Miejsca: Bunkry i fortyfikacje Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego
Skład: Kaszubka, Ania Kowalska, Łukaszek, Jarosław, Sierosław, Rafcio i ja
Termin: 10-11 października 2008 r.
Fotki poniżej w większości są moje, natomiast tekst jest autorstwa naszego bunkrowego guru - Łukaszka. Podziękowania i szacun za organizację wyjazdu. I przy okazji pozdrowienia dla napotkanej przy moście ekipy ze Świebodzina!
Skład wyjazdu:
Kaszubka Ania Kowalska Łukaszek Rafciu Jarek Sierosław Adam czyli ja
A poniżej zapowiadany wcześniej tekst Łukaszka:
***
A więc
stało się...
Planowany
od dłuższego czasu wypad na MRU doszedł do skutku.
Miejsce
spotkania – tradycyjne jak dla tego typu imprezy – Dąbrowskiego 441, godzina
też tradycyjna – 16:30.
Plan był
tradycyjnie w mojej głowie – bo oczywiście podczas tego typu wyjazdów ilość
nieprzewidzianych zdarzeń była dość wysoka.
O
(prawie) zaplanowanej godzinie ruszyliśmy na Zachód :-)
Grupa warowna Schill - tu spaliśmy
Schill cd.
Wciąż Schill
Przed Schillem
Po
dojechaniu w okolice MRU było już ciemno, co znacznie utrudniło nam pierwsze
zadanie – znalezienie wejścia na odcinek centralny, ponieważ nasze tradycyjne
zejście okazało się niestety tym razem bardzo skutecznie zamknięte. Zajęcia w
podgrupach – czyli poszukiwanie innych wejść – nie przyniosły efektu w związku
z czym padło magiczne hasło Schill.
Przyjęliśmy
więc kierunek powrotny i po krótkim czasie znaleźliśmy się pod mostem J gdzie nastąpiło małe
przeformowanie sił i środków (czyt. wypakowanie się z samochodu), a następnie
ruszenie na WG Schill. Tu zostaliśmy przywitani prawie chlebem i solą, czyli
tradycyjnie otwartym wejściem oraz pustą naszą komnatą do spania.
Mordo ty moja Na dachu
Tym razem
bez oglądania budowli, po szybkiej kolacji i herbatce wylądowaliśmy w
śpiworach.
Następny
dzień to oczywiście ustalanie od samego poranku planu. W związku na pewne
okoliczności zadecydowaliśmy, że najpierw obejrzymy parę miejsc, a potem
ćwiczenia na sąsiednim moście. Zwiedzanie zaczęliśmy więc od obiektów, na
których spaliśmy. Następnie kierunek na Pz.W 743 gdzie ważyły się decyzje –
zjeżdżać czy nie zjeżdżać. Z racji, że godzina była jeszcze wczesna wdepnęliśmy
na Pz.W 741 oraz tradycyjnie na MG.St. u Pak 745. Po tej porannej rozgrzewce
wróciliśmy na most, ale tym razem obrotowy. Krótka zabawa gałkami i mogliśmy
jechać (w samochodzie lub na nim) na kolejny punkt programu – mały trening
linowy. No i tu zeszło trochę czasu, również na pogawędki z (prawie)
miejscowymi, których być może jeszcze odwiedzimy :-)
Po konsultacjach z zegarkiem
ustaliliśmy, że przyjmujemy kierunek odwrotu. Nasze kolejne cele to Pz.W 805,
811, 814 i 817 oraz kolejny obrotowy most w Bledzewie. Na szczęści udało nam
się w miarę szybko znaleźć wejścia do poszczególnych obiektów, w związku z czym
ostatni cel – zalany korytarz na WG Ludenderff został również osiągnięty.
Tu trasa
jak zwykle – dojście do zejścia, trochę czołgania się i przygotowania do wejścia
w zalany korytarz. Okazało się jednak, że poziom wody coraz bardziej się
podnosi i coraz mniej suchego miejsca jest w środku. Po przebraniu się w
odpowiedni ubiór podjęliśmy próbę wejścia. Kolejną niespodzianką był fakt, że w
korytarzu jest już tak ciasno, że w kasku niestety się nie da przejść. Osoby
mniej doświadczone zostały cofnięte. Po szybkiej reorganizacji i krótkiej
analizie stwierdziliśmy że wchodzi Adam i ja (Łukasz). Dość ciasnym przejściem
przy niezbyt wielkiej powierzchni do oddychania udało nam się, w nie do końca
ciepłej wodzie, przejść do końca. Niestety prace na końcu korytarza znacznie
się spowolniły i po zapoznaniu się z nimi wróciliśmy tą samą drogą. W związku z
zaistniałą sytuacją powrót był dość szybki (w miarę naszych możliwości poruszania
się, bo woda lecąca z nóg przez całe ciało i wylewająca się szyją znacznie
utrudniała poruszanie się – głównie czołganie). Potem szybki desant do
samochodów, gdzie na najbardziej przemarzniętych czekała gorąca herbata, za co
składamy jeszcze raz wielkie podziękowania.
Normalnie Lara Croft Czy Kaszubka jest tylko hologramem?
No i tu
powoli zbliżał się koniec imprezy. Zebraliśmy cały sprzęt mokry i brudny jak
.... i przyjęliśmy kierunek Poznań, gdzie czekała na nas gorąca (stety
niestety) kolacja (myślę, że wszyscy się zgodzą z podziękowaniami dla mojej
żony). (Jak najbardziej - niech żyje Alicja!!! Adam) Następnie niektórzy trafili poprzez wannę prosto do łóżka, a inni
ruszyli do swoich domów.
Koooonieccc.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
*Odśwież* swoją przeglądarkę by dokonać zmiany kodu przed użyciem przycisku 'wyślij'.