| Podróż Urszuli i Roberta na Bornholm |
|
Bornholm... W przedsionku Skandynawii...........
Odpływamy...w oddali majaczy we mgle port w Kołobrzegu...stare opuszczone budynki jak z horroru odbijają się w spokojnej tafli Bałtyku i machają na pożegnanie powybijanymi szybami. Widok nieco żałosny, ale bezsprzecznie jakiś pisarz mógłby umieścić tu akcję dobrej powieści, której bohaterowie odkryliby tajemnice wszechczasów między rybackimi kutrami...Katamaran kołysze i powoli zasypiamy bezwiednie z nadzieją, że obudzimy się już w innym świecie...
![]() ![]() ![]()
Wypełniony po brzegi turystami prom zapowiada ogromną ilość ludzi na wyspie. Wyobrażam sobie w półśnie jak wszyscy wylewają się na ląd niczym z amerykańskiego wieżowca w porze lunchu...wycieczka, kolonia, rodziny z dziećmi, z ich nocnikami i całym inwentarzem...Ku naszemu zaskoczeniu ludzie rozsypują się gdzieś po wyspie i po krótkim wyładunku pozostajemy w porcie niemal sami. Odjeżdżają ostatnie rowery z przyczepkami i port pustoszeje...Pierwszy posiłek nad brzegiem morza i wyruszamy z dużym obciążeniem w poszukiwaniu pola namiotowego...Po kilkunastu podjazdach, które jak po nieprzespanej nocy i upale okazują się wyczerpujące, znajdujemy „lejrplads”- niewielką łąkę na skraju lasku z widokiem na morze. Łąki nikt nie pilnuje, brak budki recepcjonisty...jak się przekonamy już niedługo brak jakiejkolwiek kontroli to atrybut całej wyspy... To małe eldorado, gdzie gdy tylko staniesz na skrawku tej wyspy masz nieodparte poczucie bezpieczeństwa, gdzie nikt nie zamyka rowerów, spokój i cisza unoszą się w ciepłym nasyconym wilgocią powietrzu... Rozbicie namiotu, 10 minut i wyruszamy dalej...
![]() ![]() Już pierwsze miasteczko uchyla rąbek piękna tej krainy, typowo wyspiarskiego charakteru. Przemierzamy wąskie puste uliczki, mijamy kolorowo pomalowane, zadbane domki, a jeden ładniejszy od drugiego. Wszystko to z perspektywy nieśpiesznego rowerzysty...Nie ma nic przyjemniejszego nad beztroskie zagubienie się w tych stylowych uliczkach i poczucie jakby czas zatrzymał się w miejscu, albo co najmniej płynął wolniej. Już wiemy, że to magiczna wyspa i jakby zawieszona między teraźniejszością a przeszłością... Kopalnia staroci, zadbanych, przekazywanych z pokolenia na pokolenie, starannie dopasowanych do dzisiejszych czasów.
Nazajutrz wyruszamy na najdalej wysunięty na północ cypel wyspy. Droga rowerowa prowadzi dość stromymi podjazdami ale, co sprawia nam największą frajdę, po każdym męczącym podjeździe czeka nas „zabójczy” zjazd. Zaczynamy obawiać się o nasze rowery, które nie znały dotąd takiej prędkości przy nachyleniu powyżej 15 stopni, czy wytrzymają i czy kolejny ze zjazdów nie skończy się jazdą tyłkiem po asfalcie. Nieodzownym elementem krajobrazu na całej wyspie są wiatraki....czyste i zadbane jak cała wyspa są zazwyczaj prywatną własnością mieszkańców. Do każdego z nich można wejść i przyglądnąć się starym mechanizmom, które niegdyś napędzały wiatrak. Mijamy zachwycające wrzosowiska i docieramy do wysokiego klifowego wybrzeża na skraju którego już za chwilę czeka nas włóczęga po starych, średniowiecznych ruinach zamku i dawnych fortyfikacji na granitowych urwiskach. Z tego miejsca przy ładnej przejrzystej pogodzie można dojrzeć brzeg Szwecji. Urokliwe miejsce- Hammershu s- tym bardziej, że zaczyna się powoli ściemniać a my mamy jeszcze kilkadziesiąt kilometrów drogi powrotnej... Wracamy już po zmroku ścigając się z zaciągającą się nad wyspą bajkową mgłą. Przeświadczeni, że z mgły prędzej czy później powstanie deszcz, przemierzamy przez kolejne miasteczka...Jednak jak się okazuje nawet największa mgła i chmury nie są symptomem deszczu i brzydkiej pogody. Zdaje się jakby ta mała wyspa miała nad sobą ogromny parasol...czasem wydaje się że krach pogodowy jest niemal pewny, jednak już za chwilę świeci słońce...przeciwieństwo Irlandii....nasuwa się natychmiast do głowy. Wyspa chce podarować turystom słońce niemal każdego dnia...taka słoneczna enklawa Bałtyku...
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
Kolejny dzień- udajemy się na południe wyspy, zupełnie inne niż północna jej część. Piaszczyste i czyste plaże nazywane „Majorką Bałtyku” i przejrzysta woda zachęcają do kąpieli...Rozległe wydmy pokryte miejscami wrzosami robią duże wrażenie. Biały drobniutki piasek- prosto do klepsydry - podziwiamy po pokonaniu 200 schodów latarni morskiej. Plaże otoczone są rozległym terenem wydmowym. Na Bornholmie nie ma zakazu spacerowanie po wydmach...co w Polsce mogłoby skończyć się zniknięciem wydm z powierzchni ziemi...Spacerujemy więc wzdłuż wybrzeża i tak dobiega końca nasz kolejny dzień. Nazajutrz rozpoczyna się ostatni dzień naszego pobytu na wyspie, południe...już za kilka godzin będziemy na powrotnym promie do Kołobrzegu. Dzień podsumowań i krótkiej wycieczki po okolicy. Pożegnanie z małymi, czystymi miasteczkami portowymi, gdzie kolorowe uliczki prowadzą turystę odkrywając z każdą chwilą swój urok, gdzie każdy dom ma swoje imię, historię, duszę i niepowtarzalny charakter i styl. Przemykające przez połacie pól szaraki przestają nas powoli dziwić, tylko jeż stający nam na drodze zdaje się przyglądać nam z większym zdumieniem niż my jemu...
Czego na pewno nie doświadczysz na wyspie?...głośnej muzyki wydobywającej się z budki z hot - dogami, i z drugiej i z trzeciej, a wszystkie na tej samej ulicy, a jedna przekrzykująca drugą...przesypujących się śmietników, których nikt nie opróżniał od niepamiętnych czasów...walających się po ulicach śmieci, puszek, reklamówek, foliowych torebek (bo tych nie otrzymasz nawet w najtańszej sieci Netto)... pędzących z ponadczasową prędkością samochodów, które będą na Ciebie trąbić albo w ogóle nie zatrąbią tylko przejadą Cię na przejściu dla pieszych...firanek w oknach domów- okna ozdobione bibelotami są raczej zwierciadłem duszy domu, ukwiecone parapety i kompletny brak pruderyjności...możesz z powodzeniem dowiedzieć się jak wyspiarscy Duńczycy spędzają wieczory...
Wyspa zachęca swoją ciszą, czystością i spokojem. Tym
bardziej żal nam ją opuszczać...ale jeszcze tu wrócimy...
|
||||||||







































Bądź pierwszym który skomentuje




