szalu ich indywidualne pojecie przestrzeni. Nie liczac sie z nikim pala
w dusznym przedziale papieros za papierosem. Dym podraznia Ci oczy i gardlo.
Czujesz obrzydliwy zapach na swoim ubraniu i skorze.
Czasem
komus przy oknie robi sie goraco. Nie zwazajac na nikogo i na nic otwiera je
szeroko. Zimny wiatr uderza cie w twarz, uniemozliwiajac normalne oddychanie.
Po chwili kulturalnie zamykasz okno myslac, ze chodzilo jedynie o chwilowe
przewietrzenie... Mylisz sie, chodzilo o to, zeby cie wkurzyc. Chinczyk siedzacy
naprzeciw z wrednym polusmiechem na twarzy otwiera okno za kazdym razem, gdy ty
probujesz je zamknac. Poddajesz sie.
Idziesz
do ubikacji rozprostowac kosci i uspokoic rozdygotane nerwy. Kolejny blad.
Poczatkowo
stajesz w kolejce i cierpliwie czekasz, znoszac buchajacy Ci w twarz dym z
papierosow, scisk i spluwanie. W miedzyczasie dochodza inne osoby, chcace jak
ty skorzystac z toalety. Po chwili zauwazasz, ze tak naprawde nie istnieje zadna
kolejka! Silniejsi i bezczelniejsi po prostu rzucaja sie na drzwi ubikacji,
udaremniajac dostep do niej osobom stojacym tuz obok. Nikt nie zwaza na Ciebie.
Zostajesz podeptany i kilkakrotnie tracony lokciem w brzuch. Zmuszony fizjologia
przystepujesz do autentycznej walki o magiczna klamke. Przemoc skutkuje. Po pietnastu
minutach udaje ci sie dostac do srodka.
Wracasz
na miejsce i przez chwile cieszysz sie z zamknietego okna.
Cogodzinne sprzatanie
Niestety,
twoja radosc nie trwa dlugo. Siedzacy obok Chinczyk postanawia posluchac muzyki
ze swojego telefonu. Nie zwazajac na spiacych obok ludzi wlacza swoja glosna i
okropna muzyke. Czynnosc ta inspiruje innych, ktorzy robia dokladnie to samo.
Jednoczesnie
z glebi wagonu dochodza cie pijackie spiewy i nieustajacy placz dziecka. Kakofonia
dzwiekow powoli doprowadza Cie do szalu.
Robi
sie naprawde zle. Wszedzie wokol widzisz stosy porozrzucanych smieci, ktore
wywoluja w tobie odruch wymiotny. Zastanawiasz sie, dlaczego Ci ludzie wypluwaja
wszystkie pestki i resztki skorek pod siebie? Dlaczego nie jedza po prostu jablek,
bananow, ciastek i tysiaca innych rzeczy latwych do obrania i rozpakowania? I
dlaczego, na milosc boska, wszystkie smieci laduja na podlodze???
Fenomen
permanentnego jedzenia mozna troche wytlumaczyc tym, ze chinska kolej po prostu
nie dopuszcza swoich pasazerow do glodu. Srednio co piec minut przez wagon
przyjezdza wozek z roznego rodzaju napojami i przekaskami. Katem oka
dostrzegasz kawalki surowego miesa, ryb, przyprawione kurze lapki, gesie glowki
i inne ohydztwa, ktorych widoku chcesz szybko zapomniec. Z przerazeniem
patrzysz na Chinczykow, masowo rozdzierajacych plastikowe opakowania i konsumujacych
dziwna zawartosc. Tlusty sos splywa im po twarzy i rekach, by ostatecznie trafic
– gdzie? Oczywiscie na podloge.
A wozki
nieprzerwanie kraza i kraza, rozpychajac na boki stojacych w przejsciu ludzi.
Po jedzeniu, piciu, roznego rodzaju cieplych i zimnych przekaskach, pojawia sie
wozek z grami, papierem toaletowym, skarpetkami, otwieraczami, nozami i roznego
rodzaju tandetnymi artykulami AGD.
Z
czasem uswiadamiasz sobie, ze w cene biletu wliczona jest rowniez rozrywka,
polegajaca na dokladnej prezentacji wybranego produktu. Nie mozesz uwierzyc wlasnym
oczom, ale oto przed toba stoi kobieta w mundurze kolei z diodowym bakiem do
zabawy! Podrzuca przedmiot do gory, glosno zachwala i zacheca do jego kupienia.
Probujesz ogarnac rzeczywistosc, ale nim zdazysz cokolwiek pomyslec, pojawia sie
nastepny kolejarz, prezentujacy elastyczne super-rajstopy za wyjatkowa cene 10
yuanow.
Spogladasz
na otaczajacych Cie zewszad Chinczykow, majac wciaz przed oczami jaskrawe
kolory baka i czujesz, ze wlasnie teraz popadasz w prawdziwy obled.
***
Tak
to mniej wiecej wygladalo. 8-godzinny odpoczynek w Chengdu wywolal we mnie
lawine lez – przestalam byc dzielna, znoszaca wszelkie niewygody podrozniczka,
a stalam sie mala, zagubiona, nieszczesliwa Natalka, w zlym swiecie pelnym Chinczykow.
Na
szczescie nie zwariowalam, ale przejazd ta trasa uwazam za jedno z najbardziej
traumatycznych wydarzen w dotychczasowej podrozy.
Jasne strony dramatu
Jednak
pomimo tych wszystkich uniedogodnien o chinskich kolejach mozna tez powiedziec
sporo dobrego. Po pierwsze komfort jazdy na niemal kazdej trasie zalezy od
zasobnosci portfela – kazdy pasazer ma do wyboru az 4 opcje podrozy: twarde
miejsce siedzace (opcja najtansza, ktora podrozowalismy my), i dalej miekkie
miejsce siedzace oraz twarde i miekkie lozko. W tej ostatniej opcji ma sie do
dyspozycji wlasny, zamykany i klimatyzowany przedzial, w ktorym znajduja sie
tylko 4 lozka z puchowa posciela. Niestety, wariant ten jest prawie 3 razy drozszy
niz podstawowy.
Z
tego co widzielismy wynika, ze istnieje tez opcja stojaca, jednak nie ma o niej
informacji w kasach, wiec nie udalo sie nam dojsc ani do tego, jak ja kupic,
ani ile kosztuje.
W
kazdym razie wybor jest. Do tego dochodza jeszcze: punktualnosc pociagow
(niemal co do minuty), bardzo dobry stan wiekszosci torow, poprowadzonych czesto
przez trudny, gorzysty teren oraz sprawna organizacja przeplywu ludzi i
przejrzysty system informacyjny w czasie calej podrozy.
Osobna
sprawa jest troska o czystosc. Kazdy wagon ma swoja pania porzadkowa, ktora
regularnie kursuje z miotla, szmata i workiem na smieci, wydobywajac spod pasazerow
(czesto brutalnie) wszystko to, co udalo im sie w ciagu ostatniej godziny upuscic,
wypluc i wyrzucic. Mozliwe, ze gdyby uzytkownicy pociagow (zwlaszcza toalet)
wykazywali sie wieksza kultura, w srodku byloby naprawde schludnie i
przyjemnie. Tym bardziej, ze podroz w ciagu dnia umila cicha i lagodna dla ucha
muzyka z glosnikow (przerywana tylko od czasu do czasu propagandowymi piesniami
i wierszami).
Imponuje
tez gestosc sieci kolejowej oraz nowoczesnosc wiekszosci taboru.
***
Podsumowujac
– podroz chinskim pociagiem moze byc przyjemnoscia, pod warunkiem, ze ma sie
odpowiednio zasobny portfel, oraz ze trafi sie na kulturalnych wspolpasazerow.
Nam jednak dane bylo doswiadczyc prawdziwej egzotyki postaw i zachowan, ktora
dla mieszkanca Polski czy w ogole Zachodu jest trudna do pojecia i
zaakceptowania. Polecam to doswiadczenie wszystkim, ktorzy lubia mocne wrazenia
i stawiaja sobie za cel doglebne wczucie sie w klimat odwiedzanych krajow. Dla
mnie osobiscie ten jeden raz na dlugi czas wystarczy.
Natalia
Myszkowska, wspolpraca: Adam Minski / www.jaknajdalej.pl
PS. Nasze doswiadczenia z
chinskich pociagow nie ograniczaja sie tylko do trasy Xi’an – Kunming. W sumie
spedzilismy w nich 64 godziny, pokonujac w sumie ponad 3 tys. kilometrow.
Kolejne 4 tys. kilometrow spedzilismy w roznego rodzaju autobusach i busikach,
ale to juz zupelnie inna historia.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
*Odśwież* swoją przeglądarkę by dokonać zmiany kodu przed użyciem przycisku 'wyślij'.