| Szwendango nad Wartą (luty 2009) |
|
Miejsce: Poznań - od Lotosu przy AWF-ie do Dębiny i z powrotem
Skład:
Natalia
M., Siosterek, Sylwiątko (tzw. Malizna), Agata - Granulka, Jadzia, Rafał, Filip, ja, tzw. Psanki, czyli Nuka (pies) i Sanki (sanki) oraz Wódka Żołądkowa Gorzka 0,7 l o smaku miętowym.
Twórcą idei Szwendang i ich niestrudzonym animatorem jest nasz lokalny ratajski Petroniusz - Filip B. Również tym razem to on zaproponował termin i wykonał niezbędny marketing, w wyniku którego przy stacji Lotosa tuż przy moście Jadwigi stawiło się aż 8 osób. Chętnych było więcej, ale rozmaite okoliczności nie pozwoliły im do nas dotrzeć. Kochani, nie martwcie się! Następne takie wyjście będzie na bank już niebawem, bo ta edycja po raz kolejny udowodniła, że każdy wolny wieczor bez Szwendanga jest wieczorem straconym.
Żołądkowa Gorzka została przez Natalię i przeze mnie dyskretnie uruchomiona już w tramwaju (ale tak, żeby nie gorszyć współpasażerów i nie prowokować dzielnej poznańskiej Straży Miejskiej, której jednym z wielu obowiązków jest ściganie takich żulo-meneli jak my). Przy Lotosie połączyliśmy się z Sylwiątkiem, Filipem i Siosterkiem (niestety-stety zmotoryzowanym), a po niezadługim czasie dołączyli do nas Piastowianie, czyli Agata, Jadzia, Rafał i Psanki.
I tak około godziny 20.00 ruszyliśmy przez syberyjskie śniegi i biebrzańskie błota ku naszej wspanialej rzece Warcie. Tam z inicjatywy Sylwiątka, Siosterka i Filipa powstał Bałwan - Hermafrodyta, któremu Sylwia nie wiedzieć czemu nadała rysy twarzy Adama Mickiewicza z poznańskiego pomnika. Ku pamięci potomnych należy napisać, że męski organ dla B-H pieczołowicie i z czułością wyrzeźbił Filip, a bujne piersi ze sterczącymi na mrozie sutkami są dziełem Natalii. A oto plon naszej wspólnej pracy:
![]() ![]() ![]()
Dokonawszy aktu stworzenia B-H, ruszyliśmy dalej. Żołądkowa Gorzka intensywnie krążyła, a że nie wszyscy byli chętni do konsumpcji, częstotliwość powrotu butelki był dość wysoka. Co zasadniczo cieszyło.
![]() Wędrujemy ![]() Pijemy ![]() My \Filip jako Leniwiec ![]()
Kolejnym punktem programu było ognisko, subtelne, nieinwazyjne i całkowiecie bezpieczne. Podniecaniem płomieni zająłam się ja we własnej osobie, ale musze przyznać, że ogień buchnął dopiero wówczas, kiedy Filip i Natalia odśpiewali Bogurodzicę. Niemniej cel został osiągnięty. Bogurodzica dała impuls do dalszych chóralnych śpiewów, wszedł między innymi żelazny repartuar w postaci piosenek Demarczyk i Kaczmarskiego.
![]() Podniecam ![]() Przy ognisku ![]() Jadzia i Filip ![]() Jakieś ginekologiczne ujęcie
Powrót na Lotosa upłynął
nam na egzystencjalnych rozmowach o życiu i śmierci, z ktorych wnioski
zapadły się gdzieś w mrokach niepamięci. Niemniej wypad ten niewątpliwie bardzo nas wzbogacił - moralnie i duchowo jesteśmy
lepszymi ludźmi. Filipie, dzięki - czekamy na kolejne propozycje Szwendang!
A, i jeszcze wielkie podziękowania dla Siosterka za odwiezienie Sylwii, Natalii i mnie do domów. Nie wiadomo, czy byśmy trafili gdzie trzeba bez tej samarytańskiej posługi. Dzięki! ![]() Finisz
|
||||||||






























\





Bądź pierwszym który skomentuje




