Nasi sponsorzy
Sail and Rock Crooc
Polecamy
Koniec Swiata logo anyService logo
Kotlina Kłodzka (listopad 2007)
Miejsce: Kotlina Kłodzka
Skład: Lilka i ja
Termin: 01-03 listopada 2007 r.

Jesień w Kotlinie Kłodzkiej - urzekająca relacja niezastąpionej Liliany, chyba najpiękniejszy tekst na całej mojej stronie. Ale to był cudowny wypad...

***
"Pusty cmentarz spowity mgłą jesienną, w której wszystko jest przytłumione, jakby zastygłe w niemym oczekiwaniu na sen. Zapach palonych liści, wilgoć skapująca z powietrza, osiadająca na osypanych kwiatach. Zgaszone kolory odchodzącej zieleni. Plamy czerwieni i żółci złocące się w szarości jak dogasające znicze. Wyprawa po zapomnianych cmentarzach 4,5XI?"

 

Był to sms wysłany przeze mnie do Adama, jakiegoś sierpniowego dnia. Wtedy chyba po raz pierwszy przyszła mi do głowy koncepcja wyjazdu..
***

Kotlina (1).jpg
Ruiny Kościoła w Marcinkowie

Środa wieczór, wizja zamkniętych sklepów następnego dnia, a tu skończył się szampon! Całe szczęście Adam wywiązuje się z powierzonego mu zadania i udaje mu się kupić „Perłowy Blask” i około 23 (tak późno wcale nie przez poszukiwania szamponu ;D ) parkuje przez moim domem w Rogożu. Zgranie nowej playlisty (z obowiązkowym Coldplayem ;) i wspólne opracowywanie trasy zajmują trochę czasu, a już o 5.45 budzi mnie nieznośny dźwięk budzika. Dochodzę do wniosku, że niezależnie jak ładna byłaby melodia, jeśli jest ustawiona jako budzik, szybko ulegnie znienawidzeniu. Jajecznica z tostami, kawa, zapakowanie rzeczy do nieśmiertelnej Nexii i pustymi (wbrew powątpiewaniom niektórego)o tej porze ulicami Wrocławia jedziemy w kierunku Kudowej- Słone.
Kotlina (6).jpg
Ruiny Pałacu w Stolcu od przodu...

Pierwszym halsem trafiamy do Stolca. Choć nazwa może i nie jest zbytnio finezyjna to pałac mieszczący się we wsi zachwyca rozmiarem i kunsztem, pomimo iż jest już mocno zrujnowany. Gdzieś pomiędzy podupadłymi ogródkami działkowymi z czerwieniącymi się jabłoniami udaje nam się znaleźć lukę w płocie i przez okno piwniczne dostajemy się do wnętrza budynku. Oczywiście po co brać latarkę do zwiedzania ruin? :P  Całe szczęście mój aparat okazuje się wielofunkcyjny i swoim laserkiem od lampy błyskowej w miarę rozjaśnia nam drogę.

Kotlina (10).jpg
...i z profilu. Na pierwszym planie dzielna Nokia

Plamy światła z ażurowo zamurowanych okien układają się w rozciągnięte szachownice. Słońce wpływa też przez rozległe dziury w dachu. Gdzieniegdzie jeszcze zachowały się fragmenty stropów z ozdobnymi stiukami. Przechodzimy z sali do sali. W jednej z nich trafiam na wąski przesmyk do wieży, kiedyś zapewne tajne przejście... Kiedy wracamy z powrotem do hallu, aby kolejnymi schodami pójść na piętro, słyszymy odgłosy rozmowy. Zza winkla wychodzi jakiś chłopaczek i mało nie dostaje zawału widząc nas. Całe szczęście nie jest to właściciel posiadłości. Jeszcze parę zdjęć i jedziemy dalej.

Kotlina (8).jpg
Zacegłowane okna pałacu w Stolcu


Kotlina (7).jpg
Wnętrze pałacu

Trasa Złoty Stok- Lądek Zdrój nie ma sobie równych, a  zwłaszcza jesienią. Wspina się wokół góry, by zaraz opaść kładąc się licznymi zakrętami wzdłuż stoków. Strome zbocze z jednej strony i urwisko z drugiej. Udaje nam się znaleźć urocze miejsce na drugie śniadanie. „Zatoczka” na samym środku zakrętu 180 (kwestia sporna :P) stopni. Wokół wszystko mieni się odcieniami czerwieni i pomarańczu, przecudnie! Rozkładamy karimatę, muzyka leci z laptopa, klasyczne już śledzie w sosie koperkowym i chleb ze smalcem. Tylko ludzie z przejeżdżających samochodów patrzą się na nas dziwnie :p

Kotlina (14).jpg
Śniadanie na trawie

Kotlina (13).jpg
Śniadanie na trawie w wersji męskiej

Gdzieś już niedaleko Lądka odbijamy na Wojtówkę. Tu ujawniają się nieznane dotąd przeze mnie upodobania Adama, czyli pół godziny dla „łechtania konia po nosie”. Późniejsze dysputy na ten temat lepiej przysłonić kurtyną milczenia ;D

Kotlina (15).jpg
Łechtanie konia po nosie (zupełnie niewinne)

Wąska, dziurawa droga pomiędzy łąkami i lasem, ale to jeszcze nie jest TO. Za dużo nowych domów. Próbujemy znaleźć wieś Wrzosówkę, która na mapie zaznaczona jest mniejszą czcionką. Dojeżdżamy jednak do końca w miarę przejezdnej drogi i jedyne na co trafiamy to resztki jakichś fundamentów zupełnie przerośnięte drzewem. Może było to kiedyś jedno z zabudowań Wrzosówki?

Kotlina (32).jpg
Jedna z licznych w Kotlinie Kłodzkiej poniemieckich kapliczek

Lądek Zdrój. Wbrew naszym obawom miejscowa „Żabka” nie przejęła się zakazem handlu w święto i możemy zrobić małe zakupy, zwłaszcza, że pojawił się palący problem deficytu chleba. Pokrzepieni łatwo przyswajalną glukozą jedziemy dalej. Stronie Śląskie okazuje się prawdziwym labiryntem mylnych drogowskazów. Najbardziej absurdalny wydaje się objazd do Bystrzycy Kłodzkiej przez Lądek, z którego wszak przyjechaliśmy. Słusznie nie przejmujemy się owym objazdem i po dłuższym błądzeniu udaje nam się znaleźć trasę na Sienną. Wieś ta obecnie bardziej jest znana jako ośrodek sportów narciarskich Czarna Góra. Nieco z rozrzewnieniem spoglądam na odmienione czasem i komercjalizacją krajobrazy dzieciństwa. To tu pięcioletnia Lila stawiała pierwsze kroki na nartach, kiedy w miejscu obecnych nartostrad był skromny orczyk. Wiele innych wspomnień nasuwa to miejsce jak i cała Kotlina Kłodzka. To chyba stąd taki mój ogromny sentyment do niej. Asfaltowa droga pnie się stromo w górę. Stajemy koło kapliczki na równi Puchaczówki, która bielą tynku pięknie odcina się od rozległych widoków na całą okolicę. Z kapliczką wiąże się pewna historia. W latach 70tych do Siennej przyjechała para Niemców. Zwiedzali okolice, w końcu były to ich ojczyste tereny. Pewnego ranka zastano kapliczkę całkiem rozkopaną w środku, a Niemców już nie było. Wydaje się to jakieś zupełnie groteskowe i niesamowite, że ukryte kosztowności były tak blisko przez tyle lat i że na pewno mnóstwo jest jeszcze takich skrytek, których tajemnice zabrano już dawno temu do grobu.

Kotlina (9).jpg
Jeden z odwiedzonych przez nas kościołów

Droga prowadzi dalej serpentynami. Gdzieś po lewej stronie są ponoć zabudowania wsi Biała Woda, obecnie zupełnie wymarłej. My jednak jedziemy do Idzikowa, gdzie odbijamy w nieoznakowaną drogę do Wilkanowa. Chyba kilka razy mijamy drogowskaz do Sanktuarium Matki Boskiej Śnieżnej, która jest pretekstem do długich dysput na temat owego przydomka „Śnieżna”. Adam uparcie twierdzi, że jest on bezsensowny, bo przecież nie ma śniegu, ja zaś obstaje przy zdaniu, że jest on jak najbardziej na miejscu, zwłaszcza że ma w sobie coś urokliwego. No i nie wytłumaczysz!

Kotlina (36).jpg
Stary poniemiecki cmentarz w Opolnicy

Około 14 docieramy do Międzygórza. Wilgoć z przepływającej rzeki, chłód lasu, wzgórza otaczające miasteczko jak mury, skutecznie zasłaniające je od niskiego jesiennego słońca. Miejsce to już chyba zawsze będzie mi się kojarzyć z jakąś krainą cienia. Ogromne domy wczasowe, niegdyś pełne kuracjuszy ośrodki Funduszu Wczasów Pracowniczych. Jakaś brudna szyba dawnej dyskoteki, przygnębiająca jak wygaszone przez deszcz ognisko. Znajdujemy zapadniętą chatynkę, którą „odkryłam” będąc tu rok temu. Wśród ciemnego nasiąkniętego wodą drewna, ziemi i zwałowiska aż błyszczące wydają się białe drzwi z kolorowymi szybkami, jedyny chyba element podtrzymujący ostatni plasterek niezapadniętego stropu.

Kotlina (5).jpg
Lilka w jednej z odwiedzonych przez nas opuszczonych chat

Czasu nie ma wiele, zwłaszcza, że planujemy wejść na Śnieżnik. Próbujemy dostać się pod schronisko autem. Wszystko idzie dobrze dopóki nie docieramy do rozstaju leśnych dróg. W lewo jest zakaz wstępu z uwagi na wycinkę drzew, zaś droga w prawo prowadzi przez leciwy mostek. Decydujemy się na mostek, który o dziwo nie zawala się. Droga prowadzi wzdłuż strumienia i z pewnością nie jest dobrej jakości nawet na miarę dróg leśnych. Po przejechaniu około kilometra stajemy bezradnie jak uciekająca koza przed za wysokim płotem. Naszą drogę przecina strumyczek, wystarczająco jednak duży aby uniemożliwić dalszy przejazd, zwłaszcza że rozlewa się dość sporą kałużą. Nie ma wyboru. Z prawej strome, zalesione zbocze, z lewej równie urwisty stok spadający prosto do dużego strumienia. Zaczyna się mozolne cofanie, którego trasa obejmuje także nieszczęsny mostek. Chcąc nie chcąc musimy stanąć na polance przez odbiciem czerwonego szlaku.

Kotlina (18).jpg
Trasa na Śnieżnik

Pierwsze podejście pod górę i zaczynam się zastanawiać czemu idziemy na Śnieżnik, kiedy ja dopiero co wychodzę z grypy, kaszląc tak że Adam patrzy się na mnie trochę z przerażeniem. Rzeczywiście wcześniej jakoś żadne z nas nie wzięło tego pod uwagę. no ale już idziemy i ja bynajmniej rezygnować nie chcę. Widoki są prześliczne. Kolory tak intensywne, że aż wydające się nieprawdziwe, jakby ktoś włączył tryb „barwy wzmocnione”.

Kotlina (19).jpg
Modrzewie w barwach jesieni

W godzinach już popołudniowych mijamy schronisko otoczone szarawymi skrawkami śniegu i kierujemy się dalej na Śnieżnik. Trwa walka z opadającym słońcem, które ostatecznie chowa się w fioletowy pas mgły zanim dojdziemy na szczyt. Dość szybko dzień zmierzcha. No i nie mogę nie wspomnieć o pewnej grze słownej która jakże umiliła nam czas :p

W drodze powrotnej zachodzimy do schroniska na żurek po czym odprowadzani zdziwionym wzrokiem przebywających tam turystów wychodzimy w ciemność. Tym razem mamy już latarki i to nawet każdy swoją (szaleństwo!), tak, że do zaparkowanego samochodu docieramy cali i zdrowi.

Na nocleg wyznaczyliśmy sobie Międzylesie (nie powiodło mi się przeforsowanie pomysłu z domkiem na siano przy czerwonym szlaku na Śnieżnik :p). Udaje nam się znaleźć hotelik w klimacie PRLu z przemiłą panią. Załatwiwszy miejsce możemy już spokojnie pojechać na cmentarze, w końcu jest Święto Zmarłych. Udajemy się do pobliskiego Niemojowa. Nawet w nocy widać, że wieś jest na poły wyludniona. Świateł w oknach jest niewiele. Stajemy na placyku przed kościołem, gdzie wita nas szczekanie psa uwiązanego przy dyktowej budzie. Buda stoi w bliskim sąsiedztwie pięknej acz trochę podupadłej rzeźby przestawiającej Marię i Józefa. Na lekkim wzgórzu stoi kościół otoczony starym cmentarzem. Atmosfera jest niesamowita. Miękkie światło paru zniczy na przechylonych poniemieckich nagrobkach, wokół ciemno i żadnych ludzi. Na paru grobach zapalamy własne znicze, na każdy po jednej intencji..

Kotlina (26).jpg
Droga do Niemojowa

Zmarznięci wracamy do naszego PRLa . Prysznic, kolacja, toast wódką weselną i (o zgrozo!) zasypiam w czasie bajki o szklanej górze lecącej z laptopa, a o której Adam mówił cały dzień, więc chyba takie małe faux pas wyszło :p

Kotlina (23).jpg
Jedna z opuszczonych chat w Lesicy

Następnego ranka przy dźwiękach albumu Talk Talk „Colours of Spring” (choć jak dla mnie o wiele bardziej pasowałby tytuł „Colours of Autumn”) raz jeszcze jedziemy w okolicę Niemojowa. Co jakiś czas przy drodze stoi poniemiecka kapliczka albo w kępie drzew widać zielonkawe kamienie po dawnych domostwach. Wzgórza, lasy, łąki, pastwiska. Wszystko spowija mgła i wilgoć. Mżawka cały czas lekko zacina. W Lesicy stajemy przy pierwszym domu, który wygląda na opuszczony. Niskie okna, spadzisty dach, którego część zawaliła się już nad jednym z pomieszczeń. Wchodzimy bocznym wejściem, przy którym drzwi zbite z desek rozpadają się na dwie części. Woda kapie z nasiąkniętych belek. Jesteśmy w szoku. W spiżarce stoją słoiki i butelki, jakieś gumowce. Idziemy dalej i tu zdziwienie jeszcze większe. Piec, kilka bezładnie porozrzucanych mebli, nad oknem stare płaszcze, papiery porozrzucane po ziemi. „Rolnik Polski” pomieszany z listami, świadectwa szkolne i świadectwo pokrycia buhajem Grysiem, pokwitowania i religijne obrazki… Wszystko to w bałaganie na popękanym linoleum. Mam jakieś nieokreślone poczucie dotknięcia tajemnicy, odkopania rzeczy i wspomnień o ludziach, o których dawno nikt już nie pamięta… Czemu rodzina nie zabrała tych listów, pamiątek? Wydaje się to aż nie do pomyślenia, ale powoli umierający dom nie nadaje się już nawet do okresowego użytkowania i pewnie przy większych śniegach zupełnie się złoży jak i wiele innych w tej okolicy.

Kotlina (22).jpg
Droga donikąd

Kotlina (24).jpg
Domy stoją puste, ale pola ktoś uprawia
 
Idziemy dalej, przez strumień i na wzgórze. Siano leży pozwijane ale domy dookoła są puste. Czarne okiennice, zarośnięte obejścia, drzwi zamykane kłódką od zewnątrz.. Próbujemy się dostać do wnętrza jednego z takich obejść. Adam bezskutecznie walczy z kłódką i nic by nie wyszło ze zwiedzania gdyby nie kobieca pomysłowość ;D  Otóż drugie drzwi, prowadzące do jakiegoś gumna były zaczepione tylko na haczyk. W przestronnym pomieszczeniu przypominającym oborę stoi swoisty stelaż ze sfatygowanym sedesem.  Dopiero teraz zdaje sobie sprawę, że te wszystkie domy pozbawione są wygód takich jak łazienka. Przez dalsze pomieszczenia dostajemy się do właściwej części chałupy. Obydwoje jesteśmy w szoku. Z jednej strony dom wygląda jakby był opuszczony. Bezładnie porozrzucane meble po przedpokoju, graty zarzucone przy wejściu do owego kibelka, wszechobecny skrajny bałagan i brud, zimno.. Z drugiej strony katalog meblowy z 2006 roku, otwarte piwo na stole, niedopita maślanka i łóżko z trapezem dla chorych do podnoszenia się… Tak jakby ktoś umarł niedawno i w zapomnieniu, tak że nikt nawet nie posprzątał ostatnich śladów jego bytności…

Kotlina (17).jpg
Jeden z przystanków na trasie


Kolejnym punktem programu jest Jaskinia Niedźwiedzia w Kletnie. Chociaż przepiękne są  jej wnętrza, nacieki, wszystkie utwory skalne, to jednak aż nazbyt dotkliwa jest komercjalizacja. Poruszanie się wytyczonymi betonowymi ścieżkami, pod okiem przewodnika przywołuje niewesołą myśl, że coraz mniej jest miejsc, które człowiek może odkrywać bez udziału innych.

Następnym naszym celem jest Czatków, wieś zaznaczona na mapie słynną już „małą czcionką”, pomiędzy Sienną a Nowym Waliszowem. Oczywiście do Czatkowa nie ma żadnego drogowskazu, ale licząc zakręty i kierując się punktami charakterystycznymi udaje nam się trafić na właściwe odbicie. Droga jest gorsza niż leśna. Pierwszy odcinek przypomina bardziej miejsce spływu wiosennych strumieni jednak z Adamem odwalającym polana z drogi i mną za kierownicą dzielna Nexia daje radę. Dalej szlak wychodzi z lasu, a ślady kół prowadzą przez środek łąk zamazanych mgłą, ciemniejącą w nadchodzącym wieczorze. Nie trzeba już odrzucać drwa z drogi, za to wiele jest rozległych, błotnistych kałuż, w których tylko cudem się nie zakopaliśmy.

Kotlina (2).jpg
W pobliżu ruin kościoła w Marcinkowie

W końcu droga staje się bardziej przejezdna a po lewej widać wysoki mur z półokrągłym prześwitem bramy, okalający budynek bez dachu. Nagie drzewa bezładnie rozrośnięte z konturami, chude patyki wyschniętych chaszczy wśród mokrych, opadłych liści, a pomiędzy nimi zielonkawe płyty poprzekrzywianych nagrobków, zamazana bryła ruiny kościoła w Marcinkowie… Zbieżność miejsca z czasem jest naprawdę nierzeczywista jak z kiczowatej książki. Zaduszki, wieczór, mgła, wioska na końcu świata z zamieszkałymi tylko dwoma domami…

Kotlina.jpg
Krata we wnęce po wrotach stara się bronić wstępu na kościelny dziedziniec

Wąską drogą wzdłuż strumienia dostajemy się do Kamiennej, a stamtąd normalną już asfaltówką do Nowego Waliszowa. Próbujemy przedostać się stamtąd polnymi drogami do Romanowa jednak napotkawszy ogromne błoto musimy zawrócić. Niestety ciemność zapada szybko i nie pozostaje nam nic innego jak jechać prosto, przez Bystrzycę Kłodzką do Szczytnej, gdzie zaplanowany był drugi nocleg.

Niedziela stoi już pod znakiem powrotu. Opuszczamy Szczytną, kierując się przez Batorów i Studzienną do Wambierzyc. Po przedłużonej poszukiwaniami bezcennej czapki Adama wizycie w bazylice ruszamy dalej do Ratna. Nagle na poboczu widzę leżącą postać. Potrącony czy pijany? Zgodnie z przypuszczeniami okazuje się, że to drugie. Robi się wielka akcja. Wkrótce zatrzymuje się drugi samochód, a za nim następny. Wprawdzie pan Kazimierz (Staszek?) nie jest w stanie komunikatywnym na tyle by wiedzieć co się z nim stało, ale zostaje rozpoznany przez miejscowego z drugiego samochodu i zabrany do swych rodzinnych Wambierzyc.

Kotlina (27).jpg
Sanktuarium w Wambierzycach

W Ratnie Dolnym już z daleka widać prześwitujące zza drzew ruiny zamku na wzgórzu. Wprawdzie „budynek grozi zawaleniem. Wstęp wzbroniony” ale bez ryzyka nie ma zabawy :p Znajdujemy niezamurowane okno na w miarę przystępnej wysokości. „Zwiedzanie” ratnowego zamku przypomina grę w Tomb Raidera. Labirynt pomieszczeń, przejście na wyższą kondygnację przez dziurę w stropie po ramie okiennej i rurze, prześlizgnięcie się po zwałowisku belek by przejść na drugą stronę budynku, urwane schody z pozostałością boazerii, resztki parkietu z wyrastającymi z niego młodymi drzewkami i w końcu jedyny kolorowy element w ruinie, czyli zupełnie nietknięte i odmalowane zdobione wejście do jednego z pomieszczeń..

Kotlina (29).jpg
Ruiny pałacu (zamku?) w Ratnie Dolnym

Kotlina (31).jpg
Pięknie zdobione obramowanie drzwi (kto zna fachową nazwę?

Kotlina (30).jpg
W ruinach

Z Ratna udajemy się do Ścinawki Średniej, skąd „białymi drogami” kierujemy się na Bożków. To już jednak nie to samo co okolice Międzylesia czy Idzikowa. Teren bardziej płaski, mniej lasów, a wsie oszpecone katalogowym budownictwem lub pozbawionym jakiegokolwiek wyczucia odnowieniem starych domów.

Bożków także nie okazuje się przebojem. Wprawdzie pałac jest ładny i z pewnością można by krążyć po nim długie godziny, jednakże wszystkie okna są solidnie zakratowane a jedna ze ścian opatrzona alarmem. Pozostaje nam więc tylko zachwycanie się z zewnątrz i obejście zaniedbanych założeń ogrodowych.

Jedziemy dalej. Przez Dzikowiec do Woliborza, a stamtąd do Srebrnej Góry. Naszym celem stają się ruiny fortu Grochowiec, ale trochę niespodziewanie trafiamy do Brzeźnicy, gdzie niebieskim szlakiem odbijamy w głąb Gór Bardzkich. Jedziemy leśną drogą jak się potem okaże przez Rezerwat Cisy. W pewnym momencie Adam wyraża życzenie posiadania landrovera. Ku naszemu zdumieniu zza zakrętu wyłania się bordowy landrover. Mówisz, masz ;D  Pasażerowie owego pojazdu całkiem słusznie patrzą się na nas jak na śnieg w lipcu. Wszak droga prowadzi po zupełnie bezludnych terenach o stromych stokach, gdzie zapuszczenie się autem grozi utknięciem w błocie. Gdzieś na rozstaju, przy ściętych pniach drzew zatrzymujemy się na drugie śniadanie. Zaczyna padać rzadki deszcz, zimno.

Kotlina (34).jpg
Jesienni ludzie

Kotlina (35).jpg
Czerwony Kapturek z flachą w koszyczku

Kotlina (33).jpg
Droga przez rezerwat "Cisy"

Leśna prowadzi nas do Opolnicy, gdzie trafiamy na kolejny podupadły, poniemiecki cmentarz. Krótka eksploracja i chwilę potem stoimy już pod sanktuarium w Bardzie. Jak dla mnie Góry Bardzkie wyznaczają granicę Kotliny Kłodzkiej. Są jakby murem dookoła twierdzy, ostatnimi wzniesieniami na trasie do Wrocławia. Dalej śniegu jest zawsze mniej, więcej jest przemysłowych baraków wzdłuż szosy i nie ma lasów:/

Ostatnim punktem wycieczki są ruiny fortów w okolicy Grochowa i Braszowic. Z E67 odbijamy w polną drogę wiodącą na wzgórza z kępkami drzew. Owe forty okazują się jedną wielką lipą i większym mitem niż mleczarnia nad Przytonkiem :p Na to, że kiedyś istniały wskazują jedynie nienaturalne pagórki porośnięte drzewami no i wkopana w ziemię kamienna tabliczka.
Ostatni rzut okiem z braszowickiego wzgórza na zachmurzone Góry Bardzkie i na dobre wracamy do cywilizacji.

Kotlina (4).jpg
Pejzaż Kotliny Kłodzkiej lekko przysłonięty przez wieczorne mgły



  Komentarze (2)
RSS komentarzy
 1 Dodane przez magda, w dniu: 10-06-2010 17:20
te chaty to pozostalosci po starych ludziach ktorych dzieci zabraly do siebie a chaty sprzedali niemcom holendrom i tak sie wali bo po co tu cos robic jak drogi nie ma?zyjac w klamstwie tv i gazet czekajcie na cud ze w naszej wiosce sie cos zmieni nikogo to nie obchodzi a starosta ktory ma wszystko gleboko gdzies jezdzi w rzeszowskie zeby zostac honorowym strzelcem masakra jak wy tu cos chcecie miec?
 2 Dodane przez Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , w dniu: 18-07-2011 22:00
macie power i vital . Fantazja kroczy za waszymi pomysłami i jest to prawie reportaż . Więcej faktów z zycia , historii opisywanej wsi i będzie to kiedyś niezła historia którą tworzycie nieświadomie , bo taki jest los nasz . Zapisać sie ludzko i godnie w historii naszej.To smutna karta ziemii kłodzkiej, upadłe karty porządnej cywilizacji.Te opuszczone , wyeksplatowane budynki nie świadczą dobrze o nas Polakach

Napisz komentarz
  • Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
  • *Odśwież* swoją przeglądarkę by dokonać zmiany kodu przed użyciem przycisku 'wyślij'.
  • Zachowaj w pamięci treść jeżeli pomyliłeś kod.
Imię:
E-mail
BBCode:Web AddressEmail AddressBold TextItalic TextUnderlined TextQuoteCodeOpen ListList ItemClose List
Komentarz:



Kod antyspamowy:* Code
Chcę być powiadamiany emailem o dodaniu nowych komentarzy

 
Nasi patroni medialni
National Geographic Traveller npm magazyn turystyki górskiej Radio Merkury Onet.pl