Nasi sponsorzy
Sail and Rock Crooc
Polecamy
Koniec Swiata logo anyService logo
GORY, CHMURY I WYCHODKI
Tadzykistan (16-29.08.2009 r.)
Autor: Natalka

Tadzykistan od poczatku brzmial zachecajaco. Mialo byc przede wszystkim chlodniej, a poza tym surowo i dziko. Po 2 tygodniach spedzonych glownie w miastach chcialam pobyc troche w otoczeniu przyrody – spac pod namiotem, chodzic po gorach, pic wode z potokow, ogladac gwiazdy :-)

Tadzykistan intrygowal mnie rowniez z tego powodu, ze wielu turystow przyjezdzajacych do Azji Centralnej skupia sie czesto tylko na Uzbekistanie i Kirgistanie. Cenowo kraje te wypadaja bardzo podobnie, ale jezeli chodzi o aspekty wizualne, Tadzykistan niewatpliwie wygrywa z wszystkimi sasiadami. Dlaczego zatem tak sie dzieje? Odpowiedz przyszla sama i to w bardzo krotkim czasie, ale o tym za chwile.

Samo przekroczenie granicy bylo niesamowite. Po pierwsze zrobilismy to pieszo.
Skromne przejscie graniczne wyrastajace na pustkowiu okazalo sie wbrew temu jak wygladalo, nowoczesne. Najpierw specjalny rentgen przeswietlil nam bagaze, potem przechodzac przez kolejne bramki dopelnilismy wszystkich formalnosci i tak oto znalezlismy sie na terytorium Tadzykistanu. Przed nami rysowal sie przepiekny gorski krajobraz.

090819_przed_pamirem_105.jpg
Przejscie graniczne w poblizu Penjikentu

Od poczatku zalozylismy, ze chcemy podrozowac autostopem.
Taka forma przemieszczania z naszego punktu widzenia jest najatrakcyjniejsza, poniewaz oznacza mnostwo wrazen, nieprzewidzianych sytuacji, spontanicznych zachowan i bardzo czesto zdanie sie na los. Nas to cieszy.
Poza tym chcielismy zaoszczedzic. Tymczasem pierwszego dnia pobytu w Tadzykistanie okradziono nas. Wystarczyla chwila nieuwagi i naiwnosci, by pozbyc sie portfela pelnego pieniedzy. Bolalo. Dlugo bylam wscieklam.
Mamy jednak nauczke. Mam nadzieje, ze na calosc naszej podrozy.

Spedzilismy w Tadzykistanie 13 dni, przemierzajac kraj z zachodu na wschod, a nastepnie na polnoc, robiac okolo 1500 kilometrow. Nocowalismy w roznych miejscach - od urzekajacych dolinek, poprzez przydrozne bary, prywatne domy, miejscowe „homestay'e”, az po szpital znajdujacy sie na koncu swiata ;-). Spotkalismy roznych ludzi - zyczliwych kierowcow, sympatycznego dziennikarza, opiekuncze pielegniarki, zakrecona doktor Faride, podstepnego i zlego kieszonkowca. Niewatpliwie nasz krotki pobyt obfitowal w wiele przygod.

Jaki jest zatem Tadzykistan? Co w nim urzeka, co denerwuje? Co czyni go tak niekomercyjnym?

Najwieksze wrazenie robi przyroda.
Surowe, wysokie i zroznicowane gory ciagna sie przez cale terytorium kraju. Czasem lagodne, innym razem poszarpane, ostre i grozne. Oto Pamir, jeden z najwyzszych lancuchow gorskich na swiecie. Bywaly momenty, w ktorych znajdowalismy sie na wysokosciach podchodzacych pod 5 tysiecy n.p.m. Nagle powietrze robilo sie rzadkie, temperatura spadala o kilkanascie stopni, z trudem lapalam oddech.
Nieraz widac bylo bielutenkie szczyty 6-7 tysiacznikow rysujacych sie gdzies tam w oddali na blekicie bezkresnego nieba.
Przepieknie, magicznie, wyjatkowo!

090819_przed_pamirem_173.jpg

090822_khorog_030.jpg

090822_khorog_057.jpg

Posrod tych niezwyklych przeleczy gorskich wije sie Pamir Highway. Droga laczaca stolice Tadzykistanu, Duszanbe z wschodnia czescia kraju. Droga, ktora bynajmniej autostrada, jak nazwa mowi, nie jest :-) To niesamowicie widowiskowa i przyprawiajaca o drzenia trasa. Przerazajaco dziurawa, przerazajaco stroma, przerazajaco waska! Oj balam sie czesto, gdy wielkim samochodem ciezarowym wchodzilismy w zakret czy lawirowalismy nad kilkunastumetrowa przepascia, z ktorej straszyly wraki samochodow.

To miejsce w ktorym spotyka sie czlowiek i natura. Czlowiek wydarl droge gorom, a gory robia wszystko, by zawlaszczyc z powrotem skradziona przestrzen. Stad spadajace skaly, osypujace sie zbocza, rzeki i strumienie utrudniajace przejazd. Tylko doswiadczony kierowca, jadacy samochodem z napedem na cztery kola, moze przejechac te trase bez wiekszego ryzyka. Zadnych wrazen i adrenaliny odsylam do Tadzykistanu na Pamir Highway :-)

img_1122.jpg

090821_przed_pamirem_2_047.jpg

090819_przed_pamirem_221.jpg

090822_khorog_033.jpg

090829_osh_023.jpg

Natura zachwycala mnie nieprzerwanie.
Porywajace gory; rwace, lodowate, grozne rzeki plynace korytami posrod skal; krystalicznie czyste, porazajace blekitem jeziora; bezkresne niebo pokryte setkami tysiecy gwiazd! Takie cuda mozna ogladac tylko tutaj! :-)

Jezeli chodzi o zwierzeta, Tadzykistan to kraj typowo pasterski. Na ogromnych polaciach gorskich hodowane sa kozy, owce, krowy, konie, jaki. Urzekala mnie ich uroda - zadbane, czyste, zdrowe. Czesto, podczas podrozy na naszej drodze nagle zjawialo sie stado skladajace sie z kilkudziesieciu owiec czy krowy. Zwierzeta kompletnie ignorowaly trabienie samochodow. W powolny, spokojny sposob przechodzily przez droge, badz szly wzdluz niej, nie zwazajac nawet na karcacego je krzykiem i kijem pasterza. Tadzyckie krowy, kozy i owce sa bardzo wyluzowane i szczesliwe. Podoba mi sie to :-)

Poza przyroda w Tadzykistanie zachwycili mnie ludzie.
Niezwykle serdeczni, sympatyczni, zyczliwi i goscinni. Gdy pomysle o ignorancji z jaka traktuje sie u nas turystow, jest mi az wstyd. My od poczatku bylismy traktowani wyjatkowo i przez caly pobyt utwierdzano nas w tym przekonaniu. Stad wszystkie przejawy sympatii i niezwykla hojnosc, z ktora spotykalismy sie na kazdym kroku. Przyklady mozna by mnozyc, a im mniejszy byl to gest, tym bardziej bylismy zachwyceni.

090819_przed_pamirem_132.jpg

Pierwsza sytuacja miala miejsce tuz przy uzbeckiej granicy, w Penjikencie, gdy czekajac na naszego kierowce w jego domu, zostalismy poczestowani herbata, chlebem i przeroznymi pysznosciami, od cukierkow po suszone owoce i cieple buleczki. Bylismy zachwyceni przepychem tego stolu i jak okazalo sie potem, wiele razy goszczono nas w taki wlasnie sposob.

Kierowcy samochodow bardzo czesto czestowali nas arbuzami, winogronem i chlebem. Czestowali nas nawet Ci, ktorzy nie mogli zabrac nas do samochodu bo nie mieli miejsca, ale zatrzymywali sie zyczac nam powodzenia.  Dlatego tez nigdy nie bylismy glodni ;-)

Nasi kierowcy traktowali nas bardzo powaznie. Gdy w nocy dojechalismy do Duszanbe, nie pozostawiono nas samym sobie w obcym miescie. Kierowca zalatwil nam nocleg na trasie w ogrodzie swojego kolegi, dzieki czemu mielismy okazje spac pod gwiazdzistym niebem w przyjemna, ciepla noc.

090819_przed_pamirem_115.jpg

Innym razem, kolejny kierowca pomogl nam na posterunku policji, na ktorym znalezlismy sie przez przypadek za nieswiadome opuszczenie samochodu w miejscu, ktore stanowi strefe graniczna z Afganistanem (czekalismy w ciezarowce, az kierowca rozladuje towar w sklepie spozywczym i zniecierpliwieni wyszlismy na spacer, jak sie okazalo potem – nieprawnie opuscilismy samochod).

Wszyscy kierowcy zapisali sie w mojej pamieci jako niezwykle sympatyczni ludzie. Choc byl jeden pan, bardzo gburowaty i niemily, nie czulam sie za dobrze w jego ciezarowce. Jednak jak okazalo sie potem, ten gbur pomogl nam bardzo, gdy Adam zachorowal i gdy szukalismy szpitala.
Przyznam sie szczerze, ze w zyciu nie podrozowalam za wiele autostopem i mialam obawy z tym zwiazane, ale przelamalam wszystkie watpliwosci i juz sie nie boje:-)

Gdy w pamieci odtwarzam akty zyczliwosci najbardziej chyba urzekla mnie pani z biegajaca obok niej oswojona kozka podczas jednego z noclegu w uroczej dolince nad rzeka.
Kobieta wielokrotnie przynosila nam na polanke dzbanuszek herbaty, buleczki, ale najbardziej zachwycily mnie swiezo wyrwane i umyte marchewki!
Szczerosc tego gestu byla wrecz powalajaca.

090819_przed_pamirem_163.jpg

090819_przed_pamirem_176.jpg

Pewnego dnia czekajac przy drodze na jakikolwiek przejezdzajacy samochod zostalismy poczestowani herbatka przez pewnego dziennikarza. Bylismy goszczeni na trawie, smakujac wszystkie pysznosci jakie znajduja sie zazwyczaj w zestawie herbacianym podawanym w Tadzykistanie ;-) Pan Abdul Mirzo przeprowadzil nawet z nami wywiad do lokalnej gazetki, w ktorej pracuje. Gdy zaczelo sie sciemniac skorzystalismy z zaproszenia i rozbilismy namioty na ogrodku u nowo poznanego przyjaciela. Wieczorem zostalismy zaproszeni ponownie na „herbatke”.

Tym razem zwyczajowa „herbatka” okazalo sie suto zastawionym stolem, ktory przeszedl nasze wszelkie wyobrazenia. Bylo na nim wszystko czego mozna zapragnac! Z trudem ogarnialismy nowe smaki i ilosc jedzenia.

090822_khorog_022.jpg

090822_khorog_028.jpg

Zachwycilo mnie zderzenie prostego, skromnego zycia, z wiedza i madroscia poznanego mezczyzny. Wraz z zona wyksztalcili synow, ktorzy pracuja teraz w Malezji i Moskwie. Oni sami wioda swe zycie w malenkiej wiosce, ktorej rytm dnia wyznacza ciezka praca, maja jednak dostep do swiata poprzez telewizje satelitarna, telefony komorkowe i filmy ogladane na DVD, a pan Abdul, gdy pisze swoje artykuly, uzywa laptopa. Wymienilismy sie e-mailami i zamierzamy kontynuowac te znajomosc, bo dobrych ludzi wokol nigdy za malo :-)

Goscinnosc Tadzykow osiagnela apogeum, gdy okazalo sie, ze leczenie i pobyt w szpitalu, w ktorym musielismy polozyc Adama, sa bezplatne. Sytuacja byla na tyle powazna, ze gotowi bylismy zaplacic kazda kwote, zeby tylko zbic Adamowi goraczke. Pieniadze okazaly sie jednak zbedne.

Przyznam sie, ze nie slyszalam jeszcze o kraju, w ktorym leczenie obcokrajowcow byloby bezplatne. Nie wiem tylko, czy to Tadzykistan czy tylko Murghab jest tak wyjatkowym miejscem :-)

Pozostajac w tematyce chorob, chcialabym wspomniec o naszych doswiadczeniach w tej kwestii.
Przebywanie na takich wysokosciach oznaczalo niestety zetkniecie sie z choroba wysokosciowa.
Duzo czytalam na jej temat, chcac w jakis tam sposob przygotowac sie do niej. Niestety na marne - choroba i tak nas dopadla.

Ja, Wiciu i Sylwia przez dwa dni odczuwalismy okrutne katusze. Mielismy problemy z zlapaniem oddechu, doskwieral nam dotkliwy bol w klatce piersiowej i okropny bol glowy. Bylismy kompletnie bezbronni.

Objawy ustaly po dwoch dnia, gdy organizm przywykl do wysokosci 3,7 tys. m n.p.m.
Znajdowalismy sie wtedy w miejscowosci Bulunkul, gdzie planowalismy przez 3 dni chodzic po gorach, w rezultacie jednak wiekszosc czasu spedzilismy w miejscowym „homestay'u” wijac sie z bolu.

Adam czul sie wysmienicie, ale tez tylko do czasu.
Zaczelo sie od niewielkiej goraczki, ktora z czasem przerodzila sie w 41 stopni na termometrze.
Udalo nam sie jakos wydostac z Bulunkul (wierzcie mi, to wioska na koncu swiata!) i trafilismy do troche wiekszej wioski – rowniez znajdujacej sie na koncu swiata, ale chyba tym drugim ;-) - o nazwie Murghab, gdzie Adam otrzymal opieke lekarska.

Dotarlismy tam okolo godziny 20, wszystko tonelo w ciemnosciach, ale po doswiadczeniach z Bulunkul nie bylismy zdziwieni brakiem pradu.

Adam trafil pod opieke doktor Faridy, majacej nocny dyzur w malenkiej salce robiacej za pogotowie nocne. Jego stan byl bardzo powazny, dostal zastrzyk na zbicie goraczki i kroplowke.
Po ciezkiej nocy trafilismy do szpitala, nie wiedziec czemu na oddzial zakazny.

Nie bylo wiekszej poprawy. Lekarz przepisal Adamowi serie zastrzykow antybiotyku i kroplowke.
Dostalismy pokoj wygladajacy jak prawdziwa cela wiezienna – dwie prycze, brudne sciany, nieszczelne okna, brak pradu i wody (murghabski standard ;-)). Najblizszy wychodek znajdowal sie 200 metrow od oddzialu, co bylo powaznym problemem, bo Adam mial rowniez powazne problemy z zoladkiem. Lekarz stwierdzil potem, ze to jakas bakteria, ktora nalezalo zabic antybiotykami.

Wyglad szpitala nie swiadczyl jednak wcale o jakosci opieki. Wrecz przeciwnie! :-)

090827_murghab_118.jpg

090829_osh_002.jpg

Dyzurujace pielegniarki z wielkim oddaniem i poswieceniem dbaly o swojego, jedynego chyba w tym czasie, pacjenta. Czesto przychodzily do pokoju pytajac sie o samopoczucie, mierzyly temperature, regularnie dawaly zastrzyki, a ostatniego dnia jedna siostra pobrala nawet krew do badania (choc nie wiemy po co, bo wynikow nie otrzymalismy :-))

Zadziwiajaca byla dbalosc o czystosc w tym skromnym i surowym szpitalu.
Kazdego ranka do pokoju wkraczala pani sprzataczka wymiatajac twarda miotla z surowej, drewnianej podlogi kurz, a nastepnie calosc przecierala szmata.

Tych kilka dni kosztowalo mnie wiele stresu i nerwow, ale teraz wszystko jest juz w porzadku.
Adam jest zdrowy, mocno schudl, ale wraca do formy. Przed nami jeszcze dluga droga. Mam szczera nadzieje, ze etap chorob mamy juz za soba :-)

Podczas pobytu w Tadzykistanie trafialismy czasem w niezwykle miejsca, jakby z innego swiata.
Do jednego z nich niewatpliwie nalezy wspomniany wyzej Bulunkul.
Jest to malenka miejscowosc, znajdujaca sie mniej wiecej w polowie drogi miedzy Khorog a Murghab, 16 kilometrow od „glownej” drogi.

Wioska sklada sie z 35 domow i okolo 250 mieszkancow. Na pierwszy rzut oka wydala mi sie jakims wyludnionym, zniszczonym przez kataklizm miejscem. Jednak po jej oswojeniu wyodrebnilam domy, zagrody dla zwierzat, studnie i wychodek.

090827_murghab_091.jpg

090822_khorog_045.jpg

Calosc to jednak cos niesamowitego! Nie ma tu pradu, ani stalego doplywu dobr z zewnatrz. Ludzie sami wyrabiaja wszystkie niezbedne produkty i jedzenie. Jest szkola i homestay, przyjmujacy latem turystow z calego swiata, chcacych pochodzic po gorach. Dzien tutaj zaczyna sie wraz ze wschodem slonca i jest po brzegi wypelniony az do zmierzchu. Kazdy mieszkaniec to jakby trybik ogromnej maszyny, dzieki ktorej funkcjonuje miasteczko – praca przy zwierzetach, gotowanie, pranie, pozyskiwanie opalu, opieka nad innymi... Jest w tym wszystkim niezwykla spojnosc i logika. Szybko jednak zaczelam dusic sie w tym miejscu. Chociaz raczej nie jestem dzieckiem cywilizacji, to powietrza do zycia jednak potrzebuje, a na tej wysokosci bylo go dosc malo :-)

090827_murghab_098.jpg

090827_murghab_111.jpg

090822_khorog_047.jpg

090822_khorog_042.jpg

090827_murghab_070.jpg

090827_murghab_075.jpg

Kolejnym niezwyklym miejscem na naszej drodze byl Murghab, duzo wieksza miejscowosc, majaca jednak wiele wspolnych cech z Bulunkul. Domy wygladaja tam, jakby ktos je wlasnie zbombardowal. Jest szpital, Toko-shop (od imienia wlasciciela - Toko), kilka studni i przedziwny bazar skladajacy sie z blaszanych kontenerow z drewnianymi drzwiami. Cale miasteczko spowite jest kurzem, piaskiem i niemilosiernym sloncem swiecacym nieprzerwanie od rana do wieczora.

Wraz ze zmrokiem zapadaja niesamowite ciemnosci, z racji tego, ze dawkowana jest ilosc pradu.
Mieszkancy zdaja sie byc  jednak w swoim swiatku szczesliwi.

Zadziwiajace jak szybko i my przyzwyczailismy sie do takiego stanu rzeczy.
Zaakceptowalismy rzeczy na ktore przeciez nie mielismy wplywu – oblesny wychodek, ograniczony dostep do wody, pradu i wielu produktow. Cieszylismy sie tym, co bylo.

090828_murghab_045a_kopia.jpg

090828_murghab_026.jpg

090828_murghab_022.jpg

090828_murghab_018.jpg

090828_murghab_068.jpg

090828_murghab_066.jpg

090829_osh_011.jpg

Bulunkul i Murghab to niezwykle miejsca, ktore na dlugo pozostana w mojej pamieci.
Tadzykistan jest jednak bardzo zroznicowanym krajem. Stolica jest jednym z nowoczesniejszych miast w Azji Centralnej, a w Khorog znajduje sie oddzial Uniwersytetu Azji Srodkowej. Wiekszosc mlodych ludzi zdaje sie mowic po angielsku, jest szybki internet i mozna zjesc pyszne frytki:-)

Dlaczego zatem Tadzykistan jest mimo wszystko niekomercyjny?

Po pierwsze z powodu trudnosci komunikacyjnych miedzy wschodem, zachodem a polnoca. Owszem, wszedzie sa drogi, ale ich stan mozna okreslic jako tragiczny. Do tego dochodzi stopien niebezpieczenstwa, jaki towarzyszy przeprawom przez wysokie przelecze. Potrzeba czasu, cierpliwosci, odwagi i... zdrowia :-)

Wizyta w Pamirze w wiekszosci przypadkow oznacza zetkniecie sie z choroba wysokosciowa, ktora dopada organizm przewaznie na wysokosci ok. 3 tys. m n.p.m. Niestety, jestesmy wowczas skazani na takie dolegliwosci jak goraczka, nudnosci, bol glowy, rozwolnienie.

Do tego wszystkiego zawsze mozna utknac gdzies na koncu swiata w miejscowosci takiej jak Bulunkul z powodu choroby czy trudnosci z zalatwieniem transportu ;-)

090819_przed_pamirem_209.jpg

090821_przed_pamirem_2_004.jpg

090821_przed_pamirem_2_050.jpg

Tadzykistan jest zatem idealny jedynie dla osob spragnionych niezwyklych wrazen, majacych duzo wolnego czasu, lubiacych adrenaline i nowosci pod kazda postacia.

Nie ukrywam, bylo mi ciezko. Czesto wsciekalam sie na sytuacje, w ktorych sie znalezlismy.
Trudno mi przywyknac do swojego nowego imag'u – brudne, rozciagniete spodnie, spocona koszulka, zakurzone buty, tluste wlosy. Tak czesto pragnelam wziac prysznic, miec swieze ubranie, czyste paznokcie... Nie wiem jak to bedzie, moze w koncu przywykne do wszystkich nieudogodnien, zaakceptuje swoj nowy wyglad, jak zaakceptowalam ciemnosci w Murghab i okropny wychodek ;-)

Dzis, patrzac przez pryzmat dwudniowego pobytu w klimatyzowanym milym hotelu w Osh w Kirgistanie, z usmiechem na twarzy wspominam Tadzykistan. Potrafie cieszyc sie jak szalona z pradu, wody, papieru toaletowego, czystego ubrania czy ogolonych nog ;-) Znowu jestem soba! ;-)

Dobrze wiedziec, ze zawsze mozna powrocic do znanych standardow – zmyc kurz z ciala, wyprac ubranie.

Podczas tej podrozy zdarzaly sie tez jednak rzeczy trwajace raz, niepowtarzalne chwile i momenty, dla ktorych warto zniesc bylo kazda niewygode :-)

Bez watpienia nalezy do nich jazda przez gory na otwartej pace. To niesamowite uczucie wiatru na twarzy i wlosach. Poczucie przygody, wolnosci i przestrzeni.

090819_przed_pamirem_213.jpg

090822_khorog_012.jpg

Nigdy przedtem nie widzialam tez tak gwiazdzistego nieba. Bylo tak jasno, tak magicznie i wyjatkowo.
Przebywajac wsrod przyrody czlowiek nabiera nowego spojrzenia na siebie i rzeczywistosc znajdujaca sie wokol. Uswiadamia sobie swoja malosc i nabiera pokory do Matki Natury.

Jestem zachwycona. Pragne wiecej :-)


090819_przed_pamirem_206.jpg

090819_przed_pamirem_207.jpg

090821_przed_pamirem_2_031.jpg



  Bądź pierwszym który skomentuje
RSS komentarzy

Napisz komentarz
  • Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
  • *Odśwież* swoją przeglądarkę by dokonać zmiany kodu przed użyciem przycisku 'wyślij'.
  • Zachowaj w pamięci treść jeżeli pomyliłeś kod.
Imię:
E-mail
BBCode:Web AddressEmail AddressBold TextItalic TextUnderlined TextQuoteCodeOpen ListList ItemClose List
Komentarz:



Kod antyspamowy:* Code
Chcę być powiadamiany emailem o dodaniu nowych komentarzy

 
Nasi patroni medialni
National Geographic Traveller npm magazyn turystyki górskiej Radio Merkury Onet.pl