Nasi sponsorzy
Sail and Rock Crooc
Polecamy
Koniec Swiata logo anyService logo
Brazylia 2007
pszczola_1Capoeira, sztuka walki z elementami tańca uprawiana przez niewolników, bardzo spektakularna a zarazem niebezpieczna i Candomble, religia nazywana obrzędem opętania i czcząca afrykańskie bóstwa Orixas. Te dwie formy kultury łączy – rytuał, podczas którego następuje wyzwolenie niesamowitej energii, przeżycie trudne do opisania.

Ja zajmuje się capoeirą od lat 7 i wreszcie nadszedł czas spełnienia marzeń, realizacji celów!!!Mam bilet i lecę do Salvadoru, by zagrać z mistrzami.Nie był bym sobą jednak, gdybym mógł usiedzieć spokojnie w jednym miejscu. Postanowiłem więc, że w kwietniu ruszę z Salvadoru na południe zobaczyć największe wodospady na świecie. Mowa o Foz do Iguacu. Ponad dwieście pięćdziesiąt katarakt, które w lecie podziwiać najlepiej.

Meu nome Abelha
 
(jestem Pszczoła) i chciałbym podzielić się z Wami swoją przygodą. Dzięki uprzejmości Adama, za co bardzo dziękuję, postaram się relacjonować na bieżąco wrażenia oraz etapy wyprawy "Brazylia 2007 >>...by zagrać z mistrzami...<<" Może uda mi się rozpalić Waszą ciekawość i pobudzić wyobraźnię, byście i Wy później mogli podzielić się swoją przygodą ze mną.


Mail z 24 kwietnia 2007 r,

 

Kilka słów jeszcze o świętach - muszę przyznać, że nie za bardzo wiem co działo się na Pedra Furada, bo w piątek po południu ruszyłem do Arembepe – jakieś 70 km od Salvadoru. Weekend świąteczny w raju. Z jednej strony słone morze z rozległą plażą, z drugiej strony rozlewisko rzeki i słodka woda o temperaturze około 30 stopni. Lepianki z dachem z liści palmy kokosowej, okno z widokiem na ocean, delfiny w dali pokazujące swe umiejętności akrobatyczne – raj – osada hipisowska oddalona o jakieś 3 km od miasteczka równie urokliwego.

W miasteczku pod drzewem palmowym akademia capoeiry, przypominająca japońskie dodzo – niezły klimacik jednak zamknięta.

 

Brazylijczycy maja poczucie humoru, a niech to. Wyobraźcie sobie spacer wieczorną porą w spokoju i nagle słychać wrzaski, skandowania. Co się dzieje.

Czujesz trochę strach, trochę ciekawość, idziesz dalej i nagle stajesz jak wryty.

Wybuch śmiechu rozluźnia kompletnie atmosferę. Dziewczyny grają w piłę na betonowym boisku w środku miasta, spódnice porozdzierane, staniki wypchane skarpetami. BBBUUUUUUUAAAAAAAAHHHHHHHHAA

To nkike dziewczyny!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! BUUUUUUAAAAAAAAABUUU

Faceci w strojach pożyczonych od mam, babć, sióstr i Bóg tylko wie od kogo jeszcze – spódnice, bielizna – istne szaleństwo. Przedstawienie trwa, kłócą się i przepychają i wszystko to całkiem na serio a jednak to gra -aktorzy doskonali ale powiem wam ze gracze też niczego sobie. To wszystko jednak trudno opisać, naprawdę!!!

 

Zostało 17dni do końca mojej podróży - już czuję się dziwnie. Jeszcze 17dni!

Vida aqui pasa muito rappido!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

Postanowiłem nie pisać więcej! Pobudzić Waszą wyobraźnię, podrażnić ciekawość bo...

bo szczerze wam powiem że nie sposób oddać klimatu tego miejsca choćby w 10 %.

Szczerze wam powiem, ze jestem zauroczony Salvadorem i chyba to miasto wchłonęło mnie nim ja zdążyłem pochłonąć je.

Jestem trochę zmęczony fizycznie, wypoczęty umysłowo, stęskniony za domem

ale to wszystko jest częścią życia, czyż nie?

 

Po prostu musicie tu przyjechać,

przeżyć swoją przygodę -

i powiem Wam jeszcze, zróbcie to jak najszybciej!

Abelha - loiro

_b065050


Mail z 18 kwietnia 2007 r.

 

Wielkanoc po brazylijsku zaczęła się od planowania. Co będziemy jeść, pić i robić. Wszystko się rozwiązało w czwartek przed Wielkim Piątkiem. Wyruszyłem o 5.30 z harpunem na ryby. Cztery godziny w wodzie, z Bom Viagem przez Humanita na Pedra Furada na płetewkach zaowocowały. Ponad kilogramowa ośmiornica, langusta, taka ryba podobna do węża i do mureny - w każdym razie smaczna. No i problem jedzenia znikł, hha.

Tu Święta Wielkanocne obchodzi się trochę inaczej. Muzyka płynie po dzielnicy głośno, wszyscy pija winko kiepskiej marki, bardzo słodkie owocowe ale na szczęście bez siarki jeśli wiecie o co mi chodzi. Cała rodzina w domu, i jeszcze goście bo panuje tu taki obyczaj, że w piątek każdy odwiedzający dom dostanie jedzenie i picie – można się najeść do syta.

Mój wkład w te święta był niewielki ale smaczny jak nie wiem - przygotowałem ośmiornicę w winie z liśćmi laurowymi a co – sposób polski – wszystkim smakowało. Poza tym na stole była karuru, watapa, moqueqa de peixi, frigadeira de bacaliao, salada, molho lambao com camarao plus pimenta. Delicje kurcze, tych świat nie zapomnę, choć brakowało mi Was, moich ukochanych przyjaciół...

cdn...


Mail z 02 kwietnia 2007 r.


Piątkowa roda na Praca da Se.


Od dwóch tygodni głośno było o rodzie, która ma się odbyć 30 marca tuż przy wyjściu z lacerdy. Spotkanie unikaru z całego Salwadoru. Byliśmy bardzo podekscytowani, zresztą jak wszyscy na dzielnicy.

Mestre Zambi załatwił białego busa, który nas zabrał spod BOMFIM.

Na miejscu spotkaliśmy Mestre Marinheira, Mestre Traire, Profesora Sapo, Profesora Marroma.

Roda była bardzo ciekawa, aaaaaaaa i kurcze ostra Wam powiem uuu... Wyczuwalne napięcie w powietrzu rozładowywały nogi tnące powietrze  i... uczeń Marinheira i Barbisia, szybka wymiana armada, przejście kilka ruchów i BBBBAAAAAHHHH

Barbisia leży oszołomiony, meialua de compasso, ja pierdziele, wcale nie szybka - na szczęście!!! Ale idealnie w tempo.

 

Roda dalej trwa, Traira bierze Barbisie na bok i cuci chłopaka. Wszystko w porządku, to capoeira!!! Sztuka walki z Bahia meu velho. Trzeba uważać cały czas, nie dać się zwieść mandindze przeciwnika. Roda kończy się radośnie, wszyscy wykonują sekwencje mestre Bimby pokazowo, wspólne zdjęcie i do domu, a my :)...

my na pelourinhi, poszwendać się trochę - to miejsce nocą nabiera zupełnie innego wymiaru. Zapach dende i odgłosy skwierczącego w tłuszczu acaraje, natrętni handlarze koralami, napojami, i wszelkiego rodzaju artykułami kręcą się blisko, ale to zupełnie inna opowieść :).

 

Jest niedziela 1 kwietnia, hehh śmieszne bo dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że to prima aprilis, tu to się nazywa „mi tira”. Dni płyną przez palce dosłownie jak woda. Wróćmy jednak do capoeiry.

 

Czas rody na Humanita.


To miejsce ma coś w sobie magicznego! Koniecznie przy następnej okazji prześlę foty.

Roda trwa, dzieciaki już grają, mestre trzyma berimbau, schodzą się wszyscy, novosi velhos, aaaa robi się klimat. Słońce chyli się ku zachodniej stronie horyzontu. wszyscy na biało. Odróżniają się tylko goście z unkaru marrom i sapo, ale i z innych grup,  prof. Beto, któremu przysoliłem w głowę z armady - upps hehhhhh - i kilku innych znakomitych capoeristas. Piękna roda, nasuwa mi się porównanie hehh chyba dlatego, że nie jadłem jeszcze śniadania, porównanie kulinarne, ale oddające w moim przekonaniu klimat tego niedzielnego spotkania: „Muqueka de frutas do mar com pimenta”. Wariacja stylów, różnorodnych ruchów, akrobacji i ostra gra momentami, ale zawsze z uśmiechem na twarzy.

 

Rodę przerywa mestre, by zaprosić do środka aktorów - trojka tancerzy z bale folclorico prezentuje się niesamowicie. Na czele profesor Rosa, która zresztą prowadzi aula de danca pomiedzy treningami w senzali. Klimat jest bardzo przyjemny - występ się kończy oppaaa roda odżywa na nowo trrrrrrrr   le le le le le ooooo -donośny śpiew, dźwięk berimbalu, który trzyma teraz Tamarindoo - aaaaa nieziemsko!!!!!!!!!!!!!!!


Mail z 29 marca 2007 r.

 

Capoeira na Sete Portas.

 

Zacznijmy od tego, że któregoś dnia przechadzając się po Pelourinho, spotkaliśmy starego znajomego. Bardzo mile spotkanie przy straganiku z acaraje. Bom dia Mestre Americano, tudo bem - poznał mnie. Miałem okazję widzieć go w Katowicach kilka lat temu na warsztatach. Teraz jednak to co innego. Mówię Wam - przeżycie niesamowite. Wysoki murzyn, ze dwa metry, spokojna cierpliwa twarz budząca jednak respekt, charakterystyczny brązowy kapelusz z flauszu, na karku dwa sznurki biało-niebieskich korali, ręce pokryte bliznami. Capoeira de rua meun irmao!

 

Po ciepłym powitaniu oczywiście nie omieszkaliśmy zapytać się, gdzie mestre prowadzi zajęcia. W efekcie jest 27 marca - jeden dzień brakuje mi do dopełnienia miesiąca pobytu w Brazylii. Wczesny ranek, godzina 7 - nabieram wodę z plastikowej beczki, by przeprowadzić rytuał porannej toalety, bo trzeba powiedzieć, że tu woda w kranie jest rzadkością. Jest za to studnia na środku dzielnicy tłocznie oblegana przez dzieciaki, praczki i ludzi chcących się wykąpać, ale...

 

Wróćmy do tego ranka - ekipa zebrana, Kasia, Patryk i ja. W pośpiechu ruszamy w stronę przystanku autobusowego. Tamarindo mówił, że to jest daleko, trzeba złapać autobus Kabula 6 i wysiąść na przystanku Rodowiaria Velha, względnie Sette Portas ale...

 

Autobusy tu zatrzymują się nie tylko na przystankach, hmm. Kierowca nam pomógł i znaleźliśmy się w umówionym miejscu. Telefon do Americano, kilka minut czekania i jest, widzę go bo trudno nie zauważyć, jak człowiek o dobrą głowę wyższy od wszystkich i ta głowa kapeluszem przykryta zmierza po drugiej stronie ulicy. Szybko się znaleźliśmy, ceremonia powitalna, przejście przez urokliwy targ owocowo-warzywny na skróty i jesteśmy.

 

Akademia Mestre Americano - powiem szczerze, że byłem pod wrażeniem. Kilka minut na przebranie i zabieramy się do ćwiczenia.

 

Trening męczący - rozgrzewka, rozciąganie, siłówka trwała jakieś pół godziny - gruntownie porozciągani zaczęliśmy techniki capoeiry.

 

Godzina technik najpierw w rzędach potem z pachołkami i w parach.

 

Bardzo ciekawy trening.

 

Oprócz naszej trojki było jeszcze 2 uczniów zaawansowanych.

 

Trening zakończyła roda. Mestre śpiewał i grał na wielkim pandeiro, jego brat na berimballe i jeden z uczniów na atabaque.

 

Niesamowity klimat, capoeira uliczna, zupełnie cos innego od tej capoeiry pięknej, płynnej, której uczymy się na Pedra Furada, aczkolwiek chłopaki dawali rade jak nic - oszczędzali nas, to pewne, ale kilka ostrzejszych wymian pojawiło się też. Capoeira z Mercado Modelo.

 

W drodze do domu dużo rozmawialiśmy o swoich odczuciach po treningu i wspólnie doszliśmy do wniosku, że Unicar na Pedra Furada reprezentuje styl capoeiry, który najbardziej nam odpowiada - Salve Mestre Zambi.

 

Dołączam fotki z akademii Mestre Americano.


Sete Sete (1)
22
21
Sete (2)  Czekam na opisy :-) Adam
20
 


Mail z 21 marca 2007 r.

 

Śmieszne jest to że dopiero teraz trochę się rozbestwiłem i poczułem pewniej z aparatem i pstrykam trochę więcej zdjęć, ale cały czas ciąży sprzęt na karku - mimo wszystko - mam nadzieję, że się podobają.

 

Braz_big Braz_big (1)
19
18
Braz_small (2)
Braz_big (3)
17
16


Mail z 19 marca 2007 r.

 

Mergulho co compresor.


16.03 umówiłem się na połów z rybakami. Wziął mnie brat Tamarinda. Pobudka o 4 rano, słońce jeszcze spało i cała dzielnica otulona pierzynką nocy. Rybacy na morze. W zatoce słychać buszowanie jakichś ryb, robi się coraz widniej i stwierdzam, że te ryby to nie ryby tylko ssaki. Piękne delfiny towarzyszą nam podczas przygotowywania sprzętu na barce. Wypływamy w morze - ja, brat Tamarinda, kapitan barki i jeszcze jeden nurek. Jestem niezwykle podekscytowany wiec nie odczuwam jeszcze pustego żołądka. Witaj przygodo!!! Płynęliśmy jakieś 2 godziny, oddaliliśmy się znacznie od Salvadoru i ...

jeden z nurków przygotowany już do zanurzenia wskoczył do wody. Nie minęło pół godziny, a on jest z powrotem na pokładzie z wielką zieloną murena, kilkoma langustami i dwiema ośmiornicami, nieźle co?

 

Kilka słów na temat sposobu nurkowania tutaj na Pedra Furada:

Na barce jest kompresor, do którego przytwierdzone jest kilkadziesiąt metrów węża. Na końcu węża jest automat oddechowy, taki oktopus. Nurek przyczepia wąż do pasa, wąż automatu po karku i  automat do buzi. Nie mają komputera, głębokościomierza baaa nawet zegarka, czasomierza nie potrzebują - kurcze byłem zdumiony. I tak nurkują cały czas, to znaczy codziennie, bo to ich praca. Byłem w szoku bo to przecież strasznie niebezpieczne dla zdrowia i życia. Jednak Brazylijczycy chyba maja inne podejście. No nic.

Płynęliśmy dalej, kolejne nurkowania a ja za nurkiem do wody i w ABC obserwowałem sytuację z powierzchni. Chyba najgłębszy bezdech w życiu zaliczyłem - jakieś 15 metrów. Zanurkowałem za wężem nurka i widziałem dno i jego w dole polującego na zdobycz. Niesamowite przeżycie tak nurkować na morzu ledwo widząc lad.

Nurkowie złapali z piętnaście langust, pięć ośmiornic, dużą murenę i raję - to taki rodzaj płaszczki (podobna zabiła Steve’a Irwina - a ja mam kolec jadowy tej płaszczki - będzie do kolekcji).


Mail z 15 marca 2007 r.

No więc minęły już chyba ze dwa tygodnie, a ja zaaklimatyzowałem się na Pedra Furada, skóra nabrała mahoniowej barwy, pierwsza wylinka zrzucona heh.

Wczoraj razem z Pezao i jego kumplem popłynęliśmy starą drewnianą łódką na ryby. Tradycyjny sprzęt do połowu stanowi harpun o niesamowicie prostej i jakże skutecznej konstrukcji. Strzała długości jakieś 180 cm, na jednym końcu zaostrzona z ruchomym zadziorem, drogi koniec zaopatrzony w grubą okrągłą gumę. Kciukiem naciągasz gumę i chwytasz strzałę przy zaostrzonym końcu, celujesz i zwalniasz uchwyt. W zależności od wprawy, zręczności i odrobiny szczęścia trafiasz w piasek, skałę lub w cel czyli w rybę.


Powiem wam szczerze, że po jakichś dziesięciu treningowych strzałach szło mi coraz lepiej :). Ale o tym później. Oprócz harpuna mieliśmy dwa haki na ośmiornice - drut zagięty w hak i zaostrzony z jednej strony i zagięty w oczko z drugiej. Tego rodzaju sprzęt poznałem już wcześniej. Na Malcie używali takich haków do wyciągania ośmiornic z pomiędzy kamieni.

 

Nurkowaliśmy trzy godziny i było bardzo emocjonująco i ciekawie. Przy którymś głębszym zanurzeniu usłyszałem pod wodą wybuch bomby : /. Nie było to miłe doznanie. Gdyby wybuch był blisko mnie, to prawdopodobnie bym już nie wypłynął – na szczęście dla mnie był bardzo daleko. Okazuje się, że tutaj jest to bardzo popularna metoda połowu – zresztą Maks mi wspominał o tym. Rybak, przepraszam idiota a nie rybak za pomocą ładunku wybuchowego, pewnie dynamitu czy czegoś podobnego łowi ryby – ogłusza w ten sposób wszystkie stworzenia morskie w okolicy kutra, a potem wybiera większe sztuki. Niektórzy ludzie tu kompletnie nie myślą!!!

Pomijając ten nieprzyjemny incydent, nasz połów był bardzo udany – wedle mnie oczywiście :). Złapaliśmy ośmiornicę, dużą flądrę i rybę, której nazwy nie znam, ale ponoć za żywą można dostać 5 reala – kurcze bo to do akwarium ryba : /. Złapaliśmy też kilka krabów Siri, które potem na obiadek przygotowała mama Pezao – delicje mówię Wam.

P3104480rt.jpg _B144592r.jpg
15
14
P3134544r.jpg P3134559rt.jpg
13
12
P3134572r.jpg P3134569r.jpg
11
10

Opisy do fotek: dwa zdjęcia na dole (10 i 11)  to domy na palach (część dzielnicy z bezpośrednim widokiem na morze, gdzie ryby można łowić nie wychodząc z łóżka - pod warunkiem ze jest przypływ :). W oddali (12) kościół Igreja Do Bom Fim (Kościół Dobrego Końca - niezła nazwa co?), po lewej powrót z Itaparica (13). Dwa zdjęcia mojej osoby (14 i 15) pokazują mnie w doniosłej chwili po polowaniu z flądrą na harpunie własnoręcznie złapaną.



Mail z 12 marca 2007 r.


Tipica comida Baiana - czyli kidende, farinha, feijao - typowe jedzenie z Salvadoru.

Zapachy unoszące się na ulicy pobudzają wyobraźnię, temu nie można zaprzeczyć. Dla przeciętnego Europejczyka jedzenie tu serwowane jest zupełnie inne od znanego mu z domowego garnuszka. Podstawą kuchni bajańskiej są owoce morza - muqueqa de camarao czyli potrawa z ryby i krewetek w delikatnym sosie z odrobiną mleczka kokosowego oleju dende, pomidorka i papryki podawane w glinianej misie z farofom (moka farinha zmieszana z olejem i solom) i pirao z ryby i oczywiście sypkim białym ryżem - delicje, mówię Wam.

Wiele gatunków ryb jak Arraja, Peixe Vermelha, Cavalho, ktorą jadłem dzisiaj-  pycha.

Oprócz morskich przysmaków bardzo popularne jest frango, czyli kurczak, krojony w kosteczkę i podawany z farofa i oczywiscie wszechobecna pimentom ( bardzo ostra salatka warzywna w ktorej ostrość uzyskana jest dzięki maleńkim papryczkom).

Fasola z kiełbasą w dziwnym brązowym sosie z ryżem - także pyszna.

Owoce, o których już wspominałem i soki z nich bardzo zimne i bardzo słodkie.

Cóż, naprawdę uczta, mieszanka smaków świata.


Salvador_big Salvador_big (1)
9
8
Salvador_big (2) Salvador_big (3)
7
6
Salvador (4) Salvador (5)
5
4
Salvador_big (6) Salvador_big (8)
3
2
Salvador_big (9) Opisy do fotek: od dołu - Praia da Barra (1) i latarnia morska na Barra (2), 2 fotki z dachami (3 i 4) to Pedra Furada z okna akademii Profesora Tamarindoo, na fotce 5 winda miejska Lacerda łączy miasto górne z dolnym, w dole widać żółty budynek - to stary targ niewolników Mercado Modelo, fota 6 to plaża na wyspie Itaparica i obok wesołe dzieciaki bawiące się na rozległej plaży wyspy, dalej agua de coco (7) - już wiem, czego będzie mi brakowało w Polsce :) Dalej straganik z kokosami na Pelourinho (9), a po prawej (8) Fort Mont Serrat niedaleko plaży Bom Viagem, na której spędzamy dużo czasu ćwicząc akrobatykę, zbierając muszle do kolekcji i polując na obiad pod wodą :)
1


Mail z 06 marca 2007 r.

 

CAPOEIRA

No dobrze, więc zacznijmy od piątkowej hody ;). Miała zacząć się o 8 pm, poszedłem trochę wcześniej, żeby się rozruszać - ale powiem Wam, że jest tu tak ciepło, że mięśnie pracują zupełnie inaczej - kilka ruchów i ciało jest gotowe do capoeiry.

 

Kiedy przyszedłem do senzali, trwała hoda dla dzieci – niesamowita!!! Dzieciaki tu czują rytm od najmłodszych lat.

 

Po chwili zaczęli się schodzić alunos velhos na hode dla zaawansowanych i nieźle, bo jedna żółta korda, jedna niebieska (czyli ja) i 3 pierwszych instruktorów, 6 drugich instruktorów - zajebiście.

Hoda zaczęła się od bangueli - zagrałem z tatu. Ruszał się rewelacyjnie, potem kawaleci, perere, barbisia, kalunga. Kalunga, chudziutki bardzo czarnoskóry 18-latek mieszka piętro niżej pod Zambim.

 

Na hodzie było może 14 osób i dla mnie zajebiście!!!!!!!! Mogłem zagrać ze wszystkimi i tak też zrobiłem.

 

Sobota rano 9 am trening poranny dla wszystkich. Spodziewałem się wycisku, a tymczasem okazało się, że Parafina nie przyszedł i ja byłem najwyższy stopniem i ja poprowadziłem trening hehh - ale jaja coo?

 

Fajne przeżycie hehhhe.

 

Wieczorem hoda aberta na Humanita (to taki cypelek u podnóża budowli zwanej Forte Mont Serrat). Mieści się tam stary kościółek, przy którym raz w miesiącu w sobotę odbywa się hoda aberta grupy UNICAR no i sie odbyła. Kurcze nie mogłem się przemoc by wejść, jak już się zdecydowałem, to ktoś wykupił szybciej holipa - jedna rada! Trzeba być pewnym siebie i po prostu kupić. Koniec końców zagrałem kilka razy. Na hodzie obecny był Mestre Zambi. Ten człowiek mnie zadziwia. Ćwiczy cały czas -przed hodą spotkałem go na ulicy rozciągającego się.

 

Wczoraj znaczy w poniedziałek 8 – 10 pm trening z Tamarindem- AXE!!!

Trening dla zaawansowanych ciężki i duru, capoeira de rua porra.

 

Muszę jednak w tym miejscu przesłać wielkie SALVE dla mojego instruktora i przyjaciela Maximusa. Stary, twoje treningi rzeczywiście przygotowały mnie na to, czego tu doświadczyłem już na pierwszym treningu!

 

Dziękuję ci bracie!!!

 

Kurza noga jednak zgarnąłem martelo od takiego jednego kurdupla graduado, spoko lekko się tylko zachwiałem nie przerywając treningu.

 

Tu w Salvadorze capoeira jest wszędzie, dosłownie!

 

Dziś byłem pierwszy raz na mercado modelo i pelourinho i dałem się trochę porobić, ale ta opowieść następnym razem, bo moja godzinna wizyta na necie dobiega końca.

 

Pozdrowionka dla wszystkich capoeristas grupo UNICAR Poznań i Polska tambem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 

 

MUITO AXE COM VOCEIS!!!!!!!!!


Mail z 03 marca 2007 r.

 

Doleciałem wreszcie - po 24 godzinach spędzonych w Madrycie i 9 godzinach w Airbusie do Salwadoru. Małe problemy napotkałem już na lotnisku. Czekałem na tamarinda, który wszystko wiedział i miał mnie odebrać. Okazało się ze nic nie wiedział heh i był zdziwiony lekko, kiedy o 24.15 zadzwoniłem do niego i łamanym portugalskim zakomunikowałem, że już jestem no i czekam aż przyjedzie. I tak po 4 i pół godzinach czekania na lotnisku pojawił się tamarindoo z cziririkom. Zajebiście!!! Wyjaśniliśmy nieporozumienie no i w drogę. Czterdzieści minut później byliśmy już w faweli Pedra Furada, uboga dzielnica gdzie spędzę najbliższy miesiąc.

 

Pedra Furada (pęknięty kamień) fawela położona jakieś 5 km od centrum, wypełniona dwu-, trzypietrowymi domami. Muzyka płynie tu na okrągło - samba, brazylijski pop i rożne rewelacje karnawałowe. Położona jest na górzystym obszarze tuz nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego, który teraz ma chyba z 28 stopni Celsjusza - woda jest granatowa jak oczy mojej blandyneczki ;)

Klimat tej dzielnicy jest trudny do opisania, po prostu trzeba tu przyjechać, ale ludzie wydają się przyjaźni, małe sklepiki oferują pyszne soki ze świeżych owoców, z których znane mi są tylko pomarańcze i ananasy, reszta ma bardzo tropikalne nazwy i smaki (tamarindo, asaji, itd.)

Słońce praży od samego ranka i to całkiem mocno - nie będę ściemniać, bo poparzyłem się lekko już pierwszego dnia porra!!! Wiec krem do opalania jest wskazany bardzo!!!

Wczoraj czyli w piątek była hoda oooo ale ładna, w senzali.

 

cdn.

Jest 2:06 w nocy czasu polskiego, za dziewięć dni będę w miejscu, w którym imię czy nazwisko nie ma większego znaczenia. Społeczność, wśród której będę przebywał przez dwa miesiące rządzi się swoistymi prawami. W tym świecie każdy ma nadane przezwisko charakterystyczne tylko dla swej indywidualności. Znajomi doskonale wiedzą o kogo chodzi, kiedy posługujesz się ksywką, dla dociekliwego obserwatora z zewnątrz sens niezrozumiałego hasła niknie w mnogości znaczeń i właścicieli. Tak jest od czasów niewolnictwa.


salwador_da_bahia
Salvador da Bahia
bahia
Bahia



  Bądź pierwszym który skomentuje
RSS komentarzy

Napisz komentarz
  • Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
  • *Odśwież* swoją przeglądarkę by dokonać zmiany kodu przed użyciem przycisku 'wyślij'.
  • Zachowaj w pamięci treść jeżeli pomyliłeś kod.
Imię:
E-mail
BBCode:Web AddressEmail AddressBold TextItalic TextUnderlined TextQuoteCodeOpen ListList ItemClose List
Komentarz:



Kod antyspamowy:* Code
Chcę być powiadamiany emailem o dodaniu nowych komentarzy

 
Nasi patroni medialni
National Geographic Traveller npm magazyn turystyki górskiej Radio Merkury Onet.pl