Natalia, Adam, Emilka i Kajtek Mińscy – Nasze duże i małe podróże

Burkina Faso, Sahel (marzec 2012)

Miejsca: na północ od Ouagadougou – Sahel
Skład: Natalka i Adam

Sahel, czyli obszar geograficzny obejmujący południowe obrzeża Sahary, od Senegalu po Sudan i Erytreę. Dodatkowo w Burkinie to nazwa całego regionu na północy kraju. Nie jest to jeszcze pustynia, ale generalnie jest tu już dość sucho i gorąco. Warunki do życia surowe, mało wody, brak asflatu, pył, piasek, kurz, miał i wszystko w tym stylu, co jest w stanie się do człowieka przylepić albo na nim osiąść. Ale ludzie wspaniali i widoki też fajne. A na pierwszym miejscu obłędne lokalne targi – szalone, kolorowe, powalające, muczące, krzyczące, śmiejące się i wbijające w glebę. Warto przemierzyć te setki kilometrów po szutrach, żeby zobaczyć to na własne oczy. Prawdziwa egzotyka, prawdziwe życie, prawdziwa Afryka.

01.jpg
02.jpg

04.JPG

04a.jpg

05.jpg

06.JPG

07.jpg

08.jpg

09.jpg

10.JPG

11.JPG

11a.jpg

12.jpg

13.jpg

14.jpg

15.JPG

16.JPG

17.JPG

18.JPG

19.JPG

20.JPG

21.JPG

22.JPG

23.JPG

24.jpg

25.JPG

26.JPG

27.jpg

28.JPG

29.JPG

30.jpg

32.JPG

33.JPG

34.JPG

35.JPG

36.JPG

37.JPG

38.JPG
A to już Natalka po naszym rajdzie dookoła burkińskiego Sahelu. To nie jest photoshop ani nowy kolor włosów Natalii – to po prostu ten wszechobecny rudy pył, który oblepia wszystko i wszystkich grubą, trudnozmywalną warstwą. Generalnie trzeba powiedzieć, że Sahel był dla nas trudny – tak brudni i zmęczeni w czasie tego wyjazdu jeszcze nie byliśmy. Pod kołami przez kilkaset kilometrów mieliśmy klasyczną tarkę, czyli coś jakby niekończące się fałdy albo garby na drodze, od których wszystko się trzęsie, odkręcają się śrubki, dzwonią zęby i pęka łeb.
Po dojechaniu do cywilizacji w kompletnej desperacji wzięliśmy hotel i tutaj stało się coś, co uratowało naszą psychikę. Na widok naszego biednego autka z recepcji wysypała się gromadka pracowników, na czele z cycatą recepcjonistką, wszyscy chwycili za wiadra i za szmaty, i w pół godziny wspólnie przywróciliśmy Syba do jako-takiego wyglądu, i w środku, i na zewnątrz. Oczywiście próbowaliśmy tłumaczyć, że nie trzeba, że my sami, że damy radę itp, ale jak zwykle nikt nas nie słuchał. Ostatecznie fajnie to wyszło i byliśmy im bardzo wdzięczni. Tyle że… po kolejnym dniu i my i Syberiusz wyglądaliśmy dokładnie tak samo.

999_3.jpg

38a.JPG

39.JPG

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.