| Krzysiu na Spitsbergenie |
|
A oto relacja z podróży mojego kolegi Krzysia Piotrowskiego przez
Skandynawię na Spitsbergen. Znamy się już ładnych parę lat - Krzysiu
jest prawdziwym pasjonatem szeroko pojętej turystyki, społecznikiem i
wspaniałym człowiekiem. Będę mu towarzyszyć w tej wyprawie całym
sercem, tym bardziej że Skandynawia jest jedną z najpiękniejszych
krain, jakie znam. Informacje z trasy będę zamieszczać na bieżąco
dzięki kontaktowi z mamą Krzysia - panią Joanną. Tyle ja, oddaję głos Krzysiowi.
Nazywam się Krzysztof Piotrowski,
pochodzę z Piły. Jestem studentem IV roku geografii oraz tegorocznym
absolwentem turystyki i rekreacji na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza
w Poznaniu. Pasjonuję się przedmiotem moich studiów, poza tym turystyką
ekstremalną (szczególnie kajakarstwem górskim) oraz ratownictwem przedmedycznym
i wodnym. Jestem czynnym instruktorem ZHP.
W tym roku podejmuję wyprawę, a właściwie 3 wyprawy. 12.07. – 2.08. podróż Piła – Petuniabukta 3.08 – 5.09. pobyt nad zatoką Petunia 6.09. – 20.09 podróż Petuniabukta – Piła
Zasadniczy cel wyprawy to udział w organizowanym przez Instytut Paleogeografii i Geoekologii UAM przedsięwzięciu o nazwie: 11 Poznańska Wyprawa SPITSBERGEN Petunia 2006 w której weźmie udział 5 pracowników WNGiG oraz trzech studentów studiów stacjonarnych i zaocznych.
Natomiast dla mnie niezwykłą przygodą będzie również podróż tam i z powrotem.
Trasa: Tam: Piła – Tallin (autostop) – Helsinki (prom) – Tromso (Norwegia) (autostop) Trompo – Longyerbyen (samolot 30.07) Longyerbyen – zatoka Petunia (jacht – „ELTANIN” z kpt. J. Różańskim www.arktyka.com)
Z powrotem: Zat. Petunia – Longyerbyen – Eltanin Longyerbyen – Tromso (6.09) (samolot) Tromso – Norwegia (wybrzeżem morza Norweskiego) – Szwecja - ??? – Polska Najpierw przekazuję zdjęcia, bo są naprawdę fajne. Poniżej maile i SMSy od Krzysia w kolejności od najstarszych na dole do najnowszych na górze. Miłego oglądania i lektury!
SMSy i maile:
SMS z 13 września, godz. 23.03: Jesteśmy w Arjang (Szwecja), czekam na Batmana. Dziś był dzień rewelacyjnych autostopów - 6 aut, prawie 700 km, z czego 500 w 1 aucie. Historii tyle, że napiszę maila. Samopoczucie: Rewelacja!!!
SMS z 11 września 2006: Jedziemy do "Mo i Rana", przekroczymy krąg polarny. Całą noc padało, teraz tylko kropi. Cofam się w czasie: Spits- prawie zima, Tromso - późna jesień, teraz jesień. Śliczne rzeki na kajaki. SMS z 02 września 2006 r.: Zwijamy powoli obóz. 5-go odpływamy. Jest dość ciepło +6 stopni. Wczoraj kąpałem się w fiordzie. Tutaj temperatury odczuwa się inaczej.Mamy mnóstwo zdjęć. Ja sam zrobiłem 5,5 tysiąca! Kto to obejrzy?! SMS z 26 sierpnia 2006 r.: MAMA: Udało nam się połączyć telefonicznie i porozmawiać. Potem dostałam SMSa: Cieszę się, że udało się porozmawiać:) Gratulacje dla Staszka! Dobrze, że u Was jest dobrze. U mnie też - dziś jestem troszkę zmęczony: mam 5-ty (i ostatni) dzień dyżuru = wczesne wstawanie. Papa. SMS z 25 sierpnia 2006 r.: Z krzesła wyszedł fotel - bardzo dobrze sie przyjął - tak dołączyłem do zacnego grona polarników. Zaprzyjażniliśmy się z rosyjskimi geologami, którzy mieszkają 2 km od nas. Cas pędzi - już jest za półmetkiem. SMS z 17 sierpnia 2006 r.: Od kilku dni nie mogę wysłać SMS. Wczoraj byłem z Marianem na lodowcu Ebba - był mocno uszczeliniony i budził szacunek. Wróciliśmy około północy. Pogoda dopisuje choć pokazuje pazurki - wczoraj wiało do 15 m/s. Rozkręciłem się na dobre, codziennie coś nowego, ciekawego. Włosy mi odrastają. Z zadań chrztu zostało mi tylko krzesło, nie muszę jeść cebuli ;-) SMS z 08 sierpnia 2006 r., godz. 10.06: Mam problem z wysyłaniem, ale odbieram smsy i sygnały. Jaka ilość cebuli zaspokaja dzienne zapotrzebowanie na witaminę C? Jest mi tu dobrze. Ciągle jasno, ciepło, rzadko słonecznie. Pozdrawiam! (Hania odpowiedziała: dzienne zapotrzebowanie na wit.C= 70 mg w 100g cebuli jest tylko 6 mg. To już lepsze są ziemniaki, mają 15 mg. Mama) SMS z 01 sierpnia 2006: Przesłałem trochę fotek, ale to pewnie ostatnie do września. Właśnie przed chwilą za oknem wyszło słonko - pierwszy raz od mojego przyjazdu, zmykam więc się nacieszyć, bo - odpukać - to ostatnie promienie na 5-6 tygodni... Jeżeli wszystko dobrze pójdzie, to dziś okrętuję się na Eltaninie, a jutro podnosimy kotwicę, pojutrze wcześnie rano (lub wcześniej) ląduję w Petuniej. 3 maj się Mamo, pozdrów całą rodzinkę. Mail z 01 sierpnia 2006 r. (fotki):
Sorki, że bez opisów, ale aż tyle czasu to nie mam - niestety.
Mail z 31 lipca 2006 r.: Jestem od doby w Longyerabyen, stolicy Svalbardu. Udało mi się uzyskać dostęp do sieci w bibliotece. Czas jednak ma limitowany. Pogoda jest podobna jak na Mageroi, tylko nieco gorsza - pełne zachmurzenie, do tego niskie - podstawa chmur na 200-300m. przez to z ładnych fotek z powietrza nic nie wyszło. Niestety nie mogę wejść w moje relacje na stronie Adama (TU ADAM, NIE WIEM CZEMU...), stąd nie wiem czy dotarł mail, który pisałem w Hnningsvag'u o tym, co się wydarzyło między Oulu, a Honningsvag'iem. Mail z 30 lipca 2006 r. (Słów kilka o górach):
Pierwszego
dnia, na rozgrzewkę niejako, przeszedłem 10 km do pierwszej chatki - nazywała
sie Saarijarvi - tak jak jezioro nad którym stała. (jarvi=(fin) jezioro).
Miałem w pierwszej chwili ochotę tylko odpocząć i iść
w góry wyżej rozbić namiot. Jednak magiczna, magnetyczna moc chatek dała znać o sobie - wciągnęło mnie. Przyciągnął mnie surowy wystrój, fińscy włóczędzy górscy, z którymi bardzo ciekawą rozmowę wiodłem. Przybyła też dwójka Francuzów, których poznałem w Klipsijarvi i po drodze minąłem. Trasa przez pierwszy km wiodła w karłowatym lesie, potem bardziej karłowatym. Cała dalsza wędrówka odbywała się ponad górną granicą lasu (poza okolicą jednej z chatek). Generalnie wszędzie wkoło tundra - w zależności od wysokości i podłoża niższa lub wyższa, o nieco innym składzie gat., ale nie czas tu na powtórkę z biogeografii;))
Drugiego dnia ruszyłem skoro świt, koło 11. Swoją drogą, to świt i zmrok był tu
niczym nieoddzielony - o czym przekonałem się kolejnej nocy, kiedy to ok 1:30
byłem na Halti. Chatki rozmieszczone są komfortowo, co ok 9-12 km drogi. Dotarłem
więc kolejno do Meekanjarvi i Pihtusujarvi. Tu zostawiłem plecak, zjadłem i
luźno ok 23 ruszyłem na 25 km spacerku na Halti i z powrotem. Spałem właśnie w Pihtusjarvi
od ok 3-4 a.m. do 8 - tylko do 8, bo wtedy 6 osób ruszało w góry, więc narobili
troszkę zamieszania w naszej 1 ciasnej izbie. Gdy poszli, porozmawiałem z
Finem, który został – obchodził tego dnia 60-te urodziny, pół życia spędził w
górach, a ostatnie 15 lat- to prawie bez przerwy - kolejny ciekawy ludek.
Ruszyłem ok 12. Plan był taki, aby na azymut, w miarę najprostszą drogą, zejść
do Norwegii. Ambitnie ok 12:30 sforsowałem rzekę głęboką ciut powyżej kolan.
Lodowata woda i przytroczony do plecaka aparat tylko podnosiły poziom adrenaliny.
Było upalnie (nie tak jak w Polsce, ale lał się pot strumieniami), skusiłem się
na kąpiel w jednym z jeziorek - woda lodowata, więc nie trwało to długo... Niedługo
również cieszyłem się marszem po "nietkniętym" przez człowieka terenie
- okazało się, że tą trasę, wprawdzie nieoznakowaną, wybiera trochę turystów,
bo co rusz napotykałem na wydeptane ścieżki i jedną chatkę przy granicy
fin-norw. Muszę wyjaśnić, że gęsto uczęszczany szlak oznacza 20-40 osób
spotkanych w ciągu całego dnia, a nie jednej godziny :)
Kończę, bo zamykają tę bibliotekę :) Nie sposób opisać wszystkich prześlicznych krajobrazów, które widziałem, nawet zdjęcia tego nie oddadzą - stąd zapraszam do Laponii (fin) i Finmarku (norw). 3majcie sie!!
Mail o 30 lipca 2006 r.:
Spaceruję po Tromso, bagaż mieszka za 20 koron na lotnisku,
wieczorem odwiedziłem Karmelitanki. Zapytałem się o możliwość przechowania u
nich namiotu do września, a dostałem w odpowiedzi obiad i informację, że
niestety nie mają wolnych pokoi gościnnych. Spałem na lotnisku. Jako że 30
lipca to niedziela i port otwierali później, wiec miałem więcej czasu. Rano obudził
mnie ochroniarz - to był najbezpieczniejszy sen w trakcie podróży :) Poszedłem zanieść
namiot, pośniadaniałem, wróciłem akurat na odprawę (Klasztor znajduje się 3 km
od lotniska). W samolocie poznałem niemieckiego skipera. W Tromso rano pogoda była
rewelacyjnie dobra, ciepła, bezchmurna, bezwietrzna. Na Svalbardzia, jak już pisałem
zupełnie odwrotna.
Nocowałem w partyzanckich warunkach w wiacie przystankowej, ale jadłem śniadanko
iście królewskie - coś za coś - generalnie jest bardzo pozytywnie. Pełno tu Polaków.
Wczoraj poznałem kpt. Różańskiego, znaczy Jurka, dzisiaj naukowców z UJ. Zostaję
tu do pojutrze, kiedy to wypływamy do zatoki Petunia. Spędzę tam 5 tyg., wracam
6 września. Do tego czasu kontakt będzie jeszcze bardziej ograniczony niż
dotychczas.
3majcie się!
Pozdrawiam i dziękuję wszystkim, którzy o mnie pamiętają i 3-mają kciuki
SMS z 30 lipca 2006 r., godz. 14.27:
SMS z 29 lipca 2006 r., godz.23.10:
Mail o 28 lipca 2006 r.:
Łapałem na TEJ drodze. 4 godziny 50 minut -
absolutny rekord tej podróży, którego już nie chcę windować. Ze Skibotn, w kolejnych
2 pojazdach dotarłem do Tromso po 16:00. Kierowcy, jakby w ramach rewanżu, nie
kazali długo na siebie czekać. Za pierwszym razem 10 min, za drugim Helen (bo
tak miała na imię) czekała chwilę na mnie. Przekuśtykałem przez Tromso na
lotnisko. Kuśtykałem, bo po "spacerku" w górach kolano się
SMS z 28 lipca 2006 r., godz. 22.16: Dojechałem do Tromso z ciekawymi ludzmi i szybko 16.20, śpie obok lotniska. Plecak ważył dziś 29kg.
SMS z 28 lipca 2006 r., godz. 15.19:
SMS z 28 lipca 2006 r., godz. 13.42:
Mail o 27 lipca 2006 r.: Przeszedłem się po górach, na Halti wszedłem w nocy. Zrobiłem ok. 90 km, z tego 65 z plecakiem (ok 30 kg), czas: +/- 36 godzin. Człowiek czasami musi sprawdzić, czy może - ja mogę :)) Góry prześliczne, naprawdę poczułem ducha gór!! Szkoda tylko, że nie miałem dnia więcej... lub tygodnia... Mail o 25 lipca 2006 r.: Droga ze Skibotn na południe, do fińskiego Klipsijarvi lub z Klipsijarvi na północ do Skibotn pozostanie w mojej pamięci na długo, długo tam łapałem. Ruszając ze Skibotn, po 100 min łapałem auta jadące w obie strony - napisałem bilety "Finland" i "Tromso" i zdałem się na los - pojechałem do Finlandii. Granica zaznaczała się tylko flagami, tabliczkami, kierowca nieznacznie zwolnił. W Klipsijarvi spotkałem dwójkę autostopowiczów z Czech. Ruszyłem na kilka dni w góry. Wychodziłem ok. 19:00. Planowałem przejść popularny szlak na Halti (najwyższy szczyt Finlandii) - 55 km w jedna stronę, i zejść z niego "na azymut" do Norwegii. Tak tez uczyniłem. 25 lipca pokonałem 10 km do pierwszej chatki. O chatkach tych dużo by pisać, a mi czas ucieka. Wspomnę tylko, ze często maja cześć "free" na 6-10 osób i podobna cześć do zarezerwowania. W każdej jest kuchenka gazowa, drewniane prycze, magazyn z drewnem, piecyk na drewno, wychodek, podstawowy sprzęt gospodarczy. nie ma osób siedzących tam cały czas - pełna samoobsługa. miejsca bardzo przyjazne turystom.
Mail o 24 lipca 2006 r.:
Opuszczam przytulne mieszkanie, około południa zaczynam łapanie. Dość szybko zatrzymuje się samochód pomocy drogowej. Ma to plusy i minusy. Plus taki ze oszczędziłem 46 koron opłaty za tunel, minus - ze wysadził mnie w szczerym polu (a raczej tundrze) - ponieważ właśnie tu czekał na mój środek transportu zepsuty motor. Jego kierowca zajął moje miejsce. Zostałem w megawietrze i na dodatek lekko siąpiło. Czas się dłużył niesamowicie... Zabrali mnie Holendrzy, jechali w 3 zapakowanym autem, ale i dla mnie znalazło się miejsce, choć nie było to łatwe. Narzekali, ze teraz mało autostopowiczów jest na drogach. Sami tak podróżowali i bardzo się ucieszyli ze mogli mnie podwieźć. Tak oto znalazłem się 100 km od Honningsvagu. Pogoda zdecydowanie się zmieniła, świeciło słońce i rosły drzewa! Może nie wielkie, ale drzewa:) Los uśmiechnął się do mnie tego dnia jeszcze kilka razy. Kolejnym autkiem, którym jechałem był BUICK Special, oryginalny, amerykański z 1956 - cudeńko. Podrzucił mnie do punktu gdzie rozwidlają się drogi na Hamerfest i Alte. Zamachać nie zdążyłem a już jechałem do Alty. Z centrum szedłem spacerkiem do miejsca gdzie od mojej E06 (jeśli mnie pamięć nie myli, w każdym razie do Narwiku) odchodzi droga na południe w kierunku Finlandii. Już prawie dotarłem na miejsce, kiedy zatrzymała się specjalnie dla mnie CIEZAROWKA!!! Elegancki mercedesik, niebieski z naczepa. Ucieszyłem się chyba bardziej niż z tego Buick'a, bo była to PIERWSZA ciężarówka w Skandynawii. W zachodzącym słońcu droga nad fiordami była fantastyczna! Tak dobrze mi się jechało, ze rozważałem zmianę planów, jednak wysiadłem w Skibotn. Stwierdziłem, ze dość dobrego na dziś i chwilę po północy rozbiłem się. Z tej radości nie dopilnowałem gotującej się wody i miałem w namiocie mały potop. Tego nie wiem na pewno, ale być może wtedy powstała w podłodze namiotu dziurka długości może 0,5 cm (odkryłem ją następnego dnia).
SMS z 22 lipca 2006 r.:
W nocy byłem na międzynarodowej imprezie z przewodnikami po Mageroi. Świetni
ludzie :-) Polubili jedną z zabaw, które im pokazałem. Dziś idę w góry.
3majcieSie! Neta brak
SMS z 20 lipca 2006 r.: Idę na Knivskijelloddden - jeszcze bardziej na pn wysunięty punkt niż Nordkapp. Telefon zostawiam do ładowania w infotur w Honningsvag na Wyspie Mageroya.
Telefoniczne info z 18 lipca 2006 r. (Rovaniemi):
SMS z 17 lipca 2006 r.: Dziś dzień zaczął się śniadaniem w hotelu. Zaprosili mnie Polacy, którzy tu pracują. Oulu mnie ujęło, ale ruszam dalej na północ do Kemi.
Mail z 16 lipca 2006 r.:
Jestem
w Oulu. Przyjechałem tu przed kilkoma chwilami bardzo fajnym mercedesem z
jeszcze fajniejszymi ludźmi. Nie dość, ze dostałem od nich wyrwany z książki
telefonicznej plan Oulu to jeszcze poszukali dla mnie dostępu do Internetu - w
publicznej bibliotece. Szkoda ze nie nagrałem miny pani obsługującej to
miejsce, która próbowała ze słyszenia napisać Krzysztof Piotrowski. Nawet
literowanie nie pomogło;) Niestety dostęp do netu mam tu ograniczony czasowo i
nie mam jak podłączyć aparatu żeby
Codziennie nowe przygody. Podróż moja ma tyle niespodzianek i nagłych zwrotów
akcji, że aż trudno o lepszą książkę. Chociażby w Olsztynie - już nie miałem za
bardzo ochoty łapać dalej i pisałem do Marioli (z mojego roku, która tu mieszka),
ze może podejdę na herbatkę, a tu nagle zatrzymał się tir (volvo), którym w 10h
pokonałem 900 km do samej Rygi. Inna historia w Tallinie - gdzie szukałem
miejsca na nocleg, bo okazało się ze prom o 7;45 jest dwa razy tańszy od tych
wieczornych. Rozmawiałem z
Wyjechałem z Helsinek z prędkością ok. 200 km na h i od tej prędkości tak mi się
w głowie poprzewracało ze popełniłem straszny błąd autostopowicza - dałem się wysadzić
na węźle autostrady koło Vantamoo. Tutaj tez spałem pod namiotem, ale huk
przejeżdżających aut jakoś mi nie przeszkadzał - wstałem dopiero ok. 11 gdy
słońce zrobiło saunę w namiocie. Wcześniej gdy zapytałem się w domku obok tego węzła
Voisinko Saada vetta pullooni? co jest prośba o wodę do butelki, zostałem
niemal zmuszony do
Telefon z 15 lipca 2006 r.:
Nocowałem w Joensuu na trawniku. Trwa tu festiwal rockowy, podobny do naszego Woodstock, tylko mniejszy. Nie wchodziłem, wstęp za drogi, ale pogadałem z wiarą wieczorem. Wybieram się nad jeziorko (są tu takie wypaśne - po klkadziesiąt km). Dziś kieruję się przez Kajaani do Oulu.Przed sobą mam Laponię.
SMS z 14 lipca 2006 r.:
SPOTYKAM
DOBRYCH LUDZI :-D SMS z 12 lipca 2006 r.: 11 lipca o 16.00 ruszyłem z Piły. Za Ostródą rozważałem, czy jechać w nocy? - Jechać! Od 23.20 od Olsztyna jadę nowym Volvo ciężarowym (ma 1 miesiąc). Dojadę nim do Rygi - to dobra noc na autostop! E-mail z 10.07.2006 r.: Właśnie kończy się zerowy dzień wyprawy, jest 0:15, za kilka godzin ruszam. Pierwszy cel to Tallin. Jeszcze jestem w proszku, tzn. cały sprzęt zgromadzony, natomiast jeszcze musze spróbować go upchnąć w 1 plecak. Jadę autostopem. Dziwnie się moja podroż zaczyna, bowiem mój pierwszy samochód już jest „złapany”, jego kierowca „Batman” śpi u mnie w domu, natomiast samo auto jeszcze nie jest do końca sprawne… jeżeli wszystko dobrze pójdzie to ok. 10 ruszymy z Piły…
|
||||||||||||||||||||||||
























Nazywam się Krzysztof Piotrowski,
pochodzę z Piły. Jestem studentem IV roku geografii oraz tegorocznym
absolwentem turystyki i rekreacji na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza
w Poznaniu. Pasjonuję się przedmiotem moich studiów, poza tym turystyką
ekstremalną (szczególnie kajakarstwem górskim) oraz ratownictwem przedmedycznym
i wodnym. Jestem czynnym instruktorem ZHP.








)
Bądź pierwszym który skomentuje




