| Chatka Górzystów |
|
Miejsce: Góry Izerskie, Chatka Górzystów Skład: Kaszubka, Pszczoła, Wiciu, Sylwia, Filip, Ania Kow., Kasia Rzul, Pola, Łukasz od Poli, Chomik, Michał - kuzyn Chomika, Magda - dziewczyna Michała, i ja Termin: 27 stycznia 2007 r. - 01 stycznia 2008 r. ![]() Podróż (noc z 26 na 27 grudnia):
Wyjazd.
Zbiórka na Zachodnim o 0.30 z 26 na 27 grudnia. Jest nas dziewięcioro:
Kaszubka, Pszczoła, Wiciu, Pola, Łukasz od Poli, Ania Kow., Kasia Rzul, Filip i
ja. Reszta ekipy ma dojechać do Chatki później. Mimo obaw udaje się nam
zaanektować dla siebie cały jeden przedział. Niestety, koło Leszna okazuje się,
że musimy się eksmitować, bo nasz wagon jedzie do Kudowy. Mimo to jest wesoło,
krążą piersiówki z Żołądkową Gorzką, postulowaną niedawno przez Kasię Rzula na
stół wigilijny jako ekwiwalent barszczu. Przed Wrockiem wykonujemy szybki
desant i rozpoczynamy okupację wagonu rowerowego. Wiciu dmucha materac, jak się
później okaże jest to jednocześnie debiut i zakończenie kariery tego sprzętu,
bo już nigdy później nie było okazji żeby go użyć. Ale w pociągu się przydaje i
inne ekipy meneli patrzą na nas z zazdrością. We Wrocławiu przeprowadzamy z
Wiciem mega precyzyjną misję Browar, uzupełniamy zapasy i reszta podróży
przebiega w sympatycznej atmosferze zdrowej i umiarkowanej konsumpcji
procentów.
Pola i Łukasz Menele w swoim żywiole Motywy do zapamiętania z tego etapu: „Uj? Uj?” czyli Kasia Rzul konwersuje z babcią „Cześć, srałaś?” czyli jak z klasą wyrwać laskę27 grudnia: Pobudka się tuż przed Szklarską Porębą Górną. W mieście szybkie zakupy, Ania Kow. zwyczajem kotów samodzielnie i niezależnie szturmuje Babiniec, a reszta ładuje się do busa i spada do Jakuszyc. Tam dzielni (Wiciu i ja) wdziewają biegówki, a nie-dzielni rozpoczynają swój wielki pieszy marsz ku Chatce. Pogoda piękna, biały śnieg, żółte słońce. Przystanek na Orlu z atrakcjami jedzeniowo-pitnymi. W Chatce instalujemy się zgodnie z planem jeszcze za jasnego. Wiciu i ja żyjemy, chociaż nasze biegówki przez całą drogę bardzo próbują to zmienić. Wiesia wkomponowuje nas zusammen w Starą Kuchnię, gdzie ku mojemu zgorszeniu jest normalne i legalne centralne ogrzewanie. Ogólnie Chatka mocno prze ostatnie 2 lata mocno ewoluowała, ubikacje z klapami jak w Las Vegas, bieżąca woda i kafelki, ale na szczęście niepowtarzalny chatkowy klimat pozostał. Chłoniemy go intensywnie przez kolejne pięć dni. Wieczorem integracja z neopoganami. Krąży róg, dokładnie taki sam jak ten, który dostanę na najbliższe urodziny, oraz litrowy słoik z rumem i colą. Niechcący wypijamy też całe nasze zapasy Żołądkowej, ale na szczęście jutro ma przybyć Chomik z dostawą, więc nie upadamy na duchu. Tematycznie poruszamy się wokół Thora, Swarożyca, Odyna i Wikingów. Ekipa się rozkręca. Neopoganie (później okazuje się, że również libertyni) oraz Filip Nasz arsenał ![]() Kasia Rzul z arystokratycznie odgiętym małym palcem Kaszubka i Pszczoła ćwiczą mimikę
Motywy: „Ochujało Cię?? Ja tu tylko wodę piłem...”, czyli jaką drogę wybrać w życiu "Człowiek jest fajnym stworzeniem, tylko ma za mało otworów” „Panie, jaka wielka cipa!” czyli trzeba wiedzieć na czym się jeździ Hasło imprezki: Slawaaaaaaaaaa!28 grudnia: Rano część ekipy, mimo całonocnego czuwania, podrywa się do działania i wyrusza do Jakuszyc. Wiciu – po swoje 1,54 metra szczęścia (czytaj Sylwia), a Kaszubka, Pszczoła i ja – na Babiniec, na zjazdówki. Sylwia rzuca nas na kolana swoim nowym niepowtarzalnym wicherkiem i zlikwidowaną grzywką. Spotkanie z Chomikiem, Magdą i Michałem, którzy ruszają z Sylwią i Wiciem do Chatki. Pogoda znowu bajkowa, na stoku jest rewelacyjnie. Kaszubka cały dzień dzielnie grzeje nam miejsce w wypełnionym po brzegi punkcie gastronomicznym pod wyciągiem, gdzie pani bufetowa z nienawiścią w oczach serwuje tym, którym chce się czekać godzinę w kolejce, biedne ledwo grzane piwo i jakieś pseudo hamburgery. Ale poza tym jest git, białe szaleństwo rządzi. Do Chatki wracamy już po ciemku. Reszta wiary też spędza cały dzień aktywnie, ale trzeba zaznaczyć że mimo to kolejna imprezka jest wcale nie gorsza, a może nawet lepsza od poprzedniej. Niestety ostatnia noc z neopoganami, którzy następnego dnia robią desant do domu. Ale będziemy ich długo pamiętać, przynajmniej do momentu, po którym już mało kto cokolwiek pamięta. W każdym razie róg i słoik znów intensywnie krążą. W wyniku obalenia Żubrówki, Rumu Tuzemskiego i paru Żołądkowych część ekipy spędza noc na półpięterku w towarzystwie mega bernardyna, a rano Wiesia zleca nam w ramach pokuty misję drewno, którą posłusznie i dzielnie wypełniamy dzień później w składzie Wiciu, Chom, Pszczoła i ja.
Motywy: „I wpierdolimy kotu!”, czyli Filip jak za dawnych dobrych czasów „Garbus” i inne hity z naszego wspólnego repertuaru Poranna dyskusja o wróżkach, czyli dlaczego Hitler rozpętał II Wojnę Światową Kto tak strasznie chrapał, czyli wszyscy krzyczą na Pszczołę, a Pola udaje że nic nie wie29 grudnia: Rano szalony Wiciu wstaje o 6.30 i rusza na Babiniec. Reszta też jest dzielna – część z nas, czyli Kaszubka, Sylwiątko, Pszczoła i ja, wstaje o prawie równie kosmicznej porze, czyli około 8.00, i postanawia zrobić sobie tzw. Lajcik, czyli luzacki spacerek na Stóg Izerski. Sy na biegówkach, pozostali – pieszo. Dzień jest piękny, słońce, śnieg, wędrujemy. Kaszubka i Pszczoła przed Chatką ![]() Hala Izerska (rozpoczynamy nasz Lajcik) Po drodze m.in. mała cofka związana ze zgubieniem szlaku, testowanie wyporności klat (Pszczoła i ja) oraz wstrętny Czech, który perfidnie próbuje porobić Sylwię świadomą dezinformacją, co dzięki naszej przytomności umysłu zupełnie mu się nie udaje. W końcu jednak Lajcik okazuje się taki nie do końca lajtowy, więc kiedy po prawie 5 godzinach docieramy na Stóg, jesteśmy już trochę zmęczeni. Jedzenie w tym schronisku rozczarowuje – w porównaniu ze specjałami serwowanymi w Chatce przez Wiesię jest to jedna wielka bieda z nędzą. Jemy, pijemy lekko podgrzane piwo z jakimś badziewiem imitującym podróbę soku, bez jakichkolwiek przypraw (bo na Dolnym Śląsku jeszcze ich nie wynaleziono, jedyną osobą, która zna Tajny Sekret Goździków i Cynamonu jest Wiesia) i spierdalamy. Powrót na szczęście dużo krótszy, ale też z przygodami, bo po ciemku i na szagę. Po wejściu do Chatki, w celu zamazania złych wspomnień ze Stogu, zamawiamy sobie u Wiesi prawdziwe izerskie żarcie i rewelacyjny grzany miód i po kilku minutach jesteśmy już gotowi do kolejnej imprezy, niestety już w okrojonym składzie, bez Kasi Rzula, Poli, Łukasza i Neopogan, którzy musieli powrócić do swojej nizinnej rzeczywistości. Pojawiają się za to nowe twarze pod tytułem Ekipa z Barda i okolic (m.in. Kiciak, Chappi i Renatka, mega podobna do Maribel Verdú z „I Twoją matkę też”) oraz Czesi, z którymi integracja trwa do późnych godzin nocnych. Śmiejemy się z ich Netoperka (Batman) i drewnokocura (wiewiórka), a oni z naszego szukania (na czeski tłumaczy się to dość wulgarnym określeniem fizycznego aspektu relacji męsko-damskich). Plus dodatkowo dużo innych godnych motywów, które na trzeźwo nie wydają się może jakoś bardzo sensowne, ale takiej nocy i w takim miejscu jak Izery są jak najbardziej na miejscu. Ogień w kominku buzuje, co jakiś czas ktoś bierze kosz i wyrusza na mróz do drewutni na misję „Opał”. Wesoło, chatkowo, procentowo, internacjonalnie, właściwie.
Poniżej parę migawek z trasy:
Sylwia, czyli jedna z większych entuzjastek moich wszelkich pomysłów (jak widać po minie) cdn. ![]() ![]()
|
|||||||||





























Komentarze (1)




